Ekskluzywny magazyn - Ważne wydarzenia

Strona głównaO VIPieRedakcjaReklamaMapa stronyWydawnictwo

  

Rozmowy VIPa
Ambasadorzy
Podróże VIPa
Styl VIPa
Gadżety VIPa
Auto dla VIPa
Okiem VIPa

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter Magazynu VIP, wpisz swój adres e-mail:
  

Zobacz, jak wygląda VIP

PRZEMYSŁAW SALETA - Gentleman na lodzie


Rok 2007 jest przełomowy dla Przemysława Salety. U boku nowa kobieta, jak zwykle piękna i jak zwykle "Ewa", debiut w roli redaktora naczelnego oraz zakończenie kariery bokserskiej. Od września kibicujemy mu w zmaganiach na lodzie, przy wywijaniu podwójnych axli i potrójnych tułupów w programie "Gwiazdy tańczą na lodzie"

Czy pomysł tańca na lodzie to wynik nudy i braku adrenaliny?
- Zbiegło się w czasie kilka rzeczy. Zdecydowałem się zakończyć karierę sportową i udział w tym programie jest swego rodzaju podkreśleniem medialnym. Nie ma większej opozycji do boksu niż łyżwiarstwo figurowe.

Można jeszcze tańczyć.
- Można, ale na "Taniec z gwiazdami" się nie zdecydowałem. Niezbyt dobrze czuję się na parkiecie. Nie lubię tańczyć.

To znaczy, że na imprezach podpierasz ściany?
- Generalnie nie tańczę. Ale to nie jest tak, że nie umiem albo nie słyszę jak grają. "Taniec..." jest zbyt poważnie traktowany, a tutaj co prawda stopień trudności jest wyższy, łatwiej się przewrócić, ale można też się pośmiać. Mniej liczy się potrójny axel czy tulup, więcej dystans do samego siebie.

Widzę, że słownictwo już opanowane...
- Aczkolwiek nie wiem, czym się różni jedno od drugiego...

Bokser w roli łyżwiarza figurowego to jak "wejście smoka". Żadnych obaw?
- Co z tego będzie, tak naprawdę nie wiem. Zacząłem intensywnie trenować od połowy sierpnia, a wcześniej nie jeździłem na łyżwach w ogóle.

Nawet w dzieciństwie?
- Nawet. W tej chwili jestem zadowolony z postępów, ale też wiem, że na początku o postęp jest najłatwiej. Chodzi o to, żeby się nie przewracać, ale też estetycznie wyglądać według kanonów łyżwiarstwa figurowego. A to już zupełnie inna bajka.

A co to za bajka?
- Na przykład w ramach treningu jazda na jednej łyżwie. Z równowagą nie mam problemów, umiem utrzymać się na jednej łyżwie. Jednak w momencie, kiedy trzeba mieć wyprostowaną nogę i stopę obciągniętą nagle poczucie równowagi jest zupełnie inne. Sylwetka powinna być prosta, a ja mam z boksu nawyk trzymania nisko brody i barków wypchniętych do przodu. Sporo jest takich niuansów.

Przyznaj się do swoich wpadek na lodzie. Przygniotłeś już niechcący swoją partnerkę?
- Wykonywaliśmy taką figurę i Agata w przysiadzie na jednej nodze, trzymając się przy tym mojej, usiadła na  ząbek w łyżwie i zrobiła sobie dziurę w pośladku. Nie wiadomo do końca, czy ona niefortunnie usiadła, czy ja miałem krzywo ustawione łyżwy... Jakiś czas temu, zawsze obecna na treningach pielęgniarka poprosiła mnie, żebym przychodził w kasku, bo oblewa ją fala gorąca, kiedy się przewracam.

Może ma powody?
- Tak naprawdę nie trudno zrobić sobie krzywdę. Upadek na lód jest twardy i można sobie momentalnie coś połamać, bez specjalnych problemów, z tym, że ja o tym pamiętam. Jeśli się przewracam, wiem, że jadę z kimś i staram się utrzymać łyżwy jak najdalej od partnerki. Słyszałem kilka historii o jeździe figurowej, jak na przykład partner wbił dziewczynie łyżwę w łydkę, a wyciągając wyrwał pół mięśnia. Takie rzeczy się zdarzają, a im ktoś gorzej jeździ, tym to prawdopodobieństwo jest większe. Jestem ponad dwa razy większy od Agaty, więc wiadomo, że w razie wypadku ona ucierpi bardziej.

Tego lata zdecydowałeś się zakończyć swoją karierę bokserską? Nie żałujesz?
- Żałuję, że nie doszło do walki z Andrzejem Gołotą. Za pierwszym razem przed terminem naszego pojedynku Andrzej otrzymał propozycję walki z Tysonem. Za drugim miał z kolei kontuzję łuku brwiowego. Żałuję, bez względu na wynik.

Uważasz, że wyszedłbyś zwycięsko z tej rozgrywki?
- Trenując do każdej walki, zawsze wierzę w to, że wygram. W przypadku Gołoty zdawałem sobie sprawę, że ma mocniejsze uderzenie i więcej doświadczenia w różnych walkach. Wydaje mi się, że mógłbym wygrać, bo na nim byłoby większe ciśnienie, a psychicznie nie jest zbyt mocny. Gdyby nie wygrał zdecydowanie, szybko, myślę, że w pewnym momencie, wcześniej czy później, zacząłby się łamać. To oczywiście moja percepcja całej sytuacji. Być może niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

Dlaczego pojedynek Saleta-Gołota miał dla Ciebie tak duże znaczenie?
- Na pewno byłaby to największa "polska walka". Polacy nie stanęli jeszcze razem na ringu. Pokazywani jesteśmy trochę w opozycji do siebie. Mówi się, że się nie lubimy, obracamy w różnych środowiskach. Ona powinna była się zdarzyć!

Teraz nie ma już na nią szans?
- Nie, ponieważ moja decyzja o wycofaniu się ze sportu jest ostateczna i podyktowana wieloma względami.

Jakimi?
- Jednym z powodów są względy osobiste. Po drugie, trzeba patrzeć realnie. Mając 39 lat człowiek nie żyje tylko i wyłącznie sportem, pół roku w tą czy w tamtą stronę ma znaczenie. Sport staje się raczej hobby. Czekałem na dużą walkę z DaVarrylem Williamsonem, która miała odbyć się w Stanach. Nie doczekałem się walki, ale mam sporo zainteresowań i kilka projektów, które chciałbym zrealizować. Sport wyczynowy jest taki, że trzeba się mu podporządkować w 100 proc., inaczej jest to niepoważne.

A czy nie jest tak, że gdybyś miał innego menedżera, jak Andrzej Gołota czy Dariusz Michalczewski, mógłbyś więcej osiągnąć?
- Myślę, że tak. Aczkolwiek w momencie, w którym przechodziłem na zawodowy boks, niespecjalnie miałem możliwość przebierania w propozycjach. Andrzej Gołota był brązowym medalistą igrzysk olimpijskich, w związku z czym dosyć łatwo znalazł w Stanach menedżera, a później dużego promotora. Darek Michalczewski był mistrzem Europy w boksie amatorskim, więc niemieckie Universum Box Promotion chętnie podpisało z nim kontrakt. Ja przeszedłem na zawodowstwo niejako na własną rękę, bez menedżera, po sukcesach w kick boxingu, ale w świecie boksu nie są one za specjalnie uznawane. W Stanach poznałem człowieka, który podpisał ze mną kontrakt i wyprowadziłem się. Tak naprawdę nie miałem wyjścia, bo wtedy w Polsce nie było jeszcze boksu zawodowego. Podpisałem kontrakt z tym, z kim mogłem. Tak wygląda rzeczywistość.

Ta rzeczywistość była Ci jednak przychylna. A zanim trafiłeś na ring, jak zrodziła się pasja do boksu? Ze szkolnych bijatyk?
- Nigdy nie byłem konfliktowy. Moi koledzy ze szkoły średniej czy podstawówki byli w wielkim szoku, kiedy zacząłem dosyć szybko odnosić sukcesy w kick boxingu. Pochodzę z Bystrzycy Kłodzkiej, a tam nie było możliwości uprawiania żadnego sportu walki. Trochę na własną rękę trenowałem kulturystykę, grałem w koszykówkę, siatkówkę. Generalnie we wszystko. Ale tak naprawdę, patrząc na moje świadectwo maturalne, miałem różne osiągnięcia dodatkowe, kursy recytatorskie albo olimpiada matematyczna. Stąd zaskoczenie kumpli.

Nigdy nie popadłeś w konflikt?
- Raz, w siódmej klasie.

Poszło o dziewczynę?
- Nie pamiętam, o co poszło. Pamiętam za to, że dziewczyna była sędziną tej rozgrywki. Rywal był ode mnie starszy. Walczyliśmy do pierwszej krwi i tak szczęśliwie go uderzyłem, że pękła mu warga i wygrałem. Ale to był czysty przypadek.

Szczęśliwie?! Jak w takim razie wygląda "nieszczęśliwie uderzenie"?
- Tak, że by mnie zlał!

Rozumiem. Byłeś wówczas nieśmiałym chłopcem?
- Tak. Myślę, że w dalszym ciągu w wielu sytuacjach taki jestem. Nie mogę powiedzieć, że teraz jestem nieśmiały, ale nie jestem przebojowy ani nie wpycham się wszędzie za wszelką cenę. Na pewno nie mam tupetu.

W którym momencie przyszła pewność siebie?
- Ciężko mi określić ten moment, ale na pewno, kiedy zacząłem odnosić sukcesy. Wtedy człowiek się realizuje, nabiera poczucia własnej wartości. W dużej mierze z powodu nieśmiałości nie wdawałem się w bójki. Nie mam poczucia, że muszę sobie cokolwiek udowodnić. Gdy zdarzały się sytuacje, że ktoś szukał draki, u innych osób kończyło się bijatyką, a ja zawsze potrafiłem się uśmiechnąć i wszystko przechodziło bokiem.

Twoje córki również są nieśmiałe?
- Młodsza, Nadia, na początku, szczególnie wobec mężczyzn, ale jak już się rozkręci... ma diabełki w oczach. Starsza córka, Nikole, jest spokojniejsza. Z tym że ma 13 lat i wchodzi w okres dorastania.

Ogląda się za chłopakami?
- Na pewno, ale mi tego nie mówi. Natomiast po tacie jest gadżeciarą. Lubię rzeczy techniczne, gry komputerowe. Nikole jest w tym naprawdę dobra. Różnią się od siebie. Młodsza jest córeczką tatusia. To jest taki rozkoszny wiek, kiedy hormony jeszcze nie buzują. Dziecko to dziecko, a nie mała kobieta. Bardzo ładnie też śpiewa.

Po tacie?
- Zdecydowanie nie po tacie, ale po mamie chyba też nie. Ma bardzo dobry słuch i dobrą pamięć. Ostatnio mnie zaskoczyła, w styczniu obie zrobiły dla mnie występ...

...z okazji nowego roku?
- Nie, tak bez okazji. Starsza ułożyła piosenkę i zaśpiewały ją z układem choreograficznym. Sześć miesięcy później odtworzyła ją w całości. Zszokowało mnie to! Zna też dużo słówek z angielskiego, których oczywiście wstydzi się używać, ale jak się ją zapyta, to powie.

Nieśmiałość to nieodłączna cecha młodych Saletów. A z czego lubisz się pośmiać?
- Systematycznie śmieję się z parodii Borewicza, które krążą w Internecie. Totalny hardcore! Serial "07 zgłoś się" jest zmontowany i ma podłożony głos. Poza tym mam filmy, które zawsze mogę obejrzeć: "Miś" albo "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz".

A potrafisz śmiać się z komentarzy na swój temat, na przykład na forach?
- Z zasady nie wchodzę na fora. W momencie, kiedy jest się anonimowym, można napisać wszystko. Zarówno o życiu osobistym, o którym każdy wie wszystko najlepiej, jak i sportowym, gdzie z kolei 99,9 proc. nawet nie stanęło na ringu.

Może jednak spróbujemy?
- Czytaj!

"Moim zdaniem to tylko taki macho, który chciałby przebierać w kobietach i zmieniać je jak rękawiczki".
- Na pewno tak nie jest. Ożeniłem się 1993 roku. W tym czasie, cokolwiek robię, znajduje się to w prasie, bo w pewnym stopniu jestem osobą publiczną. I tak naprawdę można przeczytać o dwóch żonach i trzech dziewczynach. To nie jest jakiś straszny wynik. Ale nie mam ambicji, żeby kolekcjonować kobiety.

"Kryzys wieku średniego: nowa laska. Ciekawe tylko na jak długo".
- Mam nadzieję, że na zawsze!

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Laszuk


Magazyn VIP to: Ekskluzywne czasopismo, kluby, marki, samochody | Elegancja | Ludzie biznesu | Luksusowy magazyn | Moda gwiazd Podróże artykuły |
Polskie gwiazdy | Profesjonalne salony urody | Relacje z podróży | Stylowe wyposażenie | Światowe sławy | Turystyka i rekreacja
Copyright by VIP Polityka, Biznes, Fakty (c) 2006 - Wszystkie prawa zastrzeżone. Projekt i wykonanie: Vega Internet Studio
Za pozycjonowanie tego serwisu odpowiada Sunrise System.