Menu
Polskie lotnictwo

Polskie lotnictwo 20 lat po wejściu do NATO

12 marca 1999 r. Polska, Czechy i Węgry stały się członkami NATO. Po latach starań i przygotowań Organizacja Paktu Północnoatlantyckiego zdecydowała się przyjąć w poczet swoich członków pierwsze kraje dawnego Układu Warszawskiego. W bieżącym roku obchodziliśmy więc 20. rocznicę tego historycznego wydarzenia. Przy okazji jubileuszu warto przyjrzeć się temu, jak zmieniło się polskie lotnictwo w ciągu ostatnich dwóch dekad

NATO (ang. North Atlantic Treaty Organization) zostało utworzone 24 sierpnia 1949 r. na mocy podpisanego kilka miesięcy wcześniej Paktu Północnoatlantyckiego. Każdy akt agresji wymierzony w jakiekolwiek państwo członkowskie traktowany jest jako atak na całą Organizację. Oczywiście w historii zdarzały się przypadki odstąpienia od tej zasady.

Ministerstwo Obrony Narodowej na swej stronie pisze: „Wejście do Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego wydatnie poprawiło bezpieczeństwo Polski. W 20. rocznicę akcesji do Sojuszu Północnoatlantyckiego, bez wątpienia możemy stwierdzić, że nasz kraj zbudował silną pozycję w NATO. Przeznaczając na siły zbrojne co najmniej 2 proc. PKB oraz ponad 20 proc. budżetu obronnego na modernizację armii, jesteśmy jednym z liderów Sojuszu”.

Czy radykalne zmiany objęły polskie lotnictwo? Od 20 lat uczestniczy ono aktywnie w działaniach Sojuszu. Piloci już przed 1999 r. przygotowywali się do współdziałania z nowymi sojusznikami. Struktura Sił Powietrznych RP została przystosowana do norm natowskich. Obecnie nasze samoloty patrolują przestrzeń powietrzną Litwy, Łotwy i Estonii, a piloci uczestniczą we wspólnych manewrach, akcjach i szkoleniach.

Wejście do NATO i co dalej?

Wejście do NATO wymusiło wiele zmian w polskich Siłach Powietrznych. Od 1999 r. wzbogaciły się one o 48 wielozadaniowych samolotów bojowych F-16. Zakupiono również kilkanaście trójwspółrzędnych naziemnych stacji radiolokacyjnych, które weszły do systemu wczesnego ostrzegania Sojuszu. Ponadto na wyposażeniu wojsk lotniczych znalazło się 12 mobilnych stacji średniego zasięgu NUR-15M, a umowa na dostawę kolejnych niedługo ma zostać podpisana. Pododdziały rozpoznania radioelektronicznego wzbogaciły się z kolei o stacje rozpoznania pokładowych systemów elektronicznych PRP-25M i PRP-25S.

Najmniejsze zmiany objęły naziemne systemy obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej. Chociaż zakup systemów umożliwiających zwalczanie pocisków balistycznych i głowic taktycznych planowano już w latach 80. XX w., przez lata nie udało się zrealizować tych planów. Rozmowy dotyczące kontraktów na odkupienie systemów używanych z Niemiec oraz zakup norweskich zestawów rakiet zostały przerwane.

Wskutek długoletnich zaniedbań od 1987 r. nie udało się zakupić żadnego rakietowego systemu obrony przeciwlotniczej średniego lub dalekiego zasięgu. Na wyposażenie trafiały jedynie systemy obrony krótkiego zasięgu Grom i Piorun, rażące cele w odległości nie większej niż 6,5 km. Rakiety są przenoszone przez samobieżne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Poprad lub przez zestawy artyleryjsko-rakietowe Pilica. Wszystkie stosowane obecnie systemy obrony antyrakietowej i przeciwlotniczej średniego i dalekiego zasięgu opierają się na rozwiązaniach powstałych w Związku Radzieckim w latach 70. XX w. Zostały one jedynie częściowo zmodernizowane.

Ponieważ żaden ze stosowanych u nas systemów nie może zwalczać rakiet balistycznych ani głowic taktycznych, Polska jest praktycznie pozbawiona możliwości obrony przed takimi atakami. Również możliwość wykrywania i niszczenia nowoczesnych pocisków manewrujących budzi wiele zastrzeżeń. Możliwość rażenia celów ograniczona jest w większości przypadków do 25 km, zaś wiek urządzeń przekracza 30 lat. Ponieważ już wkrótce nie będą się one nadawać do użytku, Polska może zostać prawie całkowicie pozbawiona możliwości obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej przez systemy naziemne o zasięgu powyżej 7 km.

Samoloty i śmigłowce na wyposażeniu Sił Powietrznych RP

Najnowocześniejszymi samolotami bojowymi, które posiada polskie lotnictwo są amerykańskie myśliwce F-16, których jest w Polsce 48. Jednak większość samolotów bojowych stanowią jeszcze konstrukcje radzieckie. Polskie lotnictwo posiada 32 samoloty Su-22 i 32 MiG-29. Ponadto dysponuje samolotami transportowymi: C-130 Hercules, PZL M-28 Bryza (37 szt.) i C-295 CASA (16 szt.). Do tego dochodzą samoloty treningowe: TS-11 Iskra oraz PZL-130 Orlik.

Jeśli chodzi o śmigłowce, dominują Mi-2 Mi-8/17 oraz PZL W-3 Sokół. W sumie polskie lotnictwo posiada 244 samoloty różnego przeznaczenia i 239 śmigłowców. Maszyny Su-22, które stanowią prawie jedną trzecią wszystkich polskich samolotów bojowych, służą już w Polsce od ponad 30 lat. Prawie 30 lat mają też samoloty MiG-29. Choć są one częściowo modernizowane, już niedługo oba modele nadawać się będą wyłącznie do muzeum. Jeśli nie zostaną zastąpione, Siły Powietrzne RP stracą prawie dwie trzecie maszyn bojowych. Również myśliwce F-16 nie są najnowsze – pozostają one w służbie od 12 lat. Jednak jest to dopiero jedna trzecia ich żywotności.

Z jednej strony mamy więc nowoczesne i dobrze uzbrojone amerykańskie myśliwce, a z drugiej – stare samoloty pochodzące ze Związku Radzieckiego. Jeśli w najbliższych latach nie dojdzie do zakupu samolotów bojowych i transportowych, a także nowych śmigłowców, polskie lotnictwo może utracić możliwości skutecznego działania. Jak twierdzi cytowany przez „Rzeczpospolitą” gen. Jan Rajchel, ekspert Fundacji Stratpoints i były komendant Szkoły Orląt w Dęblinie, Polska powinna posiadać 200 nowoczesnych samolotów bojowych.

Nowe samoloty bojowe dla Sił Zbrojnych RP

Kilka tygodni temu minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak podpisał plan modernizacji armii na lata 2017–2026. Jednym z głównych elementów tego planu jest program Harpia. Polskie lotnictwo ma się wzbogacić o 32 myśliwce piątej generacji. Najbardziej prawdopodobnym wariantem jest zakup amerykańskich F-35.

Mamy świadomość, że 32 samoloty wielozadaniowe piątej generacji w programie Harpia to dopiero początek i pewnie w kolejnym planie modernizacji technicznej trzeba będzie umieścić dodatkową eskadrę, żeby liczba maszyn była porównywalna z liczbą samolotów F-16, których Polska ma 48 – powiedział cytowany przez portal Defence 24 wiceminister obrony narodowej Wojciech Skurkiewicz.

Problem zakupu nowych myśliwców okazał się palący po katastrofach samolotów MiG-29. W ciągu ostatnich kilku lat trzy z nich uległy rozbiciu, a jeden został uszkodzony na skutek pożaru. Prezydent Andrzej Duda po ostatniej katastrofie samolotu MiG-29 zasugerował, by zakup nowych maszyn potraktować jako program narodowy, co oznacza finansowanie go spoza budżetu MON. Ministerstwo chce, by myśliwce piątej generacji trafiły do naszej armii w ciągu najbliższych kilku lat.

W ramach modernizacji marynarka wojenna ma otrzymać 4 śmigłowce AW101, przystosowane do zwalczania okrętów podwodnych. Maszyny zostały również wyposażone w sprzęt medyczny umożliwiający prowadzenie akcji poszukiwawczych i ratunkowych. Umowa na ich dostawę została podpisana z zakładami PZL – Świdnik pod koniec kwietnia 2019 r. Helikoptery stanowią brytyjsko-włoską konstrukcję i są już na wyposażeniu wielu krajów NATO, m.in. Wielkiej Brytanii. Na początku kwietnia podpisana została umowa offsetowa z wykonawcą na kwotę 400 mln zł. Wartość kontraktu opiewa na kwotę 1,65 mld zł.

AW101 jest największym śmigłowcem operacyjnym produkowanym w Europie, a jego zasięg pozwala na prowadzenie długotrwałych akcji poszukiwawczych i ratunkowych. Trzy silniki zapewniają zaś większe bezpieczeństwo. – To jedyna tego typu konstrukcja oferowana dzisiaj polskiemu wojsku. Rampa oznacza możliwość łatwego wejścia na pokład śmigłowca i jego opuszczenia, łatwego i bezpiecznego desantowania żołnierzy, możliwość wjazdu pojazdu do wnętrza śmigłowca oraz dodatkowy punkt zainstalowania broni do obrony śmigłowca, która jest podczepiona pod sufitem – mówi cytowany przez portal „Rynek Lotniczy” Krzysztof Krystowski, wiceprezes zarządu Leonardo Helicopters, który jest właścicielem fabryki w Świdniku.

System Patriot dla polskiej armii

W ubiegłym roku podpisano umowę na dostawę amerykańskich baterii Patriot. System ma zostać dostarczony do Polski po 4 latach od podpisania umowy. Będzie on stanowił podstawę obrony przeciwrakietowej naszego kraju przez kolejne dziesięciolecia. Wartość kontraktu wynosi w pierwszej fazie realizacji 4,75 mld dol., natomiast 700 mln zł ma trafić do polskich zakładów zaangażowanych w projekt.

W pierwszej fazie do Polski mają trafić dwie baterie liczące w sumie 16 wyrzutni. Konfiguracja systemu będzie taka sama jak dla armii amerykańskiej z 208 rakietami PAC-3 MSE. System będzie posiadał 4 sektory radarowe, 4 systemy kierowania ogniem MPQ-65 oraz 6 systemów dowodzenia IBCS. Dostawy w ramach tego etapu zakończą się do 2022 r.

Producentem rakiet PAC-3 MSE jest koncern Lockheed Martin, zestawy Patriot wykonuje Raytheon, natomiast opracowaniem systemu zarządzania polem walki oraz aktualizacją oprogramowania i wsparciem informatycznym zajmie się Northrop Grumman. Umowa z tą ostatnią firmą przewiduje wykonywanie usług dla polskiego wojska do 2026 r.

W II fazie mają zostać dostarczone o wiele bardziej zaawansowane technologicznie rozwiązania. Dotyczy to zarówno rakiet, jak i systemów radarowych. W ramach II fazy kontraktu do Polski trafi 6 baterii z dodatkowymi, izraelskimi rakietami SkyCeptor, które są tańszym odpowiednikiem pocisków amerykańskich. Ponadto system wyposażony zostanie w stacje radiolokacyjne najnowszej generacji AESA. Kiedy II faza dostaw zostanie zrealizowana, Polska stanie się pierwszym po Stanach Zjednoczonych krajem świata posiadającym najnowszą wersję systemu Patriot.

Gotowość bojowa pierwszych 2 baterii ma zostać osiągnięta na przełomie 2023 i 2024 roku. Zakup jest jednak krytykowany przez niektórych wojskowych. – Zaczynam mieć wątpliwości, czy program Wisła w ogóle będzie skuteczny i czy jest potrzebny. Rakieta Patriot nie zdąży zejść z wyrzutni, a pocisk hipersoniczny uderzy w dany obiekt. Decyzjami jesteśmy spóźnieni o co najmniej 10 lat – powiedział dla Polskiego Radia 24 gen. Waldemar Skrzypczak.

Gen. Leon Komornicki – również dla Polskiego Radia 24 – przypomina, że w razie dużego konfliktu posiadane pociski wystarczą na jeden dzień walki i dodaje, że nasz kraj więcej uwagi powinien poświęcić systemom obrony przed śmigłowcami i dronami.

Autor: Wojciech Ostrowski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Udostępnij

Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Magazyn VIP 2020