Menu
  • Menu
    gen. Wiesław Kukuła

    Gen. bryg. Wiesław Kukuła – Czas spożytkować doświadczenia

    Zapewniam, że za 10 lat nikt nie będzie kwestionował potrzeby utrzymania takiej formacji, która – jestem przekonany – świetnie się zintegruje ze strukturami Sił Zbrojnych RP. Potrzebujemy jedynie szansy i czasu, aby pokazać wymierne efekty, zarówno w sferze obronnej, jak i społecznej – mówi gen. bryg. Wiesław Kukuła, dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej.

     

    Wojska Obrony Terytorialnej to nowo powstały, piąty rodzaj sił zbrojnych. Na jakim etapie jest proces tworzenia go i na ile wzmocni on polską armię?

    – Realizujemy koncepcję, którą minister zaakceptował w ubiegłym roku. Zakłada ona cztery etapy rozwoju formacji, a my jesteśmy na drugim. Na tę chwilę zawiązaliśmy struktury w województwach: podlaskim, lubelskim i podkarpackim, i rozpoczęliśmy tam szkolenie żołnierzy TSW, a obecnie budujemy struktury w kolejnych dwóch. Z końcem 2019 r. chcemy zamknąć etap budowania struktur we wszystkich województwach. Siły te mają umożliwić powołanie do służby w nowej formacji łącznie 53 tys. żołnierzy. Wszystko wskazuje na to, że jeśli nie nastąpią nieprzewidziane okoliczności, to jesteśmy w stanie tę zakładaną wartość osiągnąć.

    Zdolności armii muszą być dostosowane do potrzeb systemu obronnego, a te z kolei wynikają z zagrożeń płynących z otoczenia państwa. WOT rozszerza zdolności sił zbrojnych do walki z nowymi zagrożeniami, takimi jak wojna hybrydowa czy konflikt szarej strefy, których celem jest populacja i jej świadomość. O ile dotychczas przygotowywaliśmy siły przede wszystkim do działania o charakterze symetrycznym i kinetycznym, o tyle teraz wzmacniamy gotowość do zagrożeń asymetrycznych, poniżej progu wojny. Cały potencjał obronny państwa wzmacniamy wieloaspektowo, bazując na zwiększeniu zasobów – w przypadku liczebności sił zbrojnych o 50 proc., i to w relatywnie krótkim czasie. Spodziewana fluktuacja kadr przyczyni się do odbudowy systemu rezerw, które mocno podupadły w ostatnim czasie. Na 53 tys. żołnierzy czynnej służby wojskowej będzie składać się 5 tys. żołnierzy zawodowych i 48 tys. żołnierzy terytorialnej służby wojskowej.

    Obecna sytuacja demograficzna ułatwia nam modelowanie charakterystyki statystycznego żołnierza, który zasila szeregi armii, np. wieku pozyskiwanych kandydatów. Zgodnie z przyjętymi założeniami formacja ma się w początkowym okresie składać w połowie z żołnierzy rezerwy, którzy dziś mają średnio ok. 40 lat, a w połowie z osób, które nigdy nie miały przeszkolenia wojskowego. W ten sposób chcemy połączyć doświadczenie z witalnością. Biorąc pod uwagę ograniczony czas szkolenia, takie rozwiązanie umożliwi dodatkowo wewnętrzną migrację doświadczeń i przekazanie szeregu umiejętności w pionowej relacji starszy–młodszy.

    Jest to autorski program, czy posiłkują się państwo doświadczeniami innych krajów?

    – Uważnie przyjrzeliśmy się rozwiązaniom wdrożonym w innych armiach. Główne źródła stanowiły dla nas Gwardia Narodowa Stanów Zjednoczonych, kraje takie jak Szwecja, Wielka Brytania z okresu funkcjonowania Territorial Army, wreszcie kraje bałtyckie, które kilkanaście lat przed nami zaczęły budować podobne formacje. Oczywiście mamy też historyczne doświadczenia z budowy tego typu sił w Polsce, sięgające okresu międzywojennego, ale nawet próby zakończone w latach 90. niepowodzeniem były dla nas cenną lekcją. Wyciągamy też wnioski z obecności w Iraku, Afganistanie i na Ukrainie, gdzie polskie wojska specjalne realizowały misje stworzenia podobnych formacji. Projekt WOT jest sumą wszystkich tych doświadczeń – wybraliśmy z nich to, co będzie służyć Polsce. Nadszedł czas, żeby spożytkować nagromadzone doświadczenia, które zostały zweryfikowane w praktyce.

    Mimo że wiele osób kwestionuje nasze założenia, obniżyliśmy ryzyka towarzyszące projektowi do minimum. Aby osiągnąć zakładane cele, potrzebujemy czasu – jakkolwiek trywialnie to brzmi, wielu ekspertów zdaje się tego nie rozumieć. Warto zadać sobie pytanie, co wnosi powstanie nowego rodzaju sił zbrojnych do innych dziedzin, np. do sztuki operacyjnej. Otóż polu walki będzie lepiej, będzie też bardziej równomierne nasycenie własnymi siłami. Wszędzie, gdzie pojawi się żołnierz z komponentów operacyjnych, będzie miał wsparcie sił lokalnych, znających teren, infrastrukturę i populację. Wojska operacyjne nie będą musiały rozpraszać swojego wysiłku, bo gros zadań związanych z ochroną populacji i infrastruktury krytycznej przejmą od nich Terytorialsi.

    Wojska operacyjne skupią swój wysiłek na kierunku głównego uderzenia przeciwnika, w dodatku WOT przyczyni się do poprawy swobody ich manewru. W obszarze taktyki niemal zupełnie wyparto z polskiej myśli wojskowej temat działań nieregularnych, operacji niekonwencjonalnych, czy też działań partyzanckich. Polska, która jest głównym źródłem tych doświadczeń, zwyczajnie z nich nie korzysta, tymczasem wiele państw NATO uczyniło z nich podwaliny systemów szkolenia nie tylko własnych sił specjalnych. WOT ma to zmienić, jednocześnie zwiększając świadomość obronną społeczeństwa.

    Kolejna ważna rzecz dotyczy obszaru gospodarki. Chcemy, by produkty, którymi posługuje się armia, były rodzimego pochodzenia. Jest to silnie uzasadnione strategicznie, bowiem buduje narodową niezależność i zdolności do obrony oraz pozwala uniknąć zewnętrznej sterowalności w przypadku zagrożenia państwa.

    Czy polski przemysł obronny jest w stanie sprostać dostawom pokrywającym zapotrzebowanie krajowej armii?

    – W mojej ocenie tak. Tym bardziej, że mamy zielone światło, żeby to zapotrzebowanie odpowiednio kształtować poprzez swobodne określanie naszych potrzeb – nadrzędne jest bezpieczeństwo i skuteczność żołnierza. Dlatego stawiamy przed branżą zbrojeniową nowe wyzwania. Przy tym odpowiedź ze strony przemysłu jest bezprecedensowa.

    Kiedy kilka lat temu, gdy byłem oficerem pełniącym służbę w Jednostce Wojskowej Komandosów, próbowaliśmy zwrócić uwagę jednego z krajowych producentów, żeby zmodyfikował nam karabinek, to było jak rzucanie grochem o ścianę. Teraz spotykamy się z zupełnie innym, profesjonalnym podejściem, co bardzo nas cieszy. Myślę, że wkrótce współpraca zaowocuje nie tylko produktami wykorzystywanymi w Polsce, lecz także konkurencyjnymi na rynku globalnym.

    Czy prywatni producenci mogą czuć się równie pewnie co spółki Skarbu Państwa?

    – Liczy się produkt, jego przydatność i cena. Wszyscy mają równe szanse. Jako ludzie w mundurach kierujemy się interesem sił zbrojnych, a także interesem narodowym. Dlatego zależy nam na zakupie jak najlepszego pod względem jakości uzbrojenia przy możliwie najmniejszych poniesionych kosztach. Myślimy również kontekstowo – produkcja sprzętu w Polsce i niezależność od dostawców zagranicznych jest ważna strategicznie. Ważne jest, by nasz przemysł doskonale orientował się w zakresie potrzeb sił zbrojnych również w długofalowej perspektywie.

    Na niedawnej konferencji „Kształt obrony terytorialnej” powiedział pan, że WOT mają rozwijać więzi między obywatelem a państwem. Jak ma to wyglądać w praktyce?

    – Poddając siły zbrojne procesowi profesjonalizacji, doprowadziliśmy do tunelowego postrzegania obronności. Świadomość społeczna dotycząca obronności często zamyka się w garnizonach, a stąd o krok do sytuacji, w której cele obronne nie są tożsame z celami społecznymi. Powiązanie wojska ze społeczeństwem musi być głębokie.

    WOT zbliży siły zbrojne do społeczeństwa. Będzie to możliwe m.in. dzięki terytorialności służby, ponieważ żołnierze będą pełnić ją w miejscach, w których żyją i mają kontakt z rodzinami, znajomymi. W ten sposób ludność cywilna widzi, że wojsko jest obecne, a jeśli jesteśmy obecni, to po to, żeby pomagać. Jesteśmy po to, by dać ludziom realne wsparcie. Wpisujemy w nasze kompetencje umiejętności przydatne społecznie. To zaczyna być dostrzegalne tam, gdzie WOT już funkcjonuje. Projektujemy zdolności tak, żeby ludzie, którzy wyjdą z WOT, mieli określone kwalifikacje, choćby ratownicze.

    Kreujemy tzw. kwalifikacje podwójnego zastosowania. Jednocześnie, uwzględniając krótszy czas szkolenia niż w wojskach operacyjnych, stawiamy na specjalizacje, zgodne z indywidualnym doświadczeniem, zainteresowaniami, wykształceniem. Zaufanie społeczne możemy jedynie zbudować, wykazując wrażliwość na sytuacje kryzysowe, które dotykają obywateli.

    Tutaj z pewnością największym ryzykiem jest czas i fakt, że takie sytuacje mogą wystąpić na terenach, gdzie jeszcze nie jesteśmy gotowi. W takich przypadku zadania będą realizowane na dotychczasowych zasadach, czyli przez wojska operacyjne. To droga do tego, aby zanim zajdzie ostateczna konieczność potwierdzenia przydatności bojowej, pokazać podatnikom, że budujemy bardzo efektywny rodzaj sił zbrojnych. 48 tys. żołnierzy wojsk terytorialnych będzie kosztować tyle, ile niecałe 5 tys. żołnierzy zawodowych. Liczby potwierdzają korzyści płynące z obranego kierunku zmian.

    Jak finalnie będzie wyglądała struktura Wojsk Obrony Terytorialnej?

    – Na WOT złoży się dowództwo, 17 brygad, ponad 60 batalionów lekkiej piechoty, ulokowanych w większych powiatach, i ponad 350 kompanii lekkiej piechoty, umiejscowionych w powiatach. Ich liczebność zdefiniuje demografia, ale założyliśmy, że statystycznie brygada będzie liczyć ok. 3,5 tys. żołnierzy. Kompanie będą profilowane, przy czym najpowszechniejsze będą te o przeznaczeniu ogólnym. Inne profile to kompanie wodne, miejskie i górskie. P

    onadto w Siedlcach powstanie Centrum Szkolenia, aby odciążyć szkoleniowo w tym zakresie wojska operacyjne. Wyznaczamy nowe standardy i z dystansem podchodzimy do dogmatów. To pierwsza rzecz, jakiej uczy się oficera w siłach specjalnych – dogmaty często są kajdanami, które zbyt wielu wojskowych nauczyły myśleć tunelowo. Najlepsze są regulacje, które ukształtowało samo życie – wdrożone lekcje zdobyte.

    Spotkaliśmy się z bardzo dobrym odzewem ze strony przedsiębiorstw i samorządów, które same inwestują w infrastrukturę szkoleniową, wychodząc naprzeciw naszym oczekiwaniom szkoleniowym. Mamy liczne zgłoszenia od naszych żołnierzy, iż pracodawcy chętnie wspierają ich służbę w WOT. Właśnie przygotowuję program, który będzie wspierał przedsiębiorców aktywnie zaangażowanych w zatrudnienie żołnierzy WOT – wkrótce przedłożę go do akceptacji ministrowi Antoniemu Macierewiczowi.

    Rekrutacja do WOT-u trwa od kilku miesięcy. Czy jest pan zadowolony z jej dotychczasowych wyników?

    – Na tę chwilę mamy 20 tys. zadeklarowanych osób w całej Polsce. Niemal 3,5 tys. żołnierzy w służbie – nie jesteśmy już najmniejszym rodzajem sił zbrojnych. W planach mieliśmy uruchomienie kampanii rekrutacyjnej, ale wstrzymujemy się z tym, ponieważ liczba zgłoszeń póki co przekracza nasze możliwości szkoleniowe. Liczby przemawiają na naszą korzyść, a proszę pamiętać, że dopiero zaczęliśmy się rozwijać. Podejrzewam, że tempo naboru się utrzyma. Większym wyzwaniem niż brak kandydatów jest zbudowanie dla nich odpowiedniej infrastruktury szkoleniowej, żeby sprostać wyzwaniu, jakie stawiają przed WOT młodzi polscy patrioci.

    Kto najchętniej wstępuje w szeregi państwa formacji?

    – Zaskoczył nas fakt, że ponad 30 proc. naszych kandydatów to ludzie z wyższym wykształceniem. 51 proc. zgłoszeń pochodzi od osób z wykształceniem średnim, w tym 15 proc. od studentów. To pokazuje, że poziom świadomości naszych żołnierzy jest bardzo wysoki. Takie wskaźniki wypadają nad wyraz dobrze nawet w stosunku do wojsk operacyjnych. Jednocześnie taki profil kandydata rodzi wyzwania, bo poziom kadr oficerskich musi być adekwatny do tak wymagającego żołnierza.

    Aby zagospodarować ten potencjał, w tym roku uruchamiamy też studium oficerskie Terytorialnej Służby Wojskowej. Obecnie 6 proc. zgłoszeń stanowią kobiety. Poziom bezrobotnych w naszej strukturze jest niespodziewanie niski, więc gratyfikacja finansowa nie jest decydującym czynnikiem dla chętnych do zasilenia WOT. 60 proc. kandydatów pochodzi z miast, w tym 20 proc. z miast wojewódzkich. Średnia wieku wynosi 32 lata, ale pamiętajmy, że wartość ta jest modelowana przez nas odpowiednim doborem kandydatów do służby. Niestety musimy dokonywać pewnej selekcji. Tu decydują różne aspekty, m.in. stan zdrowia.

    W 10. miesiącu służby każdy zdaje egzamin fizyczny, który zweryfikuje, komu warto dać szansę i dopuścić go do drugiego roku służby, kiedy to odbywa się relatywnie drogie szkolenie specjalistyczne. Do tego etapu mogą być zakwalifikowani wyłącznie sprawdzeni, najlepsi kandydaci, którzy dowiodą, że są w stanie samodzielnie się rozwijać. W trzecim roku służby wszyscy zdają taki sam egzamin jak żołnierze służby zawodowej. Potem – zgodnie z ustawą – żołnierz ma prawo wstąpić do zawodowej służby wojskowej – nasi żołnierze mogą być źródłem kadr dla wojsk operacyjnych. To będzie zysk z inwestycji, jakie teraz realizują wojska operacyjne na rzecz nowo tworzonej formacji.

    Co będzie się składało na uzbrojenie żołnierzy WOT-u?

    – Ponieważ jesteśmy lekką piechotą, nie wykorzystujemy zaawansowanych systemów uzbrojenia. Główne wyposażenie naszych żołnierzy stanowi broń osobista, do obsługi której można przygotować żołnierzy relatywnie łatwo i szybko. To kolejna przesłanka za tym, że polski przemysł może pokryć zapotrzebowanie wojska. Z bardziej zaawansowanych elementów wyposażenia jednostek WOT mogę wymienić środki łączności, drony i przeciwpancerne pociski kierowane. Oczywiście broń będzie przechowywana w hubach logistycznych i będzie wydawana na czas szkoleń. Żołnierze zabiorą ją do domów tylko wtedy, gdy poziom zagrożeń bezpieczeństwa państwa przekroczy określoną wartość.

    Czy żołnierze WOT będą przygotowani do zagrożeń terrorystycznych?

    – Muszą być. Kiedyś walka z terroryzmem należała do wyspecjalizowanych i scentralizowanych jednostek, ale czasy się zmieniły i dziś liczy się to, by na zagrożenie odpowiedzieć natychmiast. Ponieważ w sytuacjach kryzysowych liczy się czas, musi reagować ten, kto jest przy zdarzeniu, bo to może być jedyna forma ocalenia ludzi. Centralizacja jednostek antyterrorystycznych nie jest adekwatna do obecnej taktyki terrorystów. Służby muszą być rozproszone w terenie i mieć tam silne wsparcie – to właśnie zadanie dla nas. Niemniej nasza rola będzie głównie lokowana w obszarze antyterroryzmu. W działaniach kontrterrorystycznych będziemy wspierać Policję, Żandarmerię Wojskową i Wojska Specjalne.

    Jakie ma pan nadzieje względem formowania się WOT?

    – Moją największą nadzieją jest to, by zrealizować projekt i nie zawieść oczekiwań naszych żołnierzy, którzy tak licznie zaciągają się do służby. To dumni młodzi Polacy, nowe pokolenie, siła projektu WOT i doskonali żołnierze-obywatele. Mam również nadzieję na zmianę postrzegania projektu przez część niechętnych mu ekspertów. Na oceny przyjdzie czas za trzy lata. Na tym etapie jest za wcześnie na krytykę, bo my sami dopiero zbieramy pierwsze wnioski.

    Pamiętam ekspertów, którzy konsekwentnie krytykowali powstanie Wojsk Specjalnych – co mają do powiedzenia dzisiaj? Teraz podobna narracja prowadzona jest wobec procesu tworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej. Zapewniam, że za 10 lat nikt nie będzie kwestionował potrzeby utrzymania takiej formacji, która – jestem przekonany – świetnie się wpisze w strukturę polskich sił zbrojnych. Potrzebujemy jedynie szansy i czasu, aby pokazać wymierne efekty, zarówno w sferze obronnej, jak i społecznej.

    Rozmawiali Mariusz Gryżewski i Jarosław Dudek

    Fot. Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej

    Udostępnij

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *