Menu
  • Menu
    “Specjalista od niczego”

    “Specjalista od niczego” – socjologia na wesoło

    Każdy miłośnik kina zdaje sobie sprawę jak trudno w dzisiejszych czasach o naprawdę dobrą komedię. Mimo że co roku jesteśmy wręcz zalewani falą tego typu filmów, to wśród masy nieśmiesznych grepsów i drętwych parodii, naprawdę ciężko znaleźć coś na wysokim poziomie.

    Powinniśmy się więc cieszyć z tego, że platforma Netflix oferuje nam “Specjalistę od niczego”, czyli serial przedstawiający problemy codzienności przy pomocy urzekającego poczucia humoru. Perypetie marzącego o hollywoodzkiej karierze  imigranta,  stanowią prawdziwą ucztę dla miłośników błyskotliwych dialogów i celnych, socjologicznych obserwacji.

    Głównym bohaterem serii jest Dev – sympatyczny, początkujący aktor pragnący zostać gwiazdą wielkiego ekranu. Poszczególne odcinki szczegółowo dokumentują jego ambitne starania, a także szereg wyzwań stawianych przez amerykańskie realia. Multikulturowość protagonisty oraz jego przyjaciół stanowi fabularny pretekst do podjęcia ważnej dyskusji na temat rasizmu, patriotyzmu oraz narodowej tożsamości. Z kolei zawodowe marzenia tej postaci prowokują krytyczne refleksje dotyczące reguł rządzących współczesną kinematografią. Na szczęście, za tą niezwykle poważną tematyką stoi znakomite, dowcipne scenopisarstwo, przedstawiające kłopotliwe kwestie w lekkostrawny sposób.

    Salwy śmiechu wywołują na przykład konwersacje Deva ze znajomymi. Będące ozdobą historii, pojedynki na cięte riposty, kpią z otaczającej nas rzeczywistości, a także sprytnie nawiązują do bogactwa światowej popkultury. Czasami wystarczy zaledwie jedno, rzucone ukradkiem zdanie, aby podsumować temat, którego przez lata nie potrafili ugryźć inni twórcy. Inteligentna szermierka słowna nabiera równie ciekawego kontekstu w drugim sezonie, umiejscowionego w odległych od Nowego Jorku Włoszech. Rozmowy na tle europejskiego krajobrazu mają intrygujący, lingwistyczny wymiar. Teleportacja z Times Square do ciasnych uliczek motywuje autorów serialu do analizy bariery komunikacyjnej i jej wpływu na relacje międzyludzkie.

    Grający tu pierwsze skrzypce Aziz Ansari, udowadnia, że jest komikiem idealnym. Nie dość, że umie rozśmieszyć widza na kilka różnych sposobów (perfekcyjne prezentowane gierki słowne, zgryźliwy sarkazm werbalny, a nawet odrobina starego, dobrego slapsticku), to na dodatek świetnie sprawdza się jako aktor dramatyczny. Znany satyryk z godnym podziwu wyczuciem konstruuje ekranową osobowość, scalającą wizerunek lekkoducha z zagubionym życiowo trzydziestoparolatkiem, próbującym poradzić sobie z dniem powszednim. Pozornie jednowymiarowa persona, zaskakuje niespodziewaną, psychologiczną głębią.

    Innym mocnym punktem produkcji jest unikalna strona formalna. Ekipa odpowiedzialna za tę telewizyjną perełkę dwoi się i troi, żeby zachwycić widzów. “Specjalista od niczego” stoi w opozycji do schematów rządzących podobnymi projektami. Ukazywane przez kamerę wydarzenia nabierają  niecodziennego eksperymentalnego posmaku, odczuwalnego  np. podczas surrealistycznych sekwencji marzeń sennych albo scen hołdujących klasykom X Muzy. Pomysłowe zabiegi urozmaicają prowadzoną narrację, windując ją ponad sitcomowe standardy.

    Warto wspomnieć o jeszcze jednym istotnym elemencie całości, czyli świetnej ścieżce dźwiękowej. Ilustrujące przygody nowojorczyków utwory idealnie oddają atmosferę miasta oraz emocjonalny ładunek poszczególnych scen. Siła soundtracku leży w jego eklektyzmie, pozwalającym na czerpanie garściami z całego spektrum gatunkowego i estetycznego.  Horyzonty twórców mają szerokość kilku kontynentów, więc dobór dźwięków bywa naprawdę zaskakujący. Kompozycje Morricone występują obok elektronicznych łamańców Aphex Twina i kultowych popisów Davida Bowie. Odsłuchiwanie tak zróżnicowanej kompilacji brzmień to nie lada gratka dla prawdziwego melomana.

    Przyznam szczerze, że przed obejrzeniem pierwszego odcinka miałem bardzo niskie oczekiwania co do poziomu serii. Ansariego znałem z przeciętnych widowisk stand-upowych, a reszta nazwisk zaangażowanych w projekt wywoływała u mnie co najwyżej neutralne reakcje. Tymczasem, okazało się, że moje obawy co do propozycji stacji Netflix były całkowicie bezzasadne. “Specjalistę od niczego” można śmiało uznać za szczytowe osiągnięcie współczesnej komedii, godne wszystkich tych zachwytów widowni oraz  dziennikarzy. Mam nadzieję, że polscy filmowcy wezmą przykład z zagranicznych kolegów i kiedyś doczekamy się podobnej jakościowo rodzimej produkcji.

    Autor : Łukasz Krajnik

     

    Udostępnij

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *