Menu
  • Menu

    Maciej Trzoch – Wszystko już jest w naszych głowach

    Zespół to największa wartość w firmie. Nie wiem, czy każdy menadżer będzie miał na tyle autorefleksji i się do tego przyzna, ale bez dobrych ludzi żaden z nas nic nie zdziała. Moja misja to rozwój przedsiębiorstwa z poszanowaniem historii marki Steinbacher, opierając jej przewagę konkurencyjną na pracownikach i ich kompetencjach, niezależnie od zajmowanego przez nich stanowiska – mówi Maciej Trzoch, dyrektor generalny Steinbacher Izoterm Sp. z o.o.

     

                    Jaki był dla firmy dobiegający końca 2017 r.? Czy odczuli państwo boom budowlany?

    – Gdybyśmy spotkali się w marcu, zapewne mój optymizm byłby mocno ograniczony. W maju chłonność rynku jednak wyraźnie wzrosła i prace budowlane mocno przyspieszyły. Rok zakończymy kilkunastoprocentowym wzrostem.

                    Są państwo oddziałem austriackiej firmy. Czy produkty kierowane na polski rynek i te, które trafiają na Zachód, są takie same?

    – Pod względem jakości są identyczne. Ta sama technologia, te same surowce. Różni je jedynie… język etykiety. W naszej branży szalenie istotne są koszty transportu, toteż o tym, z którego zakładu dostarczyć towar klientowi, decyduje czynnik ekonomiczny. Nasze dostawy trafiają również na rynek zachodni, a miejsce wytworzenia produktu nie może mieć negatywnego wpływu na satysfakcję klienta.

    Kto jest docelowym odbiorcą państwa produktów?

    – W 95 proc. są to wykonawcy, choć ostatecznym beneficjentem jest użytkownik. Wszędzie tam, gdzie niezbędne są ogrzewanie i ciepła woda, wyboru otulin dokonują projektant i wykonawca. Ale już w obszarze izolacji termicznych do ścian, fundamentów i podłóg nasze produkty kupują także klienci indywidualni, którzy samodzielnie je wykorzystują.

                    Czy w państwa ofercie jest miejsce na nowe technologie dla budownictwa?

    – Wiele technologii, które wykorzystuje fabryka w Austrii, jest do naszej dyspozycji. Barierą na drodze uruchomienia nowej, seryjnej produkcji o takim wolumenie, który by pozwolił na rentowność, jest infrastruktura. Aby skutecznie rozwijać produkcję, trzeba mieć stałe i niezakłócone zaopatrzenie w takie media, jak woda, gaz, prąd itd. W tej chwili z przyczyn od nas niezależnych nie jesteśmy w stanie osiągnąć takiego poziomu, jaki byśmy chcieli.

    Przykładem pożądanych przez rynek rozwiązań są płyty poliuretanowe, których współczynnik przenikania ciepła jest wyjątkowo korzystny, spada więc grubość izolacji. Od marca tego roku rynkiem Europy wstrząsają podwyżki i brak surowców do produkcji poliuretanu. Wprowadzane są one bez uprzedzenia, zamówienia w ogóle nie są realizowane bądź docierają po czasie. Planowanie i prognoza są tu praktycznie niemożliwe. Zadziwia milczenie europejskich urzędów regulacyjnych, które do dzisiaj nie zabrały głosu w tej sprawie.

                    Czy mają państwo zapytania od firm, które potrzebują specjalistycznego produktu, wykonanego na ich potrzeby?

    – Tak. Takich zapytań jest wiele. W przypadku przemysłowych zastosowań izolacji istotne są dwa parametry – odporność na podwyższone bądź obniżone parametry temperaturowe oraz zastosowanie produktów odpornych na warunki zewnętrzne. Jesteśmy obecnie na etapie badań laboratoryjnych takich rozwiązań – ich wstępne wyniki są bardzo obiecujące. Przemysł rzeczywiście może być w przyszłości dla nas rynkiem zbytu, niemniej na tę chwilę nasza oferta jest dedykowana obiektom, wykorzystującym konwencjonalne źródła ciepła i tradycyjne instalacje.

                    Czy sezonowość dotyka państwa branżę i wpływa na wyniki firmy?

    – Sezonowość w naszej branży oczywiście istnieje W segmencie izolacji budowlanych jest ona wyraźnie odczuwalna, gdyż prace montażowe w dużej mierze prowadzone są na zewnątrz. W przypadku otulin technicznych istotnej różnicy nie ma. Przez 20 lat działalności na rynku polskim nauczyliśmy się sobie z tym radzić i sama sezonowość nie ma wpływu na naszą kondycję. Żyjemy w harmonii z naturą i porami roku.

    Wydaje się, że skończyła się epoka bylejakości i konsumenci szukają coraz lepszych produktów. Można powiedzieć, że Steinbacher bije na głowę konkurencję?

                    – Zawsze wychodziliśmy z założenia, że należy być uczciwym. Zawartość opakowania ma być zgodna z opisem. Rodzina Steinbacher zbudowała reputację na wiarygodności, niezawodności, a doskonale wiemy, jak ogromną wagę przywiązuje się w niemieckojęzycznym obszarze kulturowym do nazwiska. Jeżeli w Austrii wykonawca nie wywiąże się ze swojej pracy, to raczej nie znajdzie już klienta w tej samej gminie. Ktoś, kto nierzetelnie wykonuje swoją pracę, nie ma co liczyć na świetlaną przyszłość. W Polsce jeszcze nie do końca wygląda to tak, jak byśmy sobie tego życzyli, choć jest wyraźna poprawa.

    Wykonawcy nie pozwalają już sobie tak często na ryzyko zastosowania towaru wątpliwej jakości. Mają świadomość, że reklamacja może położyć kres kolejnym zleceniom i zakończyć działalność firmy. Większość producentów nie posiada już w swojej ofercie wyrobów „drugiego sortu”. To po prostu nieopłacalne, choćby ze względu na przestoje w produkcji. Występuje zaś zjawisko celowego zaniżania jakości wyrobu poprzez oszczędności na ilości i jakości stosowanego surowca. Na szczęście od 2016 r. uaktywniły się instytucje państwowe, które pracują nad kontrolą jakości wyrobów budowlanych. Konkurencja musi być uczciwa.

                    Czy między fabrykami Steinbachera w Polsce i w Austrii widać przejawy rywalizacji?

    – Jak najbardziej. Istnieje pomiędzy nami sportowa rywalizacja, kto wyprodukuje więcej, lepiej, szybciej. To całkiem naturalne, że chce się wypaść lepiej. To kwestia ambicji, przełamywania kolejnych barier. Nie ma to natomiast nic wspólnego z niezdrową konkurencją. Przede wszystkim współpracujemy ze sobą, dzieląc się swoimi doświadczeniami i usprawniając procesy wewnątrz organizacji. Pracownicy w Austrii cenią sobie polską jakości i doceniają wartość naszej pracy. To taka niematerialna nagroda. „Made in Poland” to dziś uznana informacja o produkcji wyrobu.

    Pytanie, z którym zmaga się każdy menadżer, brzmi: czym konkurować – ceną czy jakością?

    – Życie nie lubi skrajności. Wyważenie i balans na wszystkich obszarach ustawia organizację w optymalnym położeniu. Należy szukać swojego miejsca na rynku, a nie przeciwników, których trzeba wyeliminować. Chciałbym konkurować jakością. Jakością ludzi. Zespół to największa wartość w firmie. Nie wiem, czy każdy menadżer będzie miał na tyle autorefleksji i się do tego przyzna, ale bez dobrych ludzi żaden z nas nic nie zdziała. Moja misja to rozwój przedsiębiorstwa z poszanowaniem historii marki Steinbacher, opierając jej przewagę konkurencyjną na pracownikach i ich kompetencjach, niezależnie od zajmowanego stanowiska, gdyż wizerunek i jakość firmy budują wszyscy – od sprzątaczki, przez recepcjonistkę, po handlowców i zarząd. Nie ma pracowników i stanowisk nieważnych.

    Cytując Samuela Waltona, jedyną osobą, która może zwolnić każdego w firmie, jest klient. Na pewno wszyscy pamiętamy uznane marki, które nie miały szczęścia do ludzi, i z żalem obserwowaliśmy, jak stopniowo podupadały albo wręcz gwałtownie pikowały w dół. Fundament Steinbachera w Austrii to wieloletnia tradycja i sprawdzeni, lojalni pracownicy, zdolni do podejmowania samodzielnych decyzji, na których można polegać. Dlatego, wzorując się na spółce matce, będziemy jeszcze więcej inwestować w obszarze kadr. Poszukiwania optymalizacji produkcji wydają się dla wszystkich oczywiste. Inwestycja w pracowników już nie zawsze. Z powierzaniem odpowiedzialności pracownikom jest jak z posianiem dobrego zboża – można samemu pielęgnować jeden kłos i mieć tylko parę ziaren albo nauczyć ludzi, którzy będą pilnować całego pola. Różnica jest oczywista. W Steinbacher mówimy, że wszystko, czego potrzebujemy, jest już w naszych głowach. Rolą zarządu jest to wydobyć.

    Jak zapowiada się dla firmy rok 2018?

    – Będzie to dla nas czas optymalizacji w obszarach produkcji i logistyki. Wiemy, jak produkować, inwestujemy w ludzi, mamy dobre surowce i technologie. Teraz chcemy usprawnić nasze wewnętrzne procesy, aby jeszcze zwiększyć tempo produkcji, skrócić czas dostawy i wykonać kolejny skok w jakości obsługi klienta. Gdziekolwiek nie spojrzymy, widoczne jest ożywienie, a w konsekwencji wzrost zapotrzebowania na materiały budowlane i wykończeniowe w nadchodzących latach. Powoli będzie otwierać się także przed nami rynek modernizacyjny i remontowy. Jego udział będzie się sukcesywnie zwiększał. Rok 2018 będzie również okresem dalszej synergii doświadczeń polskich, austriackich i niemieckich oraz wymiany dobrych praktyk w ramach grupy Steinbacher, do której w 2017 r. dołączyła spółka Gefinex. Jak widać, zapowiadają się bardzo ciekawe i emocjonujące miesiące.

                    Czego należałoby życzyć firmie na kolejny rok?

    – Mądrości gospodarzy terenu, na którym prowadzimy działalność i którzy z dalszym rozwojem infrastruktury produkcyjnej będą wiązać szansę dla okolicznej ludności. Życzymy sobie również współpracowników świadomych, że są częścią naszej małej społeczności, o którą trzeba wzajemnie dbać, troszczyć się i wiązać z nią przyszłość – swoją, a być może także swoich najbliższych.

                    Rozmawiał Mariusz Gryżewski

    Udostępnij

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *