 Bardzo się cieszymy, że jako dorośli, wiekowi ludzie, doczekaliśmy się życia i drugiej kariery w wolnym kraju. Napawa nas dumą, z różnych względów, nawet komercyjnych, że mogliśmy się jeszcze na coś załapać - mówi Grzegorz Skawiński, lider zespołu Kombii
Czym różni się Kombi od Kombii?
- Niczym, a jednocześnie czymś się różni. Przede wszystkim czasami, w których funkcjonował pierwszy zespół i działa obecny. Kombii jest świadomą kontynuacją zespołu, który istniał dawno temu, ale także jakimś jego rozwinięciem - o doświadczenia muzyczne, jakie w tym czasie zdobyliśmy. Te dwa zespoły różni choćby nieobecność Sławka Łosowskiego, jak i to, że jest inny producent, co spowodowało pewną zmianę koncepcji brzmienia.
Natomiast, jeśli ktoś porówna utwory nagrane 20 lat temu z piosenkami współczesnymi, to nie powie, że są to dwa różne zespoły. Jest coś takiego jak styl, o który dbamy. By wypracowane w latach 70., 80. i 90. pewne charakterystyczne dla zespołu elementy jednak gdzieś pozostały. To jest bardzo ważne. Dlatego staramy się mieć to własne oblicze, bardzo istotne dla kapel, które występują wiele lat, są wręcz długowieczne. Wydaje nam się, że ten styl udało nam się zachować. I nie jest to kwestia braku odwagi, bo grając w zespole O.N.A. udowodniliśmy, że możemy wykręcić coś zupełnie do góry nogami, zagrać ostro.
Dlaczego ponad 15 lat temu rozpadło się Kombi?
- Wówczas znaleźliśmy się w impasie twórczym i ludzkim. Nie było szans, by iść dalej, by w fajny sposób kontynuować to, co wcześniej zaczęliśmy. Potrzebowaliśmy jakiejś odmiany. Zrobienia zupełnie czegoś innego. Gdybym tego z Waldkiem Tkaczykiem nie spróbował, nie byłoby takiego zespołu jak O.N.A. Dziś wiem, że było to słuszne posunięcie.
Jakie doświadczenia wyniosłeś z działalności w dwóch różnych grupach: Skawalker i O.N.A.?
- Jakby dwa różne, aczkolwiek nie tak bardzo, bo zespół O.N.A. był naturalną kontynuacją zespołu Skawalker. Jeden wyszedł z drugiego.
Doświadczenia? Głównie z inną muzyką, choć w gruncie rzeczy mam gdzieś w sobie rockową duszę. To nie jest tak, że nagle stałem się kimś innym i zacząłem robić coś innego. Nie. Sądzę, że było to jakieś połączenie. Bardzo trudne, wydaje się, że wręcz niemożliwe połączenie w sferze kompozycji Kombii i O.N.A., bo chyba nie w sferze aranżacji. Z drugiej strony trudno nas utożsamiać z muzyką stricte popową albo tylko stricte rockową, bo nie jest ani tak, ani tak. Jesteśmy jakąś hybrydą, powstałą w wyniku wielu przeżytych doświadczeń.
Teraz na koncertach Kombii też gramy ostre kawałki w stylu "Wstawaj, wstawaj, czas się podnieść" czy "Hotel Victoria", które gramy w bardzo ciężkiej, rockowej aranżacji. Chcemy pokazać, że muzyka nie ma granic. Może być dobry lub fatalny pop, dobry i okropny rock.
Ale w Kombi byłeś frontmanem, a w O.N.A. tłem! Nie czułeś się zdołowany?
- Dlaczego? Napisałem i skomponowałem większość utworów, byłem producentem, aranżerem, gitarzystą. To naprawdę było dość.
A co skłoniło Cię do reaktywowania Kombi? Dlaczego bez Łosowskiego?
- Jeśli chodzi o Sławka, to go nie ma przede wszystkim z powodu różnić dotyczących działalności Kombii. Czy "nowy" zespół ma być wierną kopią starego, co oznaczało by trzymanie się pewnego wypracowanego kilkadziesiąt lat temu schematu, czy można od niego swobodnie odejść. Wybraliśmy opcję kontynuowania, rozwoju oraz nagrywania nowych płyt. Sądzę, że z korzyścią dla wszystkich, a przede wszystkim dla fanów.
W 2003 roku, podejmując decyzję o reaktywowaniu Kombi, nie patrzyliśmy na inne zespoły, które po latach nieobecności powracały na scenę. Często na koncertach O.N.A. wiele osób pytało nas, czy Kombi jeszcze kiedyś zagra. Mówi się, że póki żyjemy, wszystko jest możliwe.
Jeśli chodzi o muzykę rockową czy wręcz metalową, którą wykonywaliśmy w O.N.A., to z płyty na płytę zespół stawał się coraz mocniejszy, bardziej ortodoksyjny. Nie moją ani Waldka Tkaczyka decyzją było zakończenie działalności O.N.A. Zawsze z wielką radością będziemy wspominać ten etap naszej kariery. Po zakończeniu działalności zespołu O.N.A reaktywacja Kombi była naturalną decyzją. Grając w Kombii mamy możliwość dalszego rozwoju.
Bardzo nas cieszy, co muszę podkreślić, że nie spełniły się nasze obawy stania się ikoną przeszłości, jakąś naklejką czy jakimś szyldem lat 80. Oczywiście, wielu dziennikarzy nam to zarzuca. Moim zdaniem niesłusznie, bo udało nam się, co jest niezwykle trudne, po powrocie wylansować zupełnie nowe utwory. Nasze nowe płyty: "c.d." (2004) i "Ślad" (2007) cieszą się dużym zainteresowaniem. Mamy wierną publiczność - w 2007 roku zagraliśmy ok. 200 koncertów! To nowe pokolenie słuchaczy, które nie zna nas z tamtych lat, a kupuje nasze nowe płyty.
Dla mnie, jako muzyka działającego teraz i tutaj oraz myślącego o przyszłości, jest to bardzo ważne. Oznacza to, że Kombii nie jest zespołem, który się kocha za "Słodkiego, miłego życia", bo tak samo się go kocha za "Sen się spełni", "Ślad" czy inne utwory. I to jest duże osiągnięcie - także dla nas. Nie odcinamy kuponów od dawnej sławy. Jesteśmy po prostu na innym etapie.
Czy pomysł na reaktywowanie Kombi był efektem jakiegoś olśnienia?
- Skądże. Tak jak wcześniej wspominałem, po rozwiązaniu O.N.A. zastanawialiśmy się, co robić. Wytwórnia płytowa Sony zaproponowała nam realizację kolejnego projektu z nową wokalistką czy nowym wokalistą. W tym samym czasie dostawaliśmy wiele maili od fanów z prośbami, abyśmy zagrali znów jako Kombi. Z Waldkiem Tkaczykiem stwierdziliśmy, że zaczynanie po raz któryś kariery od nowa byłoby zupełnym nonsensem. Na decyzję o reaktywowaniu Kombi istotny wpływ miały właśnie wsparcie i wiara naszych fanów.
Jakie były Twoje pierwsze fascynacje muzyczne?
- Praktycznie nie uległy zmianie. Stale słucham Hendriksa i wciąż odnajduję w jego nagraniach coś nowego. Oczywiście, te kompozycje się zestarzały - dziś brzmią archaicznie, oldskulowo, ale wiele rzeczy przetrwało i wciąż są fantastyczne. Myślę, że dla muzyki rockowej to były wielkie lata. Hendrix, Cream, Led Zeppelin, a później Black Sabbath, stworzyli podwaliny rocka, z których do dziś wszyscy świadomie lub nieświadomie czerpią.
Zaskoczyłeś mnie tymi zespołami, bo trudno było Kombi porównywać z Led Zeppelin czy Black Sabbath!
- Nie mówię o Kombi. Jako muzyk zaczynałem w Mławie, w rockowym zespole Kameleon, który stworzyłem z Waldkiem Tkaczykiem. A później? Jako muzycy, ludzie, jesteśmy bardzo otwarci na dokonania innych. Słuchamy najróżniejszych rzeczy. W mojej płytotece znajdziesz nowe płyty Timberlanta, Nelly Furtado czy Justina Timberlake?a, a także płyty całkowicie oldskulowe czy dziwne projekty z muzyką hinduską.
Czasy, w których żyjemy, takie eklektyczne, strasznie pomieszane, upoważniają do czerpania z różnych źródeł. Często słucham muzyki klasycznej, przy której się relaksuję, ale i znajduję coś dla siebie. Sądzę, że nigdy nie należy się zamykać, stawiać sobie jakichś granic. W końcu jesteśmy w Schengen!
W latach 60. rock był głosem młodego pokolenia, jedną z form buntu przeciw ówczesnej sytuacji społecznej, ekonomicznej i politycznej. Jaką rolę przypisujesz dziś muzyce rockowej?
- Powiem tak: zawsze są jakieś zjawiska w kraju czy na świecie, przeciw którym można zaprotestować, i w sprawach których można zabrać głos. Czasem to robimy, ale - z drugiej strony - żyjąc w wolnym kraju, uważam, że czym innym było śpiewanie "Słodkiego, miłego życia" czy "Linii życia" w czasach zamordyzmu komunistycznego. Wówczas teksty niosły inne wartości. Teraz jesteśmy wolni i wiele spraw jest kwestią wyboru a nie przymusu. Myślę, że dobrze jest czasem zabrać głos w jakichś ważnych sprawach, ale niekoniecznie musi to być walka, jak kiedyś, gdy mieliśmy poczucie spełniania jakiejś misji. Dziś można pokazywać ludziom inne strony życia, również ważne, a niekoniecznie zajmować się polityką, bo dla mnie muzyka i polityka kiepsko się mieszają.
Jaki w takim razie jest Twój Top 5 Kombi?
- Trudne pytanie. Na pewno "Hotel Victoria", a właściwie "Hotel twoich snów", bo taki jest właściwy tytuł tego utworu, i z tej samej płyty "Przed odlotem", potem "Matka noc" z płyty "Tabu", z "Nowego rozdziału" instrumentalny numer "Srebrny talizman", a z nowych "Krzyk we mgle" (z płyty "c.d.") i "Pokolenie". Ostatnia płyta, "Ślad", jest zbyt nowa i nie mam jeszcze do niej dystansu.
Nie ukrywasz wieku, więc powiedz jak łączysz...
- Następne pytanie proszę!
Dla jednych muzykowanie jest hobby - dla Ciebie zawodem. Czy masz pozamuzyczne zainteresowania?
- Od dłuższego czasu maluję. Między koncertami czy nagrywaniem kolejnych płyt przychodzą takie momenty, że chcę gdzieś uciec - wyciszyć się. Wtedy biorę sztalugi, płótna i maluję obrazy...
...o tematyce marynistycznej?
- No, nie żartuj. Maluję wizje z moich snów. Czysta abstrakcja. Malarstwo jest dla mnie formą terapii, łapania oddechu. Dlatego nie chcę się klasyfikować w jakichkolwiek kategoriach artystycznych.
Słyszałem, że jesteś także mistrzem patelni...
- Uważaj co mówisz, bo "mistrz patelni" ma podwójne znaczenie. Ale rzeczywiście, lubię gotować bo uważam, że to, co jemy, jest pochodną tego, kim jesteśmy. Ale z moim "kucharzeniem" jest jak z malowaniem. Gotuję na specjalne okazje, bo to nie jest moje ulubione zajęcie.
Jesteś osobą, która je po to,, aby żyć czy żyje, aby jeść?
- Patrząc na mnie pomyślałoby się, że żyję, aby jeść. Jestem smakoszem i nie jest mi obojętne, co spożywam. Mam swoje ulubione smaki, dodatki, alkohole do konkretnych dań. To sprawianie sobie dodatkowych przyjemności jest ważne, ale nie najważniejsze. Nie chcę, aby to zabrzmiało tak hedonistycznie i uciesznie, ale lubię razem z zaproszonymi gośćmi cieszyć się ze wspólnego spożywania wspaniałego posiłku. Wymyślonego i przygotowanego z sercem. To zadowalanie się jest pewną formą rozrywki.
Plany...
- W lutym z Radiem ESKA jedziemy do Meksyku "żegnać zimę". Będziemy koncertować w Niemczech, USA i dużo w Polsce. Powolutku zaczynamy myśleć o nowej płycie, ale minie przynajmniej półtora roku, zanim wejdziemy do studia.
Dawniej polskie zespoły rockowe często miały "nadwornego" tekściarza. A Kombii?
- Piszemy ja i Waldek, który również komponuje. Także Jacek Cygan, który ciągle z nami pracuje - ta przyjaźń nadal trwa. Myślę, że ten team pozostanie, aczkolwiek - jako ludzie - jesteśmy ciekawi i przy nowych płytach będziemy szukać nowych rozwiązań.
Póki mamy siłę i ten przysłowiowy power, warto jeszcze paru rzeczy spróbować. Jeszcze z kimś się spotkać i doświadczyć czegoś innego. Myślę, że następna płyta może być pewną niespodzianką.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Jerzy Bojanowicz
Fot. Studio4You Nowe Media
Grzegorz Skawiński urodził się 06.07.1954 roku w Mławie. Talent muzyczny przejawiał od najmłodszych lat, a jego ukochanym instrumentem zawsze była gitara. W szkole średniej, razem z Waldkiem Tkaczykiem, stworzył zespół Kameleon, z którym zdobył wiele nagród i wyróżnień na różnego rodzaju konkursach i przeglądach. Grał m.in. w takich zespołach, jak: Horoskop i Akcenty, który później zmienił nazwę na Kombi. Z tamtego okresu pochodzi wiele hitów: "Słodkiego, miłego życia", "Black and white", "Nasze rendes-vous". Potem była grupa Skawalker, następnie O.N.A. z charyzmatyczną Agnieszką Chylińską w roli wokalistki. 25 stycznia 2003 roku grupa zakończyła swoją działalność. Grzegorz Skawiński, Waldemar Tkaczyk i Jan Pluta powołali Kombii, znane m.in. z przeboju "Pokolenie". 
|