 Od Tijuany po Cancún
Chichén Itzá - najlepiej zachowany ośrodek Majów, znajdujący się w meksykańskiej części Jukatanu, znalazł się na niedawno ogłoszonej liście "7 cudów świata". I chociaż budzi ona kontrowersje, bo wyjątkowych budowli i miejsc są na naszym globie co najmniej setki, obiektywne wybranie zaś z nich tylko siedmiu "najwspanialszych" jest, moim zdaniem, niemożliwe, to cieszy fakt, że na liście znalazł się ten wspaniały zabytkowy zespół architektoniczny. Zwróci to bowiem uwagę świata na skarby przeszłości i współczesności Meksyku, jednego z najbardziej fascynujących państw świata
Cezary Rudziński
O egipskich piramidach i Sfinksie, świątyniach Karnaku, Luksoru czy Abu Simbel nad Nilem słyszał chyba każdy absolwent szkoły podstawowej. Podobnie jak o antycznych ruinach Grecji i Rzymu czy chińskim Wielkim Murze. Ale nawet ludzie znacznie lepiej wykształceni na ogół niewiele wiedzą o równie cennych zabytkach, które znajdują się po zachodniej stronie Atlantyku - w Meksyku, który rozciąga się po obu stronach Zwrotnika Raka, od Tijuany na północnym zachodzie nad Pacyfikiem po leżący najdalej na wschodzie kurort Cancún nad Atlantykiem - w kraju ogromnym, liczącym blisko 2 mln km kw. powierzchni, a więc ponad 5 razy większym niż Polska, zamieszkiwanym przez ponad 90 mln ludzi. Bogatym w zabytki epoki prekolumbijskiej i kolonialnej (ponad 20 miejscowości bądź zespołów architektonicznych i archeologicznych trafiło już na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO), a także imponujące budowle współczesne. Bogatym we wspaniałą przyrodę - pod tym względem Meksyk jest jednym z trzech najbogatszych krajów świata, mozaikę ludzi i ich języków (rdzenni Meksykanie stanowiący nieco ponad 10 proc. mieszkańców kraju tworzą 56 indiańskich grup językowych), kultur, obyczajów, kuchni itp., wreszcie oferującym gościom wspaniałe kąpieliska, m.in.: Acapulco, Cancún, Puerto Vallarta, i miejsca wypoczynkowe.
Olmekowie, Majowie, Toltekowie, Aztekowie...
Dzieje ziem, które należą współcześnie do Meksyku, sięgają XV w. p.n.e. Wówczas to powstawały pierwsze osady najstarszej znanej kultury - Olmeków. Później pojawiły się następne: Zapoteków, Majów, Tolteków, Misteków, Azteków. Na początku XVI w. n.e. pojawili się hiszpańscy konkwistadorzy i położyli kres ich rozwojowi. Trzy wieki później powstał niepodległy Meksyk, rozpoczął się długi i krwawy (kraj stracił blisko połowę terytorium, m.in. Teksas) proces tworzenia nowego narodu. To tylko najważniejsze momenty w niezwykle ciekawej historii tego kraju.
Po kulturach prekolumbijskich pozostały liczne budowle i inne pamiątki, całe zespoły architektoniczne, a proces ich odkrywania trudno uznać za zakończony. Kompleks Chichén Itzá jest rzeczywiście wspaniały, ale to tylko jeden z kilku. Jego centralną budowlą jest El Castillo - Wielka Piramida zbudowana przez Majów około 800 r. n.e. Poświęcono ją bogu Kukulcanowi (Quetzalcoatlowi), a jej konstrukcja potwierdza ogromną wiedzę astronomiczną Majów. W dniach wiosennego (21 marca) i jesiennego (21 września) zrównania dnia z nocą cień rzucany na północną stronę 24-metrowej wysokości El Castillo powoduje u patrzących na nią złudzenie, że po schodach piramidy pełzają węże. Na piramidę tę można wchodzić po stromych, kamiennych schodach z każdej z czterech stron świata. Wymaga to sporego wysiłku i braku lęku przestrzeni. Z góry roztacza się wspaniały widok na inne budowle zespołu: Świątynię Wojowników, Zespół Tysiąca Kolumn, Dom Mniszek, Obserwatorium Astronomiczne, Grób Wielkiego Kapłana, największe w Ameryce Środkowej antyczne boisko do gry w pelotę oraz Świętą Studnię, w której według wierzeń Majów mieszkał bóg deszczu Chaca. Na szczycie piramidy znajduje się Świątynia Kukulcana, a w jej wejściu z kolumnami w kształcie wężów Miejsce Mocy, w którym po rozłożeniu rąk czuje się przypływ nieznanej energii.
Jeszcze trudniejsze jest wejście do wewnętrznej, mniejszej piramidy, na szczycie której jest komora, a w niej kamień ofiarny chacmool i jasnoczerwony kamienny tron w kształcie jaguara inkrustowany jadeitem. Schody do tej komory są równie strome, a przy tym wewnętrzne, a więc nie powinni tam przebywać ludzie z klaustrofobią. A ponieważ w środku panuje temperatura 40-50 stopni - także chorzy na serce i mniej odporni. Nierzadko na wejście - tak było w moim przypadku - trzeba czekać dosyć długo, bo ratownicy muszą ewakuować jakąś zbyt wierzącą we własne siły osobę, a w warunkach tamtejszej ciasnoty, temperatury i ograniczonego dopływu powietrza jest to operacja skomplikowana.
Podobnej jak Chichén Itzá rangi zabytków jest w Meksyku więcej. Chociażby Palenque odkryte w dżungli w 1787 roku, ale badane dopiero od lat 30. XX wieku i ciągle tajemnicze. Jego początki sięgają 100 r. n.e., upadło prawdopodobnie w VIII wieku. To też miejsce, którego, zwiedzając Meksyk, pominąć nie wolno. Znajdują się tam ruiny wspaniałych budowli oraz rzeźb i dekoracji. Najważniejsze z nich to Świątynia Inskrypcji - piramida z grobowcem władcy Pakala (panował od 616 do 683 roku), pałac z obserwatorium astronomicznym, kilkanaście świątyń, m.in.: Słońca, Krzyża, Hrabiego.
Najwięcej zabytków prekolumbijskich znajduje się na półwyspie Jukatan. Obok Chichén Itzá najważniejszym jest Uxmal, również miasto Majów. Większość zachowanych tam budowli pochodzi z VI-X wieku, m.in.: 35-metrowa Piramida Wróżbity, zespół budowli nazwany przez Hiszpanów Czworokątem Mniszek, Wielka Piramida oraz równie pięknie zdobiony kamiennymi dekoracjami Pałac Namiestnika z IX-X wieku, przed którym stoi Ołtarz Jaguarów. Architektura niektórych zbudowanych przez Majów przejść i korytarzy przypomniała mi młodsze od nich o kilkanaście wieków Mury Cyklopie w Mykenach na Peloponezie w Grecji. Zaś na kamieniach przed tym pałacem udało mi się "upolować" obiektywem przepiękną, wygrzewającą się w słońcu iguanę.
Z najstarszych zabytków, które zdążyłem zobaczyć na swojej liczącej ponad 4 tys. km trasie, polecam także rezerwaty archeologiczne Monte Alban - w przeszłości najwspanialsze miasto Zapoteków z kilkoma zespołami świątyń i grobowców w kształcie piramid oraz obserwatorium astronomicznym. Wcześniej, około 500 r. p.n.e., na miejscu tym żyli Olmekowie, a ich zachowane płaskorzeźby prezentowane są w miejscowym muzeum. Po upadku tego ośrodka Zapotekowie mieszkali w odległym o kilkadziesiąt kilometrów mieście-państwie Mitla, z którego wyparli ich Mistekowie. To oni zbudowali większość zachowanych w nim budowli.
Do najsławniejszych miejsc prekolumbijskich należy również znajdujące się w pobliżu stolicy kraju Teotihuacán. Od II w. n.e. do około 650 roku było ono jednym z największych miast: liczyło ok. 125 tysięcy mieszkańców. Mocne wrażenie robi tamtejsza kilkusetmetrowej długości centralna Aleja Zmarłych, piramidy: Słońca, zbudowana z około 2,5 mln ton kamieni, i Ziemi oraz Księżyca, świątynia Quetzalcoatla, zespół pałacu Quetzalpapalotla i inne budowle.
Najludniejsze miasto świata
Ciudad México po hiszpańsku, Mexico City po angielsku i miasto Meksyk w polskiej wersji jego nazwy, to najludniejsze miasto świata - liczy około 25 mln mieszkańców. Na poznawaniu go można spędzić wiele tygodni, ciągle znajdując coś nowego i godnego uwagi, posiada bowiem liczne zabytki, muzea i inne atrakcje. Miasto powstało na miejscu azteckiej stolicy Tenochtitlánu wybudowanej w XIV-XV wieku na wyspie otoczonej płytkim jeziorem Texcoco, które wyschło i zostało później zabudowane. Z epoki prekolumbijskiej od zniszczeń dokonanych przez europejskich najeźdźców ocalały tylko ruiny świątyni Templo Mayor. Wspaniałe są natomiast zabytki kolonialne. Przy centralnym Placu Konstytucji, jednym z największych w świecie, potocznie zwanym Zócalo, główną budowlą jest wznoszona od 1525 roku przez 3 stulecia Catedral Metropolitana - największy kościół Ameryki Łacińskiej. Pełna arcydzieł wewnątrz, z barokowym ołtarzem królewskim na czele. Oszałamiająca jest też fasada, cała pokryta rzeźbami świętych, stojącej obok El Sagrario Metropolitano Kaplicy Najświętszego Sakramentu. Sąsiednią pierzeję Zócalo zajmuje Pałac Narodowy zbudowany na miejscu siedziby azteckiego władcy Montezumy. Największą jego atrakcją są ogromne malowidła sławnego meksykańskiego malarza Diego Rivery. Wykonane pod koniec lat 20. i w 30. XX wieku przedstawiają historię Meksyku.
W stolicy jest wiele innych świątyń z okresu kolonialnego wartych zobaczenia ze względu na architekturę, ołtarze bądź inne elementy zdobnictwa. Przykładowo tylko wymienię Templo de la Ensenanza, Iglesia de la Santissima Trinidad, de San Juan de Dios, San Hipólito czy zamieniony na muzeum mebli kościół El Carmen. Warto przypomnieć, że już w 1857 roku w okresie reformy wprowadzono w konstytucji meksykańskiej rzeczywisty rozdział kościoła i państwa, z konfiskatą kościelnych dóbr, a nawet świątyń. Procesy te pogłębiła rewolucja lat 1910-1917. Osobne pozycję wśród stołecznych miejsc kultu zajmuje najczęściej odwiedzana świątynia obu Ameryk - Sanktuarium de Guadalupe - miejsce pielgrzymek do cudownego obrazu odciśniętego według legendy na tunice pierwszego indiańskiego świętego katolickiego Juana Diego. W zespole tym znajdują się: Stara i Nowa Bazylika, baptysterium, kościół kapucynów, kaplice: Indian i Del Pocinto, dzwonnica z dzwonami ufundowanymi przez polskich ludwisarzy oraz ogromy pomnik papieża Jana Pawła II. Wspomnę, że w mieście znajduje się także pomnik Mikołaja Kopernika. W poszczególnych dzielnicach stolicy znajdują się setki innych wartych zobaczenia budowli, miejsc i muzeów. Najsłynniejszym i szalenie ciekawym jest Narodowe Muzeum Antropologiczne poświęcone dziejom poszczególnych regionów kraju. Warto zwiedzić też między innymi muzea: Sztuki, Sztuki Współczesnej oraz San Carlos - z największymi w kraju zbiorami sztuki europejskiej, Historii, Kultury, Dom-Pracownię malarza Davida Siqueirosa.
Skarby prowincji
Liczne wspaniałe zabytki epoki kolonialnej znajdują się w wielu miastach i miasteczkach. Wspomnę tylko o paru, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Przepięknie położone na zboczach gór, z malowniczymi uliczkami i placykami oraz domkami jest "miasto srebra" Taxco, a w nim także piękny kościół św. Priski (Iglesia de Santa Prisca) ufundowany przez José de la Borda - odkrywcę tamtejszych przebogatych złóż srebra. Sławne wyroby z niego, łączone ze szlachetnymi i półszlachetnymi kamieniami, z których słynie miasto, przyciągają do Taxco dziesiątki tysięcy turystów. W czwartym pod względem wielkości mieście kraju - Puebla - najciekawsze jest, znajdujące się na liście UNESCO, historyczne centrum oraz XVII-wieczna katedra z przepięknym ołtarzem głównym. Godne uwagi są także kościoły: św. Krzysztofa (San Cristóbal), de la Compana - szczycący się m.in. relikwiami św. Faustyny Kowalskiej, św. Dominika (Santo Domingo) ze wspaniale zdobioną, jedną z najpiękniejszych barokowych w kraju, kaplicą różańcową (Capilla del Rosario). Wśród wielu zabytkowych domów przewodnicy pokazują XVIII-wieczny, należący do sławnego tenora Placida Domingo.
Urocza jest Cuernavaca z zespołem katedralnym i starym miastem. Podobnie Oaxaca, także z listy UNESCO. Z uliczkami przecinającymi się, jak w większości zabytkowych meksykańskich miast, pod kątem prostym, placykami i katedrą przy centralnym placu Zócalo. I z baśniowym wręcz kościołem św. Dominika, budowanym przez dwa wieki, od 1572 roku, z połączeniem wewnątrz stylu romańskiego, gotyckiego, mauretańskiego i baroku, oraz zrośniętym z tą świątynią byłym klasztorem dominikanów, zamienionym w Centrum Kulturalne ze wspaniałymi zbiorami muzealnymi. Takich przepięknych miast i miasteczek jest o wiele więcej.
Nieoczekiwanych przeżyć i wrażeń dostarczyć mogą w Meksyku nawet wioski. Mnie spotkało to w dwu zamieszkanych przez potomków Majów w stanie Chiapas. Tamtejszy katolicyzm przesycony jest dawnymi wierzeniami i obrzędami. To, co zobaczyłem w kościele w San Juan Chamula - a byłem już na różnych kontynentach i wyspach w paru tysiącach świątyń różnych religii i wyznań, uczestniczyłem w setkach, niekiedy zaskakujących, obrzędów religijnych - okazało się wręcz szokujące. Żałowałem, że wewnątrz obowiązuje absolutny i skrupulatnie przestrzegany zakaz fotografowania. Zresztą w wiosce mieszkańcy też nie godzą się na nie.
Całą posadzkę tej świątyni z czasów kolonialnych o pięknie odnowionym frontonie, pokrywało siano. Stało na niej kilkanaście stołów z płonącymi lampkami. Na sianie małymi grupkami siedzieli przy świecach Majowie, ich kobiety i dzieci. Inni modlili się przed licznymi ołtarzami i kapliczkami w sposób żarliwy, ale niekiedy, jak gdyby spierając się z bogiem czy świętymi. Indianki w trakcie modlitwy składały na posadzce świątyni ofiary: z jajek, darów zawiniętych w stare gazety, zarzynały na miejscu kury, a wszystko to polewały jakimiś płynami z butelek. Z zaciekawieniem obchodziłem niezliczone ołtarze i kapliczki wzdłuż wewnętrznych ścian kościoła, notując imiona świętych, którym zostały poświęcone.
W tej pełnej niesamowitej atmosfery i jakiegoś mistycyzmu świątyni nagle odezwał się dzwonek telefonu komórkowego, a młody Indianin, stojący tyłem do głównego ołtarza, zaczął swobodną rozmowę. W innej wiosce Majów - Zinacantán - zaproszony zostałem do zamożnego, w lokalnej skali, domu i mogłem obserwować, jak gospodyni na otwartym palenisku w kuchni bez komina przygotowywała podpłomyki na wieczerzę. A inna kobieta troskliwie chroniła niemowlę przed oczyma ludzi i obiektywem aparatu, aby nie zostało ono zauroczone.
Egzotyczna przyroda i plaże z hollywoodzkich seriali
Meksyk to także wspaniała przyroda. Na północy ma suche, nieprzyjazne ludziom pustynie, na południowym wschodzie tropikalne lasy. Narodową rośliną są wielkie kaktusy. Z agaw pędzi się dwa rodzaje mocnych alkoholi: tequilę i mezcalę, których miałem okazję nie tylko spróbować, lecz także zapoznać się z procesem ich produkcji. Niektóre egzemplarze meksykańskiej flory są czymś niezwykłym nie tylko w skali tego kraju. W wiosce Maria de Tule w stanie Oaxaca rosną w pobliżu siebie trzy stare drzewa, nazywane Ojcem, Synem i Wnukiem. Najstarsze z nich liczy około 2 tysięcy lat, średnie tysiąc, najmłodsze "zaledwie" około 500. Ojciec nie jest co prawda najstarszym, ale jednym z największych drzew świata. Ma około 60 metrów w obwodzie, średnicę blisko 15 metrów, a wysokość 42 metry. Jego kubaturę uczeni obliczyli na 817 metrów sześciennych., zaś wagę na 636 ton! W Teotihuacánie w pobliżu słynnych piramid spotkałem inne ciekawe drzewa: wysokie coloriny, których halucynogenne owoce przypominające wyglądem wiśnie wykorzystywane były już podczas krwawych obrzędów przez azteckich kapłanów.
Nie mniej godna uwagi jest meksykańska fauna. W kanionie El Sumidero w pobliżu granicy gwatemalskiej zaskoczyły mnie całe kolonie sępów wygrzewających się na piasku, czy krążących wysoko nad ziemią. Na brzegach rzeki i jej płyciznach, nie odróżniając się od starych kłód, czyhały na zdobycz kajmany. Z kolonii różowych, a właściwie pomarańczowych flamingów - ich barwa jest rezultatem miejscowego pokarmu - słynie rezerwat przyrody Celestún na Jukatanie. Trochę trudno podpłynąć do nich z aparatem, ale udało się. Łatwiej poszło z pelikanami. Trafiłem też na dosyć rzadki, ale niezwykle jadowity gatunek żmii colarillo (koralowej). Płynęła kilka centymetrów pod powierzchnią wody. Miała kilkadziesiąt centymetrów długości i piękne barwy: poprzeczne czarne, żółte i koralowe pasy. Indiański wioślarz ostrzegł mnie, że jeżeli ukąsi, to koniec. Na podanie surowicy jest tylko 7 minut. Później na ratunek jest za późno, człowiek umiera.
Meksyk to także oryginalna kuchnia, wszechobecna muzyka z ulicznymi orkiestrami, sławni mariachi - muzycy weselni w kapeluszach o bardzo szerokich rondach, z gitarami, ale wynajmowani także na przykład przez kawalerów, aby grać serenady pod oknami ukochanej. Gości ze świata przyciągają również bardziej lub mniej sławne kąpieliska nadmorskie i inne miejscowości wypoczynkowe. Jest ich wiele, bo meksykańskie wybrzeża Pacyfiku, Atlantyku i Zatoki Meksykańskiej ciągną się tysiącami kilometrów. Wspomnę o trzech najbardziej znanych. Najdłuższe tradycje ma Acapulco położone nad jedną z najpiękniejszych zatok wybrzeża Pacyfiku. Miasto to założyli Hiszpanie w XVI wieku, było ono głównym portem kraju obsługującym handel dalekowschodni. W latach 40. XX wieku ówczesny prezydent kraju zdecydował, że będzie ono głównym ośrodkiem wypoczynkowym kraju. Szybko pojawiły się w nim hollywoodzkie gwiazdy, Acapulco weszło na światową listę miejsc, w których "wypada" odpoczywać. Nadal jest sympatyczne, jego plusem jest zaś to, że luksusowe przeważnie hotele nadmorskie stoją przy nadmorskim bulwarze, z którego blisko jest zarówno do historycznego centrum, jak i niezliczonych restauracji, barów i lokali rozrywkowych.
Rozciągające się na długości 40 km Puerto Vallarta "odkryte" zostało przez hollywoodzkie gwiazdy w latach 60., a u nas spopularyzowane przez amerykańskie seriale. Najmłodsze z tej trójki - Cancún - jeszcze w latach 60. XX wieku było piaszczystą wysepką i wioską rybacką zamieszkaną przez około setkę ludzi. Rząd zdecydował jednak o zbudowaniu w tym miejscu wielkiego centrum turystycznego, do którego przyjeżdża obecnie ponad 2 miliony ludzi rocznie. Isla Cancún - 23-kilometrowej długości wąska wyspa - połączona została z lądem dwoma mostami i przekształcona w strefę hotelową. Położone przy niej luksusowe obiekty robią wrażenie, ale warto podkreślić, że nawet najdroższe hotele nie mają monopolu na plaże i dostęp do Atlantyku. W Meksyku każdy ma prawo wstępu na plażę. Tyle, że tubylców spotykałem na cancúńskiej niewielu, przeważnie w niedzielę. Bo to miejsce na kieszeń niewielu z nich.
Ale oprócz tych trzech miejscowości oraz dziesiątków mniej znanych, od paru lat powstaje nowy luksusowy region wypoczynkowy: Riwiera Majów. Rozciąga się on na południe od Cancún i oprócz bajecznych piaszczystych plaż, ciepłej czystej wody, nowoczesnej, luksusowej bazy hotelowo-gastronomicznej w jej pobliżu znajduje się druga co do długości na świecie rafa koralowa, a podwodne i nadwodne nad nią pływanie to coraz popularniejsze hobby. Można więc oczekiwać, że Playa del Carmen i inne miejscowości Riwiery Majów staną się numerem jeden wśród meksykańskich kurortów.
Meksyk zapewnia więc różnorodne formy interesującego spędzania czasu. Od poznawania wspaniałych zabytków, poprzez rozmaitość oferty kulturalnej, przyrodniczej, kulinarnej, po mniej lub bardziej luksusowy wypoczynek na piaszczystych plażach. Nie jest to kraj tani, ale wart swojej ceny. I nie tak niebezpieczny, jak straszą niektórzy. Chociaż w Ciudad México, podobnie jak w większości wielkich aglomeracji nie tylko latynoskich, są dzielnice, które lepiej omijać nawet w dzień. A w nocy lepiej uważać i w dobrych. Ale to kraj, który naprawdę warto poznać. A jak się go już trochę "liźnie", to na pewno zechce się tam wracać.
Fot.: Cezary Rudziński









|