 Zazwyczaj to bestia pożera księżniczkę. Jeśli jednak odwrócimy sytuację, będziemy mieć do czynienia z Alfą Romeo GT. Pięknością, w której drzemie wulkan rozbudzany pedałem gazu
Arkadiusz Michlewicz
Dlaczego my, mężczyźni, zwracamy uwagę na samochody i piękne kobiety? Bo z natury tacy jesteśmy. Częściej jednak skupiamy uwagę na tym pierwszym. Nie wiem, czy wierzyć w reinkarnację, czy też nie. Lubię makarony z różnymi sosami, lasagne i pizzę, więc tak sobie myślę: chyba w poprzednim życiu byłem Włochem.
Wyprzedzanie wielbłądów
Może to wyjaśnia moje ciągoty do tamtejszych samochodów. Nie tych stylistycznych porażek, którymi były Fiat Uno albo Multipla. Mam tu na myśli raczej Ferrari, Lamborghini lub Maserati. Jednak biorąc pod uwagę możliwości finansowe przeciętnego Polaka, częściej rzucę okiem na Alfę Romeo. Ona ma coś w sobie. I chociaż kiedyś przyglądałem się autom tej marki z dystansu, teraz chętnie wpatruję się w południowoeuropejską stylistykę. A raczej na poczynania tamtejszych, wyjątkowo zdolnych mistrzów projektowania aut. Powiem jak na spowiedzi: nigdy nie pociągały mnie samochody z mikrymi silniczkami pod maską. A to głównie dlatego, że na wysokich obrotach wydają z siebie odgłos stada przerażonych kotów. Jaka to przyjemność z jazdy? Żadna. Bo co można sobie myśleć o 1-litrowej jednostce napędowej dysponującej mocą 55-70 KM, takiej, która bardziej nadaje się do wykorzystania na pustyni, gdzie nie będzie miała problemu z wyprzedzaniem wielbłądów? Oczywiście kocham przyrodę i doceniam ekonomiczne silniki, ale należę do grona facetów lubiących mieć pod maską stado mechanicznych wierzchowców. Jazda byle bździną jest karą, więc już sam widok Alfy Romeo GT wyrysował uśmiech na mojej twarzy.
W Las Vegas
Radość była jeszcze większa, gdy zobaczyłem pod maską najmocniejsze serce montowane w tym modelu, a mianowicie silnik o pojemności 3.2 litra oraz mocy 240 KM. To nie lada gratka, pomyślałem, wsiadając do GT. Wnętrze przywitało mnie kanonadą okrągłych pierścieni, w które wkomponowano wskaźniki urządzeń pokładowych. Przeciętny obywatel powiedziały: za dużo tego wszystkiego. Ja powiem krótko: jest w porządku. Gdy się siedzi w GT, od razu ma się ochotę na ostrą jazdę. I na szczęście, żeby sprawdzić możliwości samochodu, wystarczy skorzystać z nieczynnego pasa startowego lotniska. Jest ich kilka. Choćby ten w Białej Podlaskiej - jeden z najdłuższych w Polsce. Ten, na którym samozwańczy biznesmen Vahap Toy chciał wybudować drugie Las Vegas. Czułem się jak na corridzie. Tyle że ja siedziałem w byku, a przynętą był pas startowy. Mniej więcej wiem, gdzie się kończy, ale nigdy wcześniej w dotychczasowych próbach nie miałem pewności, w którym miejscu trzeba rozpocząć hamowanie. W zasadzie nic mi nie groziło, bo gdyby coś, to manewr hamownia skończyłbym na łączce porośniętej bujną trawą, ale obawa zawsze istnieje. Czy uda się rozwinąć maksymalną prędkość? BMW 630i doszedłem do elektronicznej blokady, czyli 250 km/h. Nawet się zatrzymałem przy końcu pasa. Czy Alfa GT podoła wyzwaniu?
Ostra jazda
Teraz miałem okazję to sprawdzić. Uruchomiłem silnik. Do moich uszu dotarł dźwięk niczym orkiestry symfonicznej. Po co wyciszać kabinę? Odgłos V6 czy V8 jest tak piękny, że działa na męski umysł jak powabne kobiece piersi w rozmiarze D. Profilowane fotele dobrze trzymają ciało. Tablica przyrządów, charakterystycznie skierowana w stronę kierowcy, przekazuje wszystkie informacje. GT to mieszanka kilku modeli. Kierownica niczym z Alfy 147, baza z modelu 156, a zadzior rodem z GTV. Auto debiutowało w 2003 roku. Za jego wygląd odpowiadało Centrum Stylistyczne Bertone. Nie dziwi więc nawiązanie do stworzonej przez Nuccio Bertone w 1963 roku Giulii Sprint GT.
Zapinam pierwszy bieg. Wciskam pedał gazu, jednocześnie zwalniając sprzęgło. Alfa ruszyła z kopyta. Pierwsza setka w 6,7 sekundy, wskaźnik zużycia paliwa wyświetla - o rany! - 19,5 litra na 100 km. Wrzucam kolejno biegi, kręcąc obrotomierzem do czerwonego pola. Z tłumika wyziera ryk prawie ćwierć tysiąca mechanicznych wierzchowców. Widzę, jak spłoszona zwierzyna ucieka do okolicznego lasu. Ludzie z pobliskiej miejscowości stoją jak wryci, zastanawiając się, czy Alfa GT wylądowała, czy startuje. Uwielbiam takie klimaty. Po przekroczeniu 200 km/h mignęło mi jeszcze przed oczami kilka twarzy, na których widziałem przekonanie, że... mój samochód chyba będzie wzbijał się w powietrze. Wrzuciłem szósty bieg. Powoli zacząłem zbliżać się do prędkości maksymalnej wynoszącej 243 km/h. Nie byłem pewien, czy wystarczy mi pasa. Mój wzrok panicznie wypatrywał jego końca. I... Yes! Yes! Yes! - krzyknąłby były premier Marcnikiewicz. Alfa GT dała radę. Zaraz po osiągnięciu maksimum hamowałem. Zatrzymałem się tuż przed pasem zieleni. Odetchnąłem i jednocześnie pomyślałem: ja to kocham! Kocham Alfę Romeo, ale tylko GT i Brerę. 




|