Ekskluzywny magazyn - Ważne wydarzenia

Strona głównaO VIPieRedakcjaReklamaMapa stronyWydawnictwo

  

Rozmowy VIPa
Ambasadorzy
Podróże VIPa
Styl VIPa
Gadżety VIPa
Auto dla VIPa
Okiem VIPa

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter Magazynu VIP, wpisz swój adres e-mail:
  

Zobacz, jak wygląda VIP

JACEK CYGAN - Nie wywodzę się z boomu rockowego


Pisząc teksty do muzyki, czyli mając określoną formę, jakąś strukturę i wypełniając ją słowami, zachowuję się tak, jakbym układał jakiś algorytm czy rozwiązywał problem matematyczny. Bo pisanie tekstu narzuca pewne ograniczenia: frazowe, rytmiczne, odnoszące się do rymów itd. Uważam, że nie oddaliłem się zupełnie od tego, w czym wówczas siedziałem i co mnie interesowało - mówi Jacek Cygan, autor tekstów piosenek, absolwent, a następnie asystent na Wydziale Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie

Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza uhonorowała Cię Nagrodą Literacką im. ks. Jana Twardowskiego za najciekawszy tom poezji 2005/2006 "Ambulanza.Wiersze śródziemnomorskie". Czy tekściarzowi łatwiej być poetą?
- Chyba tak samo trudno jak poecie być tekściarzem. Niektórzy mają dar do niezwykłej syntezy napisanej w bardzo krótkiej formie poetyckiej, inni zaś - do budowania pięknych fraz z muzyką. Oczywiście nie znaczy to, że oba się wykluczają. Pamiętam wypowiedź wspaniałego poety, laureata Nagrody Nobla, Josifa Brodskiego, który stwierdził, że chciałby być poetą potrafiącym napisać krótką formę wierszowaną do muzyki. Ta wypowiedź mojego idola szalenie podniosła mnie na duchu. Bo Brodski wie, że pisanie piosenek nie jest łatwe.
Oczywiście poezja przenika się z tekstami piosenek. Kiedyś Tadeusz Różewicz, którego miałem przyjemności poznać bliżej, zapytał mnie: "Panie Jacku, jak się właściwie pisze te piosenki?". Puściłem mu muzykę i mówię: "No, do tego". A on: "Podoba mi się taka robota, taka łamigłówka". Później, podczas spotkania u mnie w domu, zapytałem go: "Panie Tadeuszu, czy Pan to poznaje", i puściłem piosenkę skomponowaną chyba przez kogoś z kabaretu "Stodoła" do jego wiersza "Tylko łzy uciekają w głąb naszych ciał". Zdziwił się, ale spodobała mu się interpretacja.

Wymieniłeś Różewicza, który jest jednym ze współczesnych poetów-klasyków. W sferze piosenki są nimi Agnieszka Osiecka, Wojciech Młynarski. W jakim kręgu sytuujesz swoją twórczość?
- W "pionie" Jonasza Kofty, który pisał wiersze nienadające się do wykorzystania jako teksty piosenek i piosenki z bardzo różnych nurtów. Inaczej piszę dla Jurka Filara bądź kogoś z kręgu ballady poetyckiej czy "krainy łagodności", inaczej dla Ryszarda Rynkowskiego czy Edyty Górniak.
Uważam, że miarą profesjonalizmu są udane i wiersze, i piosenki. A przynajmniej, by z taką samą lekkością ze mnie wypływały, a nie były efektem chorej ambicji, że teraz napiszę piosenkę, która odda klimat żydowskich miasteczek.

Nadal współpracujesz z Jerzym Filarem?
- Tak. Choć pochodzi z Zakopanego to najlepiej czuje sambę i bossa novę. Zrobiłem mu niespodziankę i napisałem piosenkę - odpowiedź na tekst Jonasza "Samba przed rozstaniem". Jest to jakby dalsza część, ale opowiedziana przez mężczyznę. W tamtej kobieta mówiła: "Nie, nie możesz teraz odejść, jestem rozpalonym lodem, zrobię wszystko tylko bądź", to teraz on mówi: "Po rozpalonym lodzie, jak zbieg po schodach zbiegłem, nie mogłem wtedy odejść, ale odszedłem". Poprosiłem Jurka, który teraz pracuje z Januszem Skowronem, o skomponowanie muzyki.

Podczas rozmowy z autorem tekstów musi paść pytanie: czy piszesz do gotowej muzyki, czy najpierw jest tekst?
- Zawsze ono pada podczas spotkań autorskich, nawet na wieczorach poetyckich. Obecnie 98 proc. tekstów piszę do muzyki. Jest to wymóg czasu. Starsi kompozytorzy uważali, że logiczna jest tylko jedna forma: najpierw powstaje tekst, do którego komponuje się muzykę. Odwrotna jest nieludzka, bo autor się męczy, jak ma napisać refren składający się z trzech lub czterech krótkich sylab. Dzisiaj rozwój elektroniki, a tym samym możliwości aranżacyjnych, powoduje, że otrzymane nagranie demo jest w pełni zaaranżowanym utworem, z mruczeniem kompozytora. Na ogół upiornym, choć niektórzy bardzo fajnie mruczą. Wiedząc, kto to będzie śpiewał, i znając jego emploi biorę się do pracy.

Muszę się przyznać, że gdybym miał wymienić jakąś piosenkę Jacka Cygana, to byłaby to śpiewana przez Edytę Geppert"Jaka róża, taki cierń".
- Nie jest ona typowa dla mojej twórczości. Jest też wyjątkiem, bo rzadko się zdarza, by piosenka dramatyczna, ambitna zyskała miano przeboju.
Jeśli chodzi o "moich" wykonawców, to z jednej strony są to bardzo młodzi ludzie, którzy dopiero zaczynają, jak np. Mario Szaban, który w koncercie "Premiery" na festiwalu w Opolu w 2007 roku przedstawił "Jak natchnieni". Mario gra na fortepianie i śpiewa jak Stevie Wonder. I choć nie jest bardzo znany, to lubię z nim współpracować. Z drugiej strony napisałem kilka piosenek na nową płytę zespołu Kombi, bo po sukcesie "Pokolenia" poproszono mnie o jeszcze. Mam nadzieję, że wywodzącą się z umiłowania życia "Avignon" też będzie mieć tak uniwersalny odbiór jak "Pokolenie". Lubię również pracować z moimi "starymi" kompozytorami, jak np. Seweryn Krajewski. Ostatnio tworzyłem z Robertem Jansonem i Adamem Sztabą.

Wielu autorów tekstów często współpracuje tylko z jednym wykonawcą. Nie myślałeś o tej swoistej monokulturze?
- Nie, bo nie wywodzę się z boomu rockowego. Wówczas głęboko tkwiłem w piosence studenckiej. Nawet Andrzej Mogielnicki się ze mnie śmiał, mówiąc: "Ty, chłopie, nie zarobisz na chleb z masłem, weź się za jakieś poważne przeboje!". Ale mnie było bardzo dobrze z Naszą Basią Kochaną, z Elą Adamiak itd. Potem zaczęli się do mnie zwracać Krysia Prońko, Staszek Sojka.
Bardzo dobrze się czuję, mając taki zróżnicowany wachlarz wykonawców, choć z Ryszardem Rynkowskim jestem od początku jego samodzielnej kariery. Z wieloma wykonawcami się przyjaźnię, co nie znaczy, że muszę dla nich pisać, np. z Edytą Geppert wolę wypić białe wino niż stresować się podczas pracy.

Zdarzyło się, że wykonawca odrzucił Twój tekst lub domagał się poprawek?
- To jest na porządku dziennym, gdyż wrażliwość kogoś, kto stoi na scenie i śpiewa, różni się od wrażliwości faceta, który pisze. Jednak, gdy nie ma jakiegoś punktu styczności, to nie powinno się razem pracować. Można ustąpić, gdy wokalista mówi: nie brzmi mi ta samogłoska, bo np. w "a" czy "u" mój głos wypada bardzo źle. I wówczas tekst modyfikuję. Gdy jednak człowiek się namęczył i stworzył jakąś piękną, jedyną w danej piosence metaforę, która wychodzi poza średnią, a wokalista mówi: bardzo fajny tekst, ale... to mi wyrzuć, to znaczy, że się kompletnie rozmijamy. A niektórzy mają wybitny talent do wynajdowania tych fragmentów.

Wiersze i piosenki to małe formy literackie. A co z dużymi?
- Przetłumaczyłem libretto "Notre Dame de Paris",które napisał Kanadyjczyk Luc Plamondon, autor piosenek Celine Dion (m.in. z filmu "Titanic"), na podstawie książki "Katedra Marii Panny w Paryżu" Wiktora Hugo. Uważam, że jako musical jest to forma niemalże doskonała. Powiedziałem sobie, że nic nowego nie napiszę, dopóki nie zostanie wystawiony w Polsce. Miałem kilka propozycji, ale najpierw musi zamknąć się ten rozdział.
Natomiast chcę napisać powieść biograficzną o Leopoldzie Kozłowskim - ostatnim klezmerze Galicji czy - jak niektórzy mówią - Europy. Przymierzam się do niej od 3 lat, więc nadszedł czas próby. Przegadałem z nim wiele godzin, odwiedziłem miejsca, w których się urodził, wychował.

Jak długo się znacie?
- Ze 20 lat. Najpierw opowiadał mi dowcipy, potem pokazał kilka bardzo starych pieśni żydowskich w jidysz, a następnie poprosił o ich spolszczenie. Początkowo odmówiłem, ale w końcu uległem jego urokowi. Często dawał mi je już ze swoją muzyką, z jakimiś pomysłami. Pisałem o całym jego życiu: o miasteczkach, w których bywał, a których już nie ma.
Te piosenki wykonuje założony przez niego zespół, który obecnie tworzą aktorzy krakowskich teatrów: Katarzyna Jamroz, Marta Bizoń, Renata Świerczyńska, Andrzej Róg i Kasia Zielińska oraz Halina Jarczyk (skrzypce). Mamy kilka spektakli rocznie. Rok temu byliśmy w Rzymie, w pięknym miejscu Ara Pacis Augustae (Ołtarz Pokoju Augusta) z dobudowaną salą widowiskową. Na widowni byli sami Włosi, którzy fantastycznie nas przyjęli. Występowaliśmy też w Tuluzie, na festiwalu w Norymberdze. Zapraszają nas do Berlina i Wiednia. Co roku uczestniczymy w Festiwalu Kultury Żydowskiej na krakowskim Kazimierzu. Podczas spektaklu przedstawianym w jidysz i po polsku, Leopold rozmawia ze mną, opowiada i oczywiście gra na fortepianie.

Kto jest na widowni?
- Ludzie znający młode zespoły klezmerskie, które improwizują na bazie znanego tematu - takie klezmerowanie nazywam "dżezowym". Natomiast Leopold gra to w formie zapamiętanej w dzieciństwie. Amerykanie mówią, że on jeden wie, jak lewą ręką zagrać na fortepianie "Miasteczko Burns". Coś w tym jest, bo jego dziadek miał najsłynniejszą kapelę klezmerską pod Lwowem, a wuj, Naftuli Brandwein, w latach 30. i 40. był nazywany King of American Klezmers.
Na płycie "Ostatni klezmer Galicji" jest kilka spolszczonych przeze mnie utworów, są nowe piosenki oraz pięknie śpiewana przez Kasię Jamroz piosenka Wojtka Młynarskiego "Tak, jak malował Pan Chagall", do której muzykę skomponował Leopold. Dodam, że zmusił mnie do zaśpiewania piosenki "Gdzie ty byłeś jak pieniądze były?", a w duecie z Kasią Zielińską - "Piątkowy wieczór". Ale najważniejszy jest on - świadek historii, człowiek, który przeżył Holokaust i pielęgnuje tę kulturę. W Izraelu orkiestra Zubina Mehty wyprawiła mu benefis. Napisałem laudację, którą Leopold wygłosił po hebrajsku i po polsku.

Od pewnego czasu prowadzisz audycję radiową.
- Kiedy Marek Niedźwiecki pojawił się w Radiu Złote Przeboje, różnym osobom zaproponowano prowadzenie raz na tydzień autorskich audycji. Moja jest we wtorki, o godz. 21, i traktuje o tekstach piosenek - stąd nazwa "Tekstylia". Mam całkowitą swobodę opowiadania o tekstach: starych, również przedwojennych, i nowych, bardzo młodych zespołów...

... i jak polonista na lekcji tłumaczysz, co autor miał na myśli?
- Nie. Staram się w formie zabawy prowadzić słuchaczy przez te teksty. Cieszy mnie odbiór tej audycji - wiele osób do mnie telefonuje.

A jakie swoje piosenki umieściłbyś w Top 5?
- Musiałbym je wybierać z różnych szufladek - gatunków. Z najbardziej uniwersalnych wciąż najbliższa jest mi piosenka "Czas nas uczy pogody"; w sensie dramatycznym i troszeczkę aktorskim - na pewno "Jaka róża, taki cierń". Piosenką, dotykającą jakiegoś tematu, w tym wypadku filmu "Ogniem i mieczem" jest "Dumka na dwa serca" (Edyta Górniak i Mieczysław Szcześniak), którą czytelnicy magazynu "Film", internauci i telewidzowie programu 2 TVP uznali piosenką powojennej kinematografii. Z ballad najbliższe mi są napisane z Ryszardem Rynkowskim mniej znane, jak np. "Bez miłości", "Na samym dnie" czy "Czemu nie tańczę na ulicach?". No i wciąż mam sentyment do starych piosenek Naszej Basi Kochanej, jak np. "Całkiem spokojnie wypiję trzecią kawę".

A kategoria "piosenka lekka, łatwa i przyjemna", co to jednym uchem wpada, a drugim wypada?
- Uważam, że to ona jest najtrudniejsza. Z dobrej piosenki, lekkiej łatwej i przyjemnej autor, który zakłada, że będzie pisał rzeczy wzniosłe, ma największą satysfakcję. Bo tam już wszystko było i trzeba mieć finezyjny pomysł. Do tej kategorii należy "Baw mnie" napisane z Sewerynem Krajewskim i "Dziewczyny lubią brąz" Ryszarda Rynkowskiego.
Niektóre z tych piosenek nadal lubię. Jednak na piosenki lekkie, łatwe i przyjemne olbrzymi wpływ ma moda aranżacyjna. W latach 80. i na początku 90. nadużywano klawiszy i syntetycznych perkusji i dziś, niestety, tego nie da się słuchać.
W czerwcu ubiegłego roku, na organizowanym przez Telewizję Polsat festiwalu Top Trendy, obchodziłem 30-lecie pracy twórczej. Jubileuszowy koncert nazwałem "Cyganeria", bo zależało mi na nowych wykonaniach piosenek, na połączeniu wykonawców różnych pokoleń. I tak "Czas nas uczy pogody" śpiewała Ania Dąbrowska, Rysiu swoje piosenki śpiewał z Eweliną Flintą. Piosenkę "Łatwopalni" śpiewali młodzi Cugowscy, czyli zespół Bracia. Bardzo ciekawie w piosence "Intymnie" wypadł duet Ryszarda z Heleną Vondráčkovą. Śpiewała też po polsku swoje hity, bo 3 lata temu przetłumaczyłem jej cztery piosenki, które nagrała na płycie "Platynowa Helena". Mam nadzieję, że jeszcze razem coś zrobimy, gdyż Helenka to fantastyczna "czeska bab", która - gdy do niej telefonuję - pyta: "Jak się masz milaczku?".
Koncert "Cyganeria" był tematyczną wędrówką po moich największych przebojach, choć nie tylko, dopasowanych do emploi, do duszy młodych wykonawców. Bardzo wzruszający był dla mnie finał jednej części, gdy wszyscy wykonawcy zaśpiewali napisaną z Romkiem Lipką pieśń "Pokonamy fale", poświęconą ofiarom tsunami. Śpiewała też publiczność, którą dyrygował Grzesio Markowski. Dla takich chwil warto żyć.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Jerzy Bojanowicz

Fot.: Polsat

Jacek Cygan już podczas studiów nawiązał współpracę z młodszym WAT-owcem, Jurkiem Filarem. Granie na różnych rajdach (dwukrotnie byli laureatami Giełdy Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie) dało początek półprofesjonalnej grupie Nasza Basia Kochana - laureatce Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie.
Autor wielu piosenek, m.in.: "Czas nas uczy pogody" (pierwszy przebój nagrany w 1982 roku przez Grażynę Łobaszewską, a później przez Stanisława Sojkę i Mieczysława Szcześniaka), nagrodzona na festiwalu w Opolu "Jaka róża, taki cierń"(Edyta Geppert), "Wypijmy za błędy", "Dziewczyny lubią brąz", "Jedzie pociąg", "Za młodzi, za starzy", "Intymnie"(Ryszard Rynkowski), "Diamentowy kolczyk"(Anna Jurksztowicz), "To nie ja","Dotyk" i "Jestem kobietą"(Edyta Górniak), "Przemija uroda w nas" (Seweryn Krajewski), "Black and white" (Kombi) czy znane z seriali "Klan" - "Życie jest nowelą"(Ryszard Rynkowski) i"Rodzina zastępcza" - "Tkanina"(Seweryn Krajewski)i programu TVP "Europa da się lubić" - "Europo witaj nam".
Agnieszka Osiecka namówiła go do napisania pierwszych piosenek dla dzieci, wykonywanych przez Majkę Jeżowską (program estradowy "Dyskoteka pana Dżeka"). Autor tekstu nowej polskiej wersji "Ody do radości" (hymn Unii Europejskiej z muzyką Ludwiga van Beethovena) i wystawianego w Teatrze Wielkim w Warszawie uwspółcześnionego "Mesjasza" Heandla. W 1995 roku ukazał się tomik jego poezji "Drobiazgi liryczne", a w 2005 roku - "Ambulanza. Wiersze śródziemnomorskie". Honorowy "Złoty Inżynier 2004" Przeglądu Technicznego.




Magazyn VIP to: Ekskluzywne czasopismo, kluby, marki, samochody | Elegancja | Ludzie biznesu | Luksusowy magazyn | Moda gwiazd Podróże artykuły |
Polskie gwiazdy | Profesjonalne salony urody | Relacje z podróży | Stylowe wyposażenie | Światowe sławy | Turystyka i rekreacja
Copyright by VIP Polityka, Biznes, Fakty (c) 2006 - Wszystkie prawa zastrzeżone. Projekt i wykonanie: Vega Internet Studio
Za pozycjonowanie tego serwisu odpowiada Sunrise System.