Menu
  • Menu
    Leon Komornicki

    gen. dyw. w st. spoczynku Leon Komornicki – Armia w trakcie generalnego remontu

    O sytuacji w przemyśle obronnym za czasów rządów PO-PSL oraz aktualnej polityce obronnej, tworzonej przez PiS, opowiada gen. dyw. w st. spoczynku Leon Komornicki, minister ds. przemysłu obronnego w gospodarczym gabinecie cieni BCC i były zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

    Zaangażował się pan w prace gabinetu cieni BCC jako sobowtór ministra obrony narodowej. Z niezgody na to, co się dzieje w wojsku?

    – Zacznijmy od tego, że gabinet cieni BCC powstał w 2012 r. po to, żeby oceniać prace rządów, ale nie z punktu wodzenia zwykłego krytykanctwa, lecz merytorycznie, na podstawie przepisów, ustaw i rozporządzeń. Zbieramy się raz na kwartał, przygotowujemy nasze raporty, oceniające poczynania poszczególnych ministrów i rządu. Zawarte są w nich także nasze rekomendacje i zalecenia.

    Każdemu z rządów dawaliśmy około półroczną karencję i staraliśmy się nie oceniać personalnie ministrów, ale ich dokonania. Każda z naszych funkcji w gospodarczym gabinecie cieni BCC jest społeczna. Z racji mojego doświadczenia odpowiadam za ocenę działań rządu w obszarze polskiego przemysłu obronnego i za sprawy obronne.

    Czy z tego pięcioletniego okresu pamięta pan wpływ raportu gospodarczego gabinetu cieni na pracę Ministerstwa Obrony Narodowej?

    – Poprzednicy obecnej ekipy – politycy z Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego – tak chętnie nie zaglądali do naszych raportów. Być może grzęzły one gdzieś w sekretariatach urzędu Rady Ministrów i nie docierały przed oblicze premiera Tuska czy też premier Kopacz oraz poszczególnych ministrów tamtych rządów. Nie naszą rolą było sprawdzanie, czy są one czytane.

    Ponadto staraliśmy się organizować nasze konferencje czy też braliśmy udział jako paneliści w dyskusjach, np. podczas Kongresu Gospodarczego w Katowicach czy też podczas Forum Gospodarczego w Krynicy, gdzie nie raz w sposób zdecydowany wyrażałem swoje zdanie o zjawiskach szkodliwych dla polskiego przemysłu obronnego i bezpieczeństwa państwa. Nasz głos był słyszalny, ale niekoniecznie uwidaczniał się w decyzjach ówczesnego MON.

    Z czego mogło to wynikać?

    – Z braku pokory i arogancji. Wielu ministrów i sekretarzy stanu uważało, że nie muszą brać pod uwagę głosu ekspertów, a nasz gabinet właśnie taką funkcję spełnia. Mimo wszystko staraliśmy się systematycznie i systemowo wysyłać swoje analizy nie tylko do ministrów, lecz także kierowaliśmy je do gabinetu prezydenta. Tylko niektóre nasze propozycje zostały wzięte pod uwagę. Gdyby z większą pokorą wsłuchiwano się w nasz głos, to nie mielibyśmy tego, z czym borykaliśmy się w naszej gospodarce, a co z kolei osłabiało nasze państwo i jego bezpieczeństwo.

    W obszarze obronności przyjęto wadliwą strategię, która była wynikiem niewłaściwej oceny militarnych zagrożeń ze strony Rosji. Uważano, że nam ona nie zagraża i wystarczającym dla bezpieczeństwa jest nasze członkostwo w NATO. Zaniedbano obronę narodową. Ta wadliwa strategia negatywnie odbiła się na potencjale obronnym państwa, w którym udział mają wojska polskie i polski przemysł obronny. Na domiar złego, ten drugi jako istotny element gospodarki narodowej był traktowany jak niechciane dziecko, bowiem zarządzano nim decentralistycznie, przez kilka resortów.

    Z jednej strony przez MON, które dokonywało w nim zakupów techniki wojskowej i uzbrojenia, z drugiej zaś na ten przemysł miało wpływ Ministerstwo Skarbu Państwa, które powoływało rady nadzorcze w jego państwowych spółkach. Ich zarządy powoływało zaś Ministerstwo Gospodarki. W tym też ministerstwie powstawały programy konsolidacji, rozwoju i wsparcia polskiego przemysłu obronnego. Powyższe rozwiązanie, zastosowane w kierowaniu tak ważnym sektorem gospodarki, było sprzeczne z podstawowymi zasadami sztuki zarządzania i tym samym nieefektywne.

    Jaki to miało wpływ na przemysł obronny?

    – To powodowało, że polski przemysł obronny przez 25 lat nie mógł wyjść na prostą i stać się konkurencyjnym wobec zachodnich koncernów zbrojeniowych. Źle wyglądała także współpraca Wojska Polskiego z polskim przemysłem obronnym i na odwrót. Pomiędzy tymi dwoma istotnymi komponentami potencjału obronnego państwa, w imię zwalczania korupcji, Decyzją nr 125 MON zabroniono przedstawicielom wojska i przemysłu wzajemnych kontaktów, tym samym stworzono „biurokratyczny mur”, skutecznie paraliżujący współpracę SZRP z polskim przemysłem obronnym. Było to rozwiązanie niezmiernie szkodliwe dla polskiego przemysłu obronnego i niespotykane w żadnym, będącym członkiem NATO państwie.

    Ten stan rzeczy z chwilą przejęcia władzy przez PiS uległ zdecydowanej poprawie, bowiem państwowy przemysł obronny podporządkowano ministrowi obrony narodowej, i tym samym współpraca pomiędzy wojskiem a tym przemysłem ma dzisiaj naturalny i efektywny wymiar. Przykładem tej efektywności jest 100-procentowe wykorzystanie budżetu MON przeznaczonego na realizację zakupów techniki wojskowej i uzbrojenia, wynikających z planu modernizacji technicznej SZRP.

    Jak widziałby pan współpracę pomiędzy wojskiem a przemysłem obronnym?

    – Wojskowi powinni współpracować z przemysłem obronnym poprzez uczestnictwo w programach badawczo-rozwojowych, a także poprzez wspólne opracowanie programów technicznej modernizacji Sił Zbrojnych RP i promowanie za granicą techniki wojskowej i uzbrojenia produkowanego w naszym przemyśle. Generałowie Wojska Polskiego powinni być propaństwowcami i myśleć nie tylko o dobru sił zbrojnych, lecz także o potrzebie wspierania rozwoju państwowego przemysłu obronnego i polskiej gospodarki.

    Ścisła współpraca między kierowniczą kadrą Wojska Polskiego a polskim przemysłem obronnym powinna być świętą i niepodważalną zasadą. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie wróci myślenie, które było sformułowane we wspomnianej przeze mnie decyzji MON.

    Ponadto niedopuszczalna powinna być praktyka przyjmowania w ramach darowizn bez umowy przemysłowej uzbrojenia i techniki wojskowej z innych armii na wyposażenie Wojska Polskiego. Przykładem takiego postępowania było przyjęcie z wyposażenia Bundeswehry czołgów Leopard. To spowodowało, że ich producent w dalszym ciągu sprawował nad nimi technologiczny i remontowy nadzór. Bez jego wiedzy i udziału nie można było tych czołgów naprawiać, remontować i modernizować.

    W polskim przemyśle obronnym nie uruchomiono produkcji najbardziej potrzebnych części zamiennych do Leopardów. Oddziały 11. Dywizji Kawalerii Pancernej całkowicie uzależniono od zaplecza remontowo-obsługowego niemieckiego przemysłu obronnego i od dostaw produkowanej przez niego amunicji do tego czołgu. Tym samym dywizja utraciła swoją „suwerenność”.

    Należy także zauważyć, że Leopard jest czołgiem ciężkim, ważącym ponad 64 tony. Jego wykorzystanie w operacji obronnej na obszarze naszego kraju jest poważnie ograniczone, ponieważ infrastruktura drogowo-mostowa i kolejowa nie jest odpowiednio przygotowano do użycia tego sprzętu.

    Czyli pana zdaniem jest lepiej?

    – Zaskoczę panią. Jest lepiej. Z chwilą podporządkowania polskiego przemysłu obronnego ministrowi obrony narodowej nastąpiła normalizacja współpracy między wojskiem a tym przemysłem. Obowiązuje zasada, że procedury mają służyć dobru wojska i przemysłu, a nie wojsko i przemysł mają służyć procedurom. Ta ostatnia zasada obowiązywała za poprzednich ministrów obrony narodowej i była sformułowana we wspomnianej już Decyzji nr 125. Dzisiaj już ona nie obowiązuje.

    Polski przemysł obronny już w ubiegłym roku otrzymał zamówienia z wojska i podpisał kontrakty na ich realizację w tym roku. Zdarzyło się to po raz pierwszy od 20 lat. Poprzednio takie zamówienia i kontrakty podpisywane były dopiero w pierwszej połowie roku, w którym miały być realizowane. Budżet MON przeznaczony na zakup techniki wojskowej i uzbrojenia w danym roku nie był wykorzystany, a przemysł przystępował do realizacji zamówień w drugiej połowie roku ich wykonania.

    Dzisiaj minister obrony narodowej podjął bardzo istotną decyzję o 30-procentowym zaliczkowaniu tych zamówień. Istotny jest także fakt, że coraz większe znaczenie nabiera współpraca polskiego przemysłu obronnego z przemysłem zbrojeniowym Stanów Zjednoczonych. Wzmacnia to w sposób istotny nasze relacje ze strategicznym sojusznikiem, który m.in. w wyniku skutecznych negocjacji ministra Bartosza Kownackiego sprzedał nam jako jedynemu krajowi 70 rakiet dalekiego zasięgu JASSM-ER do samolotów F16, celujących na ponad 900 km. To sprzęt powietrze-ziemia najnowszej generacji.

    Niezmiernie ważne i celne są wnioski, które zostały sformułowane w wyniku strategicznego przeglądu obronnego, dokonanego przez zespół wiceministra obrony narodowej Tomasza Szatkowskiego, których część jawna została nie tak dawno opublikowana. Wskazują one w sposób jednoznaczny na potrzebę nie tylko jakościowego, ale ilościowego zwiększenia potencjału SZRP, aby w ciągu 12 lat uzyskały one zdolność do samodzielnej obrony granic przed agresją z zewnątrz. Dlatego priorytetem ma być taka rozbudowa armii, by miała ona realne zdolności odstraszania potencjalnego agresora.

    Celem ma być przede wszystkim stworzenie warunków do mobilizacji i skutecznej kolektywnej operacji obronnej, a nie uzyskanie zdolności do użycia siły poza granicami kraju. Zapowiedziano podwojenie liczebności armii do ponad 200 tys. żołnierzy w ciągu 8 lat. Aby było to możliwe, planuje się także zwiększenie finansowania wojska. Do 2030 r. wskaźnik wydatków na obronność ma zostać podniesiony do poziomu 2,5 proc. PKB rocznie. Dzięki temu Wojsko Polskie ma stać się w ciągu 15 lat jedną z najnowocześniejszych i najliczniejszych armii w Europie. Zreformowany ma zostać system zakupów sprzętu i uzbrojenia. Do 2018 r. ma być zmieniony dotychczasowy system dowodzenia SZRP.

    Z utworzeniem Wojsk Obrony Terytorialnej również pan się zgadza?

    – O ich powołanie apelowałem wielokrotnie w swoich wystąpieniach na różnego rodzaju konferencjach i naradach. Czyniłem to systematycznie od 1991 r. W 1993 r., kiedy byłem zastępcą szefa Sztabu Generalnego WP, rozpoczęto proces ich formowania. Po 1998 r. zatrzymano go, a w 2008 r. ten rodzaj wojsk rozformowano.

    Polska, będąc wschodnią flanką NATO, na styku z potencjalnym agresorem, powinna posiadać siły zbrojne, składające się z dwóch komponentów, wojsk operacyjnych i wojsk obrony terytorialnej. Potencjał tych drugich powinien mieć charakter odstraszający, zniechęcający potencjalnego wroga do rozpoczęcia agresji. Wojska te powinny także być źródłem i sposobem zasilania rezerw osobowych SZRP. Natomiast wojska operacyjne na obszarze kraju mają być wykorzystane na istotnych kierunkach uderzeń potencjalnego agresora i do realizacji zadań o charakterze manewrowo-uderzeniowym.

    Czy obecny potencjał Sił Zbrojnych RP jest wystarczający, aby zapewnić skuteczną obronę naszego terytorium na wypadek wojny?

    – Obecny potencjał SZRP nie gwarantuje skutecznej obrony naszego terytorium, gdyby wojna wybuchła w najbliższym czasie. Program tzw. restrukturyzacji sił zbrojnych Wojska Polskiego, prowadzony na przestrzeni ostatnich 15 lat, w istocie był programem nieprzemyślanej likwidacji potencjału obronnego, który doprowadził do tego, że na tzw. ścianie wschodniej, na przestrzeni od Suwałk do Przemyśla, i na głębokość do 200 km od wschodniej granicy do Wisły powstała „dziura strategiczna”. W tej przestrzeni, najistotniejszej dla obrony państwa, nie posiadamy dzisiaj ani jednej dywizji wojsk operacyjnych.

    Na wschód od Warszawy znajduje się tylko jedna brygada zmechanizowana. W 2010 r. na tym kierunku rozformowana została 1. Dywizja Zmechanizowana. Ta decyzja była wyjątkowo nieodpowiedzialna i szkodząca bezpieczeństwu państwa. W tej sytuacji decyzja obecnego ministra obrony narodowej o powołaniu w pierwszej kolejności trzech brygad obrony terytorialnej na ścianie wschodniej wychodzi naprzeciw potrzebom wzmocnienia potencjału obronnego na tej przestrzeni. Ponadto ważnym wzmocnieniem tego potencjału w tym obszarze jest obecność wojsk armii USA i batalionowej grupy bojowej NATO, utworzonej w tym rejonie w czerwcu na podstawie decyzji szczytu Sojuszu w lipcu ubiegłego roku. Dzięki temu stan naszego bezpieczeństwa ulega zdecydowanej poprawie.

    Ale nikt o tym, że jesteśmy w NATO, nigdy nie zapomniał…

    – Tak, lecz w planowaniu obronnym przyjęto zasadę obowiązującą kiedyś w Układzie Warszawskim. Popełniono błąd. Oczekiwano na rekomendację i zalecenia do tego planowania od kierownictwa NATO, zamiast w pierwszej kolejności opracować plan obrony narodowej, określić potrzeby i oczekiwania wobec Sojuszu, by ten plan skutecznie zrealizować. Takie bowiem zasady obowiązują w NATO w zakresie planowania obronnego. Do takiego też podejścia zobowiązuje nas art. 3. Traktatu Waszyngtońskiego, który mówi o tym, że państwo będące członkiem NATO zobowiązane jest do budowy własnego silnego potencjału obronnego.

    Aby Polska, będąca flanką NATO, mogła to zobowiązanie skutecznie zrealizować, jej SZRP muszą składać się z dwóch komponentów, tj. z wojsk operacyjnych i wojsk obrony terytorialnej, a program ich technicznej modernizacji powinien być realizowany głównie w oparciu o polski przemysł obronny.

    Czy w dalszym ciągu grozi nam wojna? Zarysowuje pan wyraźnie zagrożenie ze Wschodu.

    – Przez 25 lat był moment strategicznej pauzy. Myśmy go przespali, a Rosja go wykorzystała na uporządkowanie swoich szyków po rozpadzie ZSRR i uzależnienie Zachodu od dostaw swoich surowców, głównie gazu i ropy. Uzyskane z ich sprzedaży pieniądze przeznaczyła na odbudowę i modernizację armii.

    Rosja nigdy nie zrezygnowała ze swojej imperialnej polityki. Dowodami tego są: doktryna, w której NATO określone jest jako potencjalny wróg Rosji, agresja tego państwa w 2008 r. na Gruzję i w 2013 r. na Ukrainę z aneksją Krymu oraz systematyczne wzmacnianie potencjału ofensywnego armii rosyjskiej w Obwodzie Kaliningradzkim i zachodnim okręgu wojskowym. Tych faktów nie można lekceważyć i trzeba podejmować adekwatne decyzje, aby przeciwstawić się ewentualnej agresji, której na obecnym etapie nie można wykluczyć.

    Obecne kierownictwo MON-u podejmuje odpowiednie do tej sytuacji decyzje i realizuje wynikające z nich przedsięwzięcia, związane z przygotowaniem obronnym państwa, aby nie dopuścić do tej agresji. Realizacja programu modernizacji technicznej SZRP w oparciu o nasz przemysł obronny powinna – z jednej strony – pozwalać pozyskiwać wojsku sprzęt i uzbrojenie najnowszej generacji oraz sprzyjać rozwojowi, konkurencyjności naszego przemysłu obronnego, z drugiej zaś – dokonywać transferu najnowszych technologii wojskowych na produkcję cywilną i tym samym sprzyjać rozwojowi gospodarczemu państwa. Wojsko i przemysł obronny nie istnieją bowiem same dla siebie.

    Co pan przez to rozumie?

    – Na utrzymanie SZRP wydawane są gigantyczne pieniądze podatników. To są zobowiązania, które trzeba spłacić nie tylko zdolnością do obrony granic, lecz także poprzez, jak wcześniej wspomniałem, transfer technologii wojskowej do produkcji cywilnej. Technologie wojskowe powinny stanowić koło zamachowe rozwoju gospodarki państwa. Tak to jest w zachodnich państwach. W ich przemyśle obronnym produkcja cywilna stanowi od 60 do 70 proc. całej produkcji. W naszym państwowym przemyśle obronnym produkcja cywilna jest szczątkowa i wynosi 1–3 proc. Zdecydowanie lepiej wygląda to w prywatnych firmach zbrojeniowych, np. w WBE, Teldacie.

    Pozytywnymi zjawiskami w tym zakresie są decyzje obecnego ministra obrony narodowej o przejęciu w podporządkowanie Polskiej Grupy Zbrojeniowej zakładów cywilnych Jelcz, Sanos i Exatel. Transfer technologii wojskowej do produkcji cywilnej powinien stać się normą w każdym zakładzie polskiego przemysłu obronnego. Nakłady na badania są bardzo kosztowne, a produkcja techniki wojskowej i uzbrojenia ma charakter „krótkich serii”. Transferem technologii wojskowej do produkcji cywilnej należy rekompensować inwestycje w badania i rozwój techniki wojskowej, a tym samym uzyskiwać większą rentowność i konkurencyjność przedsiębiorstw. Tak więc państwowe firmy zbrojeniowe na tym polu mają wiele do zrobienia.

    Rozmawiała Agnieszka Żądło

    Udostępnij

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *