Menu
  • Menu
    Izabela Trojanowska

    Izabela Trojanowska – Jestem aktorką śpiewającą

    Artystyczna dusza Izabeli Trojanowskiej dawała o sobie znać od początku. Najpierw mała Iza z pasją oddawała się malowaniu. Jako nastolatka dawała upust emocjom, śpiewając na scenie. Dorosła Iza przy tym pozostała, dodała jednak do wachlarza swoich możliwości aktorstwo. Estrada to jej żywioł, kocha ją z wzajemnością, nawet jeśli czasem droga na nią wiedzie „Na skos”.

     

    „Jestem malarzem nieszczęśliwym” – śpiewały dokładnie pół wieku temu Czerwone Gitary…

    – Wiem, co masz na myśli. Jako dziecko marzyłam, by zostać malarką. Mama wspominała, że wystarczyło dać mi kartkę i ołówek, i już była w domu cisza, a ja cała byłam pochłonięta rysowaniem. Nawet gdzieś tam były marzenia o Akademii Sztuk Pięknych. Mama jednak lubiła, jak śpiewałam. Sama marzyła kiedyś o karierze baletnicy, jednak po wojnie sytuacja gospodarcza w kraju i życie osobiste nie pozwoliły jej zrealizować tych planów. Tak więc już po ósmej klasie zaczęłam uczęszczać na balet i do szkoły muzycznej. Ale z drugiej strony, mój ojciec niechętnie patrzył na te moje wokalne popisy.

    Izabela Trojanowska

    Przyszedł jednak rok 1971 i zostałaś uczestniczką Festiwalu Pieśni Sakralnej w Chorzowie. Co na to tata?

    – Od razu muszę nadmienić, że jestem wychowana w duchu katolickim, głównie dzięki mojemu tacie. W każdą niedzielę, odświętnie ubrans, w towarzystwie moich dwóch starszych braci brałam udział we mszy świętej. Mama w tym czasie najczęściej przygotowywała obiad. Tak więc gdy zaproszono mnie na Festiwal Pieśni Sakralnej, pojechał ze mną oczywiście tata. A tam spotkało go coś bardzo wzruszającego. Z rąk samego kardynała Karola Wojtyły otrzymałam Nagrodę im. Św. Maksymiliana Kolbego, a mój ojciec, który też ma na imię Maksymilian, dostał wielkie podziękowania za piękne katolickie wychowanie córki. Po tym wydarzeniu tata już przychylniej patrzył na moje śpiewanie. Tego się nie zapomina do końca życia, zważywszy na fakt, że siedem lat później kardynał Wojtyła został papieżem.

    Wolisz śpiewać czy grać ?

    – Jestem aktorką śpiewającą. Trawestując znane powiedzenie „aktorką się jest, a piosenkarką bywa”, śpiewanie sprawia mi wielką radość i nie wyobrażam sobie życia bez muzyki.

    Masz receptę na dobrą piosenkę? Co powinno ją wyróżniać?

    – Jak mawiał znakomity autor słów moich przebojów Andrzej Mogielnicki, „dobry tekst musi pasować do muzyki jak koszula do ciała”. Rozszerzając tę myśl, tekst i muzyka muszą być spójne, a wszystko powinna wieńczyć niebanalna interpretacja piosenkarza. Na estradzie powinno się mieć coś do zaproponowania publiczności, a piosenka powinna mieć to „coś”. Jeśli ja tego nie poczuję, to po prostu jej dobrze nie zaśpiewam.Izabela Trojanowska

    Wielką rolę w twojej edukacji estradowo-teatralnej odegrała Danuta Baduszkowa, świetny pedagog, twórczyni Teatru Muzycznego w Gdyni i Studium Aktorskiego.

    – Tak, bez wątpienia miała w niej wielkie zasługi. Wszystko, czego się nauczyłam, zawdzięczam właśnie znakomitej pani dyrektor – zaczynając od śpiewu, wspomnianej wyżej interpretacji piosenek, wierszy, prozy, dykcji, zajęć aktorskich, kończąc na stepowaniu, akrobatyce, tańcu i szermierce. To była cudowna osoba, z jednej strony surowa i wymagająca, a z drugiej ze zrozumieniem podchodząca do ludzkich problemów. To właśnie pani Baduszkowa była tak urocza, że zwolniła mnie z prawie całego roku w teatrze, kiedy zaangażowałam się do serialu „Strachy”.

    Skoro już wywołałaś „Strachy”, to były twoje pierwsze kroki na planie filmowym jeszcze jako Izabela Schuetz?

    – Właściwie to nie „kroki” (śmiech), ale dosłownie taniec, i to jeszcze hiszpański – niezwykle trudny pod względem fizycznym i technicznym. Trzeba mieć do niego bardzo silne nogi, ja mam raczej delikatne, ale sobie poradziłam. Wielka w tym zasługa Zdzisława Ćwiory, baletmistrza Teatru Wielkiego, który poświęcił mi wiele czasu i pracy. Wylałam podczas niej mnóstwo potu, ale się opłaciło.

    Izabela Trojanowska

    Z pewnością ciągłą popularność i sympatię widzów przynosi ci udział w serialu „Klan”…

    – Z dowodami sympatii spotykam się bardzo często w życiu codziennym, nierzadko na ulicy, gdzie widuję widzów serialu. W tej filmowej telenoweli są oni razem z nami, przeżywają nasze rozterki, radości i smutki, takie jakie oni sami mogą spotkać na swojej drodze życiowej. Zresztą to jest pewnie odpowiedź na pytanie, dlaczego istniejemy tak długo.

    Twoja ostatnia płyta ukazała się pod koniec 2016 r. pod intrygującym tytułem „Na skos”. Skąd ta nazwa?

    – Często, nawet nie uświadamiając sobie tego, nie chodzimy w życiu prostymi drogami, bo nie warto żyć szaro, buro i ponuro. Ja myślę, że fajnie jest mieć trochę fantazji w życiu. Człowiek powinien mieć marzenia, nawet jeśli dotyczą one czegoś nierealnego.

    Słuchając tego krążka, odnoszę wrażenie, że wróciłaś do swojej pierwszej, tak mi bliskiej płyty „Iza”.

    – I masz dobre wrażenia. Bez wątpienia to też zasługa Janka Borysewicza, wspaniałego gitarzysty i kompozytora, który właśnie na mojej ostatniej płycie jest kompozytorem wszystkich piosenek. Zawsze ceniłam jego utwory, wcześniej często razem występowaliśmy na koncertach, jest między nami muzyczne porozumienie i stąd może biorą się podobieństwa dźwięków na pierwszej i ostatniej płycie.

    Izabela Trojanowska

    Jak dzisiaj z dystansu wspominasz początek lat 80.?

    – To był dla mnie cudowny czas. To wszystko spadło na mnie tak nagle. Odniosłam sukcesy na festiwalach w Opolu, później w Sopocie. Jak grzyby po deszczu tworzyły się moje fankluby. Płyty „Iza” i „Układy” sprzedawały się znakomicie. Czułam, że zaczynam być popularna. Pojawiły się tysiące dziewcząt, które naśladowały mój styl, zwłaszcza w kwestiach fryzury i ubioru. To wszystko było bardzo miłe.

    Ale z drugiej strony pamiętajmy, że w 1981 r. władza „zafundowała” nam stan wojenny. W 1982 r. wspólnie z Tadeuszem Nalepą nagraliśmy płytę „Pożegnalny cyrk”, w której wyraziliśmy muzyczny sprzeciw wobec władzy i jej działań. Cenzura wstrzymała wydanie tego krążka. Wówczas – z jednej strony – byłam atakowana przez Solidarność za pokazany w telewizji występ w Sali Kongresowej, a z drugiej – szykanowana przez władzę za odmowę kolejnych występów.

    Wszystkie te wydarzenia spowodowały, że wraz z mężem zdecydowaliśmy się na jakiś czas wyjechać. Przebywałam w Holandii, USA, Wielkiej Brytanii, aż w 1987 r. osiadłam w Berlinie Zachodnim. Na początku lat 90. powróciłam do Polski, a płyta „Pożegnalny cyrk” ujrzała światło dzienne dopiero w roku 1993. Nic dodać, nic ująć, pozostawiam to bez komentarza.Izabela Trojanowska

    Kto według ciebie należy do najwybitniejszych polskich piosenkarzy?

    – Należy do nich zdecydowanie Jerzy Połomski.

    ???

    – Widzę, że jesteś zaskoczony. Już wyjaśniam. Jerzy Połomski jest z wykształcenia aktorem, co niewątpliwie sprawia, że jest świetnym interpretatorem swoich piosenek. Poza tym ma mocny i wyjątkowo szlachetny tembr głosu. Zawsze śpiewał wybrane piosenki, każda była i jest wyjątkowa. Gdyby urodził się za granicą, z pewnością byłby drugim Sinatrą. I jeśli nawet nie słucham tej muzyki na co dzień, to jego śpiew budzi mój największy respekt. To jest artysta kompletny, i do tego dżentelmen w każdym calu. To jest moja bardzo obiektywna ocena i będę zawsze jej bronić.

    A Czesław Niemen?

    – Ależ tak, uwielbiam go! Cieszę się, bo znałam Czesława osobiście. Bardzo ciepło go wspominam, miał niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju głos. Na pewno miał olbrzymi wkład w rozwój rodzimej kultury muzycznej. Jego muzyki słucham z przyjemnością do dziś!Izabela Trojanowska

    Kto znajduje się na liście twoich ulubionych artystów zagranicznych?

    Lenny Kravitz, Amy Winehouse, Prince, sięgam też po płyty zespołu INXS. Oczywiście ciągle uwielbiam Blondie i często wracam do nagrań zespołu Roxy Music z Bryanem Ferry na czele.

    Nie drażni cię zbyt nachalna promocja muzyki disco-polo?

    – Przeraża mnie ogromne i ciągle rosnące zapotrzebowanie na nią, nie jej promocja. Nie mam nic do samej muzyki, oczywiście w określonych okolicznościach. Świetnie sprawdza się ona na weselach i różnego rodzaju zlotach rodzinnych.

    Wspominając tytuł twojego wielkiego przeboju, czego najbardziej dzisiaj chcesz?

    – Po nagraniu płyty „Na skos” wyruszyłam w trasę koncertową. Chcę, żeby nigdy się ona nie kończyła. Uwielbiam spotkania z publicznością i towarzyszącą im atmosferę. Zwykle spotykam się też podczas koncertów z członkami mojego fanklubu, których przy tej okazji serdecznie pozdrawiam, czytelników „Magazynu VIP” również.

    Dziękując za rozmowę, życzę, by twoja droga „na skos” zawsze była wypełniona marzeniami.

    Rozmawiał Sławek Drygalski

    Fot. Borys Synak & Sebastian Dziechciarz

    Udostępnij

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *