Menu
  • Menu

    Jechać nie jechać? Pamiętniko-ranking

    Opowieści, anegdoty, porady i przemyślenia doświadczonego podróżnika, czyli barwne wspomnienia z wypraw do 39 krajów, ocenionych i uporządkowanych w formie subiektywnego rankingu według 15 kryteriów. Nietypowa formuła, będąca kontynuacją bloga to znak rozpoznawczy debiutu przedsiębiorcy z kupieckimi tradycjami rodzinnymi, który pod pseudonimem Pablo właśnie wydał pierwszy tom książki „Jechać nie jechać? Pamiętniko-ranking”.

    Co było inspiracją do napisania książki „Jechać, nie jechać. Pamiętniko-ranking?”

    – Jest taki dziennikarz motoryzacyjny Jeremy Clarkson, który w luźny sposób pisze o samochodach, wyścigach i innych sprawach związanych z jego konikiem. Wychodząc od awantury z żoną, obserwacji poczynionych w ogrodzie czy refleksji wychowawczych, których źródłem są problemy z córką, płynnie przechodzi do opisu najnowszego modelu Ferrarri albo innych spraw związanych z samochodami. Bardzo odpowiada mi taki sposób pisania i postanowiłem wykorzystać ten kierunek jako inspirację do własnej książki, będącej moimi podróżniczymi wspomnieniami.

    Zdjęcia w książce są umieszczone na końcu. Czy to celowy zabieg, żeby podczas lektury czytelnik uruchomił wyobraźnię?

    – Chodziło mi nie tyle o miejsce, ile o taki dobór zdjęć, żeby jak najlepiej ilustrowały to, o czym piszę. Dlatego nie ma pocztówkowych widoków i pięknych krajobrazów, są autentyczne obrazki, które oddają treść felietonów.

    Przed książką stworzyłeś blog. Internetowe wpisy nie spełniły twoich oczekiwań?

    – Chciałem, żeby moje teksty zyskały formę drukowaną, bo nie jestem zwolennikiem komputerów. Wolę pochylić się nad książką, niż ślęczeć przed monitorem i mam nadzieję, że moja publikacja znajdzie odbiorców wśród czytelników, którzy myślą podobnie.

    Opisujesz 39 krajów, w których byłeś, ale odwiedzonych miejsc było pewnie znacznie więcej. Prowadzisz podróżnicze statystyki?

    – Podziwiam osoby, które są uporządkowane, robią podczas wyjazdów notatki i potem mają w zasadzie gotowy materiał na książkę. Gdybym tak robił, miałbym ułatwione zadanie, zwłaszcza że pamięć jest ulotna, siłą rzeczy czas filtruje wspomnienia. Jeśli chodzi o podróżniczy wynik, to wkrótce dobiję do 120 odwiedzonych krajów, ale w samych Stanach Zjednoczonych byłem wielokrotnie, przez rok tam mieszkałem, a to prawie kontynent.

    Jak udaje ci się znaleźć czas na pracę, podróże i pisanie?

    – Nie da się tego pogodzić bezkonfliktowo. 11 lat temu wykryto u mnie raka. Po tym, jak pozytywnie przeszedłem przez proces leczenia, uświadomiłem sobie, że życie nie jest wieczne i że może się skończyć w każdej chwili. Dlatego wychodzę z założenia, że nie można zmarnować czasu, który mamy. Dopóki można, trzeba korzystać z życia, nawet jeśli jest to ze szkodą dla interesów. W moim przypadku wolny czas pochłaniają podróże.

    Jak wybierasz miejsca, które odwiedzasz?

    – Staram się za każdym razem wybierać miejsce, w którym jeszcze nie byłem, bo to najciekawsze. Ważne są też towarzystwo i atmosfera podczas podróży, dlatego lubię jeździć na wyjazdy organizowane przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników „Globtrotter”. Wtedy nie tylko poznaję nowe miejsca, lecz także miło spędzam czas z dobrymi znajomymi. Większość miejsc, o których ktokolwiek może zamarzyć, jest w zasięgu możliwości, jeśli tylko mamy odpowiednią sumę pieniędzy. Dlatego udało mi się wyjechać np. do Korei Północnej.

    Czy byłeś też w miejscach, które nie są dziś takie same jak kiedyś, a tobie udało się je zobaczyć w okresie świetności?

    – Miałem to szczęście. Doskonałym przykładem jest Kuba. Teraz jest idealny czas, aby odwiedzić ten kraj po zmianie systemu, zanim wkroczy tam kapitał amerykański. Dziś ceny są na tyle przystępne, że można pozwolić sobie na cygaro albo przejażdżkę kabrioletem po Hawanie.

    Czy któreś miejsce na świecie wywarło na tobie tak duże wrażenie, że chciałbyś spędzić tam więcej czasu?

    – Przychodzi mi na myśl Polinezja Francuska. Z naciskiem na peryferyjne atole i archipelagi.

    A jaką wyprawę zapamiętałeś jako najzabawniejszą?

    – Chyba wyjazdy z czasów studenckich, zwłaszcza pierwszą samodzielną wycieczkę – do Związku Radzieckiego „Pociągiem Przyjaźni”. Unikalne przeżycie i niekończąca się rozrywka. Okazją do zabawy były też za komuny rejsy starym kutrem rybackim przerobionym na jacht. Żeby się nie rozwodzić, powiem tylko: „Działo się!”.

    Co było najtrudniejsze w spisywaniu wspomnień?

    – Ponieważ spisuję rozmaite dykteryjki z czasów młodości – studenckie przygody, historie z okresu, kiedy byłem weterynarzem na wsi, a potem przechodzę do opisu danego kraju, najtrudniejsze są znalezienie powiązania i spójne połączenie różnych doświadczeń i opowieści. Miałem też pewne dylematy, wybierając wątki do książki. Zastanawiałem się, czy pisać o rozrywkach z górnej półki, na które nie każdy może sobie pozwolić, ale uznałem, że nie muszę się wstydzić tego, że stać mnie na festiwal w Cannes, drogie restauracje itp. Ale tak naprawdę pisanie książki było bułką z masłem, jeśli spojrzeć na cały proces wydawniczy i to, co czekało mnie później, żeby maszynopis ujrzał światło dzienne.

     

    Jakie kraje planujesz odwiedzić w najbliższej przyszłości?

    – Oman i Papuę Nową Gwineę. Może posłużą jako materiał na kolejną książkę, choć na tę chwilę mam już i tak ponad 100 spisanych historyjek, więc starczyłoby na drugi tom „Jechać, nie jechać?”. Poczekam jednak, żeby wybadać, jaki jest odbiór pierwszej części i jakie recenzje zbiera mój debiut.

    Komu byś polecił swoją książkę?

    – Najbardziej przypadnie do gustu osobom, które – w przeciwieństwie do amatorów powieści, w których na kilkuset stronach śledzą perypetie bohatera – lubią krótkie formy literackie. Oczywiście sięgną po nią osoby ciekawe świata i innego spojrzenia na różne kraje, zarówno te bardziej, jak i mniej znane. Myślę, że to dobra lektura na drogę, lekka, łatwa i przyjemna, a zarazem zawierająca trochę przydatnych, praktycznych dla turysty informacji.

    Książka jest podpisana pseudonimem: Pablo. Nie chciałeś się przyznać do swojego literackiego dziecka?

    – W książce jest parę kontrowersyjnych wypowiedzi i opisów, którymi ktoś mógłby się poczuć urażony, więc wolałem tego uniknąć.

    Rozmawiał Mariusz Gryżewski

    Fot. archiwum autora

    Udostępnij

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *