 25 lipca ponad 40 000 widzów obejrzało koncert zespołu Rolling Stones zorganizowany na Torach Wyścigów Konnych na warszawskim Służewcu. W marcu wiele gazet i czasopism opublikowało wspomnienia tych, którzy w 1967 roku obejrzeli legendarny koncert zespołu Rolling Stones w warszawskiej Sali Kongresowej. Legendarny, gdyż publiczność oglądała wykonawców, którzy byli na absolutnym topie (no, Beatlesi byli wyżej!), a pod Pałacem Kultury i Nauki miała miejsce regularna zadyma: tłum fanów kontra milicja
Jerzy Bojanowicz
Nie tylko te koncerty odbyły się w Polsce właściwie przez przypadek. 40 lat temu z występu Stonesów zrezygnowała Moskwa i w trasie zrobiła się dziura, którą zapchano Warszawą. Dla wykonawców nie miało to wielkiego znaczenia, bo oba miasta leżały za Żelazną Kurtyną. Dopiero później występ w Moskwie, najlepiej na Placu Czerwonym, wielu artystów traktowało prestiżowo. A w 2007 roku?
- Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że tegoroczny koncert zawdzięczamy Ukraińcom, ponieważ koncert w Kijowie mieliśmy przygotować jako współpromotor z lokalnym promotorem - Viva Art miała kontrakt z zespołem Rolling Stones - wyjaśnia Marek Szpendowski, współwłaściciel Viva Art Sp. z o.o. - Przyznam, że nie chciałem organizować koncertu w Polsce, bo rok wcześniej przyjazd zespołu odwołano (Keith Richards na Fidżi spadł z palmy i zespół anulował część trasy), po drugie, wówczas miała go organizować inna firma i - ponieważ wiem, że nie wszyscy otrzymali zwrot pieniędzy za bilety - nie chciałem ryzykować takiego problemu. Jednak w pewnym momencie sytuacja polityczna na Ukrainie nieco nas przeraziła i w maju zdecydowaliśmy o przeniesieniu koncertu do Polski.
Na organizację tej masowej imprezy mieliśmy praktycznie dwa miesiące, ale... w 1998 roku też mieliśmy dwa miesiące, gdyż tamten koncert "zawdzięczamy" Czechom. My organizowaliśmy koncert w Moskwie i też nie planowaliśmy go w Polsce, natomiast koledzy z Czech mieli go zorganizować w Chorzowie. Gdy jednak na linii zespół - czeski promotor coś zaiskrzyło, 2 czerwca zatelefonowano do mnie i spytano, czy jednak nie zgodziłbym się na zrealizowanie polskiego koncertu, który był zaplanowany w połowie sierpnia. Tak więc moje dotychczasowe kontrakty z zespołem to najkrótsze, wręcz sprinterskie, działania promocyjne.
Gigantyczna scena
Kiedy zespół po raz pierwszy wystąpił w Polsce, jego dyskografia liczyła 6 albumów, w tym jedną składankę. Dziś jest to 30 studyjnych płyt oraz drugie tyle koncertowych i składanek. Płyta "A Bigger Bang" ukazała się we wrześniu 2005 roku, ale już na majowej konferencji prasowej Mick Jagger przedstawił plany nowej trasy koncertowej, która oficjalnie rozpoczęła się 21 sierpnia 2005 roku dwoma koncertami w bostońskim Fenway Park. Nieco wcześniej, w Phoenix Concert Theatre, zespół zagrał dla tysiąca osób, które za wstęp płaciły po... 10 dolarów.
Trasa Bigger Band została podzielona na 5 części: USA/Kanada (2005) - 43 koncerty, Ameryka/Azja/Australia/Nowa Zelandia (zima/wiosna 2006) - 33 (m.in. w Szanghaju), Europa (lato 2006) - 19, USA (jesień 2006) - 21 i Europa (lato 2007) - 30 koncertów (m.in. w Bukareszcie, Budapeszcie, Brnie, Warszawie i Sankt Petersburgu), z których trzy ostatnie odbyły się pod koniec sierpnia w londyńskiej 02 Arena. Od 2005 roku trasę obejrzało ok. 5 mln osób, które w kasach organizatorów (wg Billboard.com) zostawiły 500 mln dolarów. W tej statystyce ujęto prawie 2 mln widzów, którzy na słynnej plaży Copacabana (Rio de Janeiro) obejrzeli Stonesów za darmo (nie jest to rekord, bo w 1994 roku na koncert Roda Stewarta przyszły 3 mln widzów). A by umożliwić muzykom i członkom ekipy bezpieczne dojście na scenę, została ona z hotelem połączona wybudowaną nad ulicą ok. 100-metrową kładką.
A Bigger Bang Tour chwali się największą sceną, jaka, jeszcze niedawno, jeździła po świecie: 32 m wysokości, 100 m szerokości i 30 m głębokości (masa 550 t). Prace nad scenografią autorstwa Marka Fischera i Patricka Woodrowa trwały 6 miesięcy.
- Od strony organizacyjnej tegoroczny koncert był znacznie trudniejszy. W 1998 roku zespół wystąpił na stadionie, który w dużej mierze jest "przygotowany" do realizacji koncertów. Na Wyścigach mieliśmy do dyspozycji szczere, ogrodzone pole (a czasami ogrodzenie jest problemem), na którym musieliśmy zrobić wszystko: począwszy od zniwelowania koparkami terenu, na którym miała stanąć scena, by różnica poziomów nie przekraczała 1 cm, przez postawienie garderób, po stworzenie praktycznie całej infrastruktury - mówi Marek Szpendowski.
- Podobnie było, bo też niczego nie było, w 1996 roku, gdy na lotnisku na warszawskim Bemowie organizowaliśmy koncert Michaela Jacksona. Chociaż nie, było łatwiej, bo było betonowe podłoże, a na Służewcu zdejmując warstwę ziemi, zastanawialiśmy się, kiedy wystąpi woda, bo wody gruntowe są bardzo płytko! A ponieważ mogło to spowodować osiadanie sceny, więc na wszelki wypadek ściągnęliśmy z Niemiec 5300 mkw. specjalnych płyt metalowych (tzw. box panele), które usztywniły podłoże. Także z Niemiec przyjechały trybuny, których postawienie było naszym życzeniem. Wynajęliśmy sprzęt, bo to od nas zależało, czy będą potrzebne 2 czy 3 dźwigi, 10 czy 15, jak tu, wózków widłowych itp. I również pod tym względem poprzedni koncert był "mniejszy", gdyż podczas przygotowań do niego korzystaliśmy z mniejszej liczby "akcesoriów".
Kolejna różnica wynika z tego, że im dłużej zespół gra, tym więcej rzeczy ma precyzyjnie zaplanowanych, bądź trudniej go zadowolić. Administracja bardzo precyzyjnie planowała każdy krok członków zespołu: nie było miejsca na improwizację, a 8 lat temu zdarzały się nieprzewidziane sytuacje. Teraz były tysiące stron dokumentów, nieustanna wymiana korespondencji, a następnie dziesiątki ludzi obsługujących zespół (nie wiem, czy wszyscy byli niezbędni) i większa izolacja promotora od zespołu.
Wybudowanie sceny z zapleczem, co zajmuje wiele dni, a następnie realizacja koncertu to w przypadku megagwiazd olbrzymie przedsięwzięcie. Zarówno pod względem technicznym, jak i logistycznym. To sztab ludzi: techników, dźwiękowców, oświetleniowców itp. - Wszystko jest szczegółowo planowane, opracowujemy scenariusze awaryjne, jesteśmy także przygotowani na różne warianty pogodowe - zapewniał Robert Hale, koordynator techniczny koncertu, współpracujący ze Stonesami od 1995 roku. - Cała trasa jest także ubezpieczona od następstw ewentualnych nieszczęśliwych wypadków. Na razie jednak na szczęście nic złego się nie przydarzyło oprócz stłuczeń palców przy zbijaniu elementów sceny.
Organizatorzy, poza zasilaniem żarówek w pokojach biurowych, nie korzystali z miejskiej sieci energetycznej. Zespół przywiózł ze sobą dwa potężne tiry-generatory, które produkowały energię elektryczną (nagłośnienie - 800 A, oświetlenie - 600 A, ekrany itp.) w ilości - jak twierdzi Hale - wystarczającej gdziekolwiek na świecie do zasilenia małego miasteczka. Natomiast prąd na zaplecze i do punktów gastronomicznych wytwarzało 15 mniejszych generatorów postawionych przez organizatora.
Nerwowe godziny
23 lipca autokar z 50 pielgrzymami spadł pod Grenoble w 30-metrową przepaść. W tej największej katastrofie polskiego autokaru za granicą zginęło 27 osób. W kraju ogłoszono 3-dniową żałobę, która kończyła się w środę o północy.
- Gdy zastanawiano się, czy ogłosić żałobę narodową po katastrofie, kończyliśmy budowę sceny - wspomina Szpendowski. - Kiedy podjęto decyzję, wiedzieliśmy, że jest możliwość organizacji koncertu, którego nie mogliśmy odwołać, ani - co sugerowano - którego rozpoczęcia nie mogliśmy przesunąć o te kilka godzin, po północy, bo wówczas istniało ryzyko, że Rolling Stonesi nie zagrają w Sankt Petersburgu. Ten koncert był trzy dni później, ale trzeba było na czas dowieźć wyposażenie sceny. Uznaliśmy, że minuta milczenia plus inne podjęte przez nas działania to odpowiedni sposób uczczenia pamięci ofiar wypadku.
Bo podczas tej trasy równolegle stawiano trzy sceny, a właściwie ich szkielety (tzw. steel). Wypełniająca je tzw. produkcja (ekrany, monitory, nagłośnienie - 5 tirów głośników, światła itp.) była jedna. Po zakończeniu koncertu była demontowana i transportowana na nowe miejsce.
Wielki Wybuch
- Dobry wieczór Warszawo - tak Mick Jagger powitał warszawską publiczność, a później wykrzykiwał: Witam Polskę. Wyglądacie wspaniale.
Trudno po ponad 2 miesiącach relacjonować koncert. Większość z widzów była zachwycona. Moim zdaniem szwankowało nagłośnienie (dźwięk falował, jakby spychał go wiatr). Z drugiej strony, na koncert się chodzi, by przeżywać bycie razem we wspólnocie fanów. Warto jednak przypomnieć, że koncert trwał 2 godziny (mówiło się o 2,5). Zaczął się utworem "Start Me Up", gdy na przykład w Rio - "Jumpin' Jack Flash", a w Austin (Teksas) - "You Got Me Rocking", który również usłyszeliśmy w Warszawie. A później między innymi: "Ain't Too Proud To Beg", "Love Is Strong", "You Can't Always Get What You Want", w którym Jaggera wspomagała publiczność, "Miss You", "It's Only Rock'n'Roll", "Get Off My Cloud", "Honky Tonk Woman", "Paint It Black", "Brown Sugar" i "Satisfaction". Zaskoczyła mnie rozbudowana, wręcz jazzująca wersja "Midnight Rambler" i wykonanie "I've Got Crazy" z repertuaru Jamesa Browna. Oczywiście swoje kilkanaście minut miał Keith Richards.
- Chciałbym przedstawić zespół - powiedział Mick Jagger. Wymieniając wokalistkę Lisę Michell, dodał: jakie tanie buty, a mówiąc: on the drums, powtórzył: na perkusji.
Owację wzbudziła stylizowana na parowóz platforma, na której zespół "wjechał" w publiczność (54 m od sceny). Natomiast zaskoczył mnie brak hitów z ostatniej płyty.
- Rzadko się zdarza, by będący w trasie artyści wszędzie grali dokładnie to samo. Jest szkielet, oczywiście w programie są hity, ale artysta zawsze ma prawo wyboru i o repertuarze może decydować w ostatniej chwili. Tylko w muzyce klasycznej artysta i promotor dokładnie ustalają program występu, co jest jednym z punktów kontraktu. Są też inne względy, na przykład grany na wcześniejszych koncertach utwór "Sympathy for the Devil" w Warszawie celowo nie został wykonany ze względu na żałobę narodową - wyjaśnia Szpendowski.
Własna kuchnia
Koncert odbył się w środę, ale w warszawskim hotelu Hyatt zespół zameldował się w nocy z niedzieli na poniedziałek. Promotor zapowiadał spotkanie z mediami, ale... każdy członek zespołu przejechał osobną limuzyną i tylko przemknął przez tłum dziennikarzy. Co robili przez 3 dni? Charlie Watts był w Janowie Podlaskim (w sierpniu jego żona, Shirley Watts, tradycyjnie uczestniczyła w słynnej aukcji koni - odpadła na poziomie 150 tys. dolarów). A reszta? Swój prywatny czas spędzali za swoje pieniądze, płacili nawet za samochody - kierowcy podpisali deklaracje o zachowaniu tajemnicy.
Kiedyś po pobycie w Polsce megagwiazdy krążyły legendy o jej kaprysach, którym dogodzić musiał organizator. - Dziś "specjalne" życzenia mniej zaskakują - tłumaczy Szpendowski. - Wielu artystów przysyła rider techniczny i trzeba go zrealizować. Jeżeli czegoś w Polsce nie ma, to można sprowadzić z zagranicy. Każdy ze Stonesów ma swoje wymagania, które zaspokaja we własnym zakresie: wożą własne meble do garderób, mają swoją kuchnię. Mnie interesowało tylko, ile należy przygotować pomieszczeń, jakie ma być podstawowe wyposażenie (ile podłączeń prądu itp.). Musiałem też zapewnić odpowiednie miejsce na rozłożenie wożonego przez zespół pełnowymiarowego stołu do bilardu.
Uważanym za ekstrawaganckich, mającym dziwne zachcianki, artystom rockowym - tak jak i nam - przybyło lat. Są niezwykle spokojni, nie demolują hoteli, lecz siedzą grzecznie w pokojach i najczęściej - jak biznesmeni - korzystają z room service'u. Dlatego nie ma żadnych ciekawostek do opowiadania.
Kto następny?
Promotor dostał podziękowania od zespołu, managementu i agentów, które są swoistymi referencjami, bo w tej branży długo się pracuje na "nazwisko". Kiedy się je "wypracuje", nie potrzeba za każdym razem czyjejś rekomendacji. Natomiast gdyby koncert był źle zorganizowany, to taka wiadomość bardzo szybko rozeszłaby się po świecie i wtedy promotor musiałby swoją pozycję na rynku odbudowywać.
- Rolling Stones są najdroższym wykonawcą, którego koncert dotychczas organizowałem - deklaruje Marek Szpendowski. - Agent zespołu Rolling Stones, który jest również agentem Police, Genesis, U2 itd., natychmiast przysłał mi zapytanie, czy złożę ofertę na kolejne zespoły, co oznacza, że koncert był dobrze zorganizowany i wszyscy byli zadowoleni. Kilka lat temu w "zasięgu ręki" była Madonna, ale nie miałem sponsora. Niedawno, kiedy znów była "w zasięgu", rozmawiałem ze sponsorem, ale kiedy po długim czasie wyraził zgodę, to sprawa była już nieaktualna! Ale... w Polsce nie byli jeszcze Céline Dion, Prince, Bon Jovi, Police, którzy są w trasie i w 2008 roku do nas przyjadą, może znowu razem zagra Led Zeppelin. Jeszcze jest w kim wybierać.
Tymczasem trasa Bigger Bang chyba jeszcze się nie skończyła. Niedawno Ron Wood powiedział, że może ponownie wyjadą na nią w przyszłym roku. A fani mogą jeszcze raz przeżywać koncert, gdyż ukazał się 4-płytowy box DVD: 7 godzin materiałów muzycznych i dokumentalnych, ponad 55 utworów, dwa pełne koncerty z Austin i Rio de Janeiro, znaczące fragmenty koncertów z Japonii, Szanghaju i Buenos Aires oraz 6 piosenek po raz pierwszy zaprezentowanych na DVD i 6 piosenek nigdy wcześniej niewydanych, 20 minut duetów (Bonnie Raitt, Eddie Vedder, Dave Matthews i Cui Juan), a także materiały zza kulis i filmy dokumentalne z trasy.
Fot.: Viva Art





|