Ekskluzywny magazyn - Ważne wydarzenia

Strona głównaO VIPieRedakcjaReklamaMapa stronyWydawnictwo

  

Rozmowy VIPa
Ambasadorzy
Podróże VIPa
Styl VIPa
Gadżety VIPa
Auto dla VIPa
Okiem VIPa

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter Magazynu VIP, wpisz swój adres e-mail:
  

Zobacz, jak wygląda VIP

GRZEGORZ SKRZECZ - Duma polskiego pięściarstwa


Rozmowa z Grzegorzem Skrzeczem, polskim pięściarzem, medalistą mistrzostw świata i Europy, olimpijczykiem

Czy Pan, pięściarz, pamięta jeszcze swoją pierwszą bójkę?
- O, trudno pamiętać, tyle ich było. Jako dzieciak nie byłem najgrzeczniejszy. Na Żeraniu, gdzie się urodziłem i wychowałem, wiecznie były jakieś awantury, jakieś draki. Trudno powiedzieć, która była pierwsza.

I z tego Żerania trafił Pan wprost do Gwardii Warszawa?
- To był przypadek. Chodziłem wtedy do I klasy szkoły zawodowej i mój kolega z klasy, Janek Sowa, taki trochę fajtłapa, którego wszyscy dręczyli, a ja się kiedyś za nim wstawiłem, poprosił, żebym z nim pojechał do Gwardii, bo są zapisy na boks. Pojechałem jako osoba towarzysząca, nie myślałem o żadnym zapisywaniu się. Dzięki Bogu trafiłem na bardzo kochanego człowieka - Wieńczysława Kosinowa, na którego później już do końca życia mówiłem "dziadku". To właśnie on namówił mnie do trenowania. Janek po miesiącu zrezygnował, ja zostałem. Potem namówiłem brata i od tego zaczęła się moja 15-letnia kariera.

I przyszły pierwsze sukcesy?
- Jakoś to wszystko bardzo szybko szło. Zrobiłem ogromy krok po okresie wstępnego treningu, z tym, że muszę dodać, iż "dziadek" Kosinow nie wypuszczał żadnego zawodnika do walki, jeśli ten był niedoszkolony, tak jak to często dzieje się dzisiaj. On bardzo duży nacisk kładł na technikę, mozolnie szkolił i wypuszczał zawodnika ukształtowanego.
Później były Mistrzostwa Warszawy Juniorów, po dwóch latach trenowania Mistrzostwo Spartakiady, a w 1976 roku debiut w reprezentacji Polski seniorów i od tego czasu 10 lat nieprzerwanie w kadrze narodowej. Był taki okres, że boksowałem w kilku reprezentacjach jednocześnie, bo i reprezentacja Polski seniorów i młodzieżowa, Gwardia Warszawa, i pion gwardyjski.

Nie boksuje już Pan zawodowo, czy mimo to stanąłby Pan jeszcze w ringu?
- Dlaczego nie? Tylko musiałoby to być w jakimś naprawdę szczytnym celu, coś co by mnie zdopingowało. To nie jest motywacja, żeby na przykład wyjść i zdobyć mistrzostwo polski zawodowców.

Widzi Pan dla siebie przeciwnika?
- Są ludzie, którzy uważają się za wielkich mistrzów, już nie będę wymieniał nazwisk, bo wszyscy wiedzą, o kogo chodzi, a którzy to ludzie nie mają zielonego pojęcia o boksie i nieraz tam coś człowieka korci. Jednak wrócić, przygotować się pół roku i byłbym w stanie stanąć do walki w wadze ciężkiej i tym marzycielom powybijać z głowy ich niektóre denne pomysły.

Pan przecież cały czas jest bardzo aktywny?
- Już po zakończeniu kariery sportowej dalej "siedziałem" w sporcie. Prowadziłem reprezentację Kanady, pomagałem jej przygotowywać się do mistrzostw świata, na których brązowy medal w wadze superciężkiej zdobył jeden z moich podopiecznych. Miałem zresztą propozycję przedłużenia kontraktu, byłem prezesem sekcji Gwardii Warszawa, współpracuję z Polskim Komitetem Olimpijskim, działam społecznie, ze Stowarzyszeniem Karan pomagamy od lat dzieciom, komentowałem sport dla prawie wszystkich stacji publicznych i prywatnych, zagrałem w 18 filmach... jest co robić.

Ostatnio zrobił Pan wystrzałowe 50. urodziny?
- Czy wystrzałowe to nie wiem, ale korzystając z okazji, chciałbym podziękować wszystkim gościom, bardzo serdecznie wszystkim wspaniałym artystom, którzy je uświetnili: Ani Faber i Ewie Konstanciak wraz z ich zespołami, Karolince Muszalak, po której imię ma nasza wspaniała córeczka, Renacie Dąbkowskiej, Kasi Walczak - za cudowne odśpiewanie o północy przy torcie "Happy Birthday", zespołowi "Szafa Gra", Marcinowi Łopuckiemu - wicemistrzowi Europy fitness i wszystkim, którzy o mnie nie zapomnieli. Przede wszystkim jednak chciałbym bardzo podziękować głównemu organizatorowi imprezy, czyli Skrzecz Agency z moją ukochaną żoną Kasią na czele.

Dziękuję bardzo za rozmowę

Rozmawiał Andrzej Kwaśniewski

Grzegorz Skrzecz ur. 25 sierpnia 1957 roku w Warszawie. Pięściarz wagi ciężkiej Gwardii Warszawa. Brązowy medalista Mistrzostw Świata w Monachium w 1982 roku oraz Mistrzostw Europy w Warnie w 1983 roku. Uczestnik olimpiady w Moskwie w 1980, w której dotarł do ćwierćfinału. 5-krotny mistrz Polski (1979, 1980, 1981, 1982, 1984). Zwycięzca turnieju o "Złoty Pas Polusa" w 1976 roku oraz dwukrotny triumfator Turnieju im. Feliksa Stamma w roku 1979 i 1981. Stoczył 250 walk (219 zwycięstw, 1 remis, 30 porażek). Zagrał w 18 filmach, m.in. w "Sztosie", "Chłopaki nie płaczą", "Poranek kojota", "E=mc2". Ma brata bliźniaka - Pawła, brata Marka, żonę Katarzynę, córkę Karolinę, córkę Patrycję i syna Rafała.


Magazyn VIP to: Ekskluzywne czasopismo, kluby, marki, samochody | Elegancja | Ludzie biznesu | Luksusowy magazyn | Moda gwiazd Podróże artykuły |
Polskie gwiazdy | Profesjonalne salony urody | Relacje z podróży | Stylowe wyposażenie | Światowe sławy | Turystyka i rekreacja
Copyright by VIP Polityka, Biznes, Fakty (c) 2006 - Wszystkie prawa zastrzeżone. Projekt i wykonanie: Vega Internet Studio
Za pozycjonowanie tego serwisu odpowiada Sunrise System.