Ekskluzywny magazyn - Ważne wydarzenia

Strona głównaO VIPieRedakcjaReklamaMapa stronyWydawnictwo

  

Rozmowy VIPa
Ambasadorzy
Podróże VIPa
Styl VIPa
Gadżety VIPa
Auto dla VIPa
Okiem VIPa

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter Magazynu VIP, wpisz swój adres e-mail:
  

Zobacz, jak wygląda VIP

MATEUSZ KUSZNIEREWICZ - Dżentelmen w każdym calu


O szkolnych czasach, pierwszej miłości - nie tylko do łódki, Pekinie 2008 oraz byciu uczciwym i porządnym człowiekiem opowiada Mateusz Kusznierewicz

Jak na obecne czasy - szybkich karier, pogoni za pieniądzem - masz maniery dżentelmena. Takie cechy wynosi się z domu?
- Z całą pewnością tak. Przykład dają nam rodzice, później sami się rozwijamy. Wszystko, co nazywa się ułożeniem, spokojem czy przemyśleniem moich działań na pewno wyniosłem z domu. Rodzice bardzo szybko mnie usamodzielnili. Nie mieli problemu, żeby puścić mnie samego na wakacje czy w dalszą podróż. W wieku piętnastu lat kierowałem już niejako sam sobą. Żeglarstwo też mnie wychowało. Ludzie skupieni wokół tej dyscypliny są bardzo interesujący. Z charakterem, charyzmą, wieloma pozytywnymi cechami, rzadkimi w dzisiejszych czasach. Dużo wyniosłem ze sportu, ale oczywiście rodzice mieli olbrzymi wpływ na to, jakim dzisiaj jestem człowiekiem.

Bardziej mama czy tata?
- Oboje. Mama od strony emocjonalnej, natomiast tata od rozwojowej.

Od strony kariery?
- Niekoniecznie kariery. Tu nie chodzi o karierę ale o to, żeby cały czas się rozwijać, uczyć, iść do przodu. Dla siebie, nie dla innych.

Cofnijmy się troszeczkę w czasie. Jak zapamiętałeś okres beztroskiego dzieciństwa, podstawówki?
- Wspaniałe czasy, bo były właśnie beztroskie. Dzisiaj ten świat trochę inaczej wygląda. Mam sporo spraw na głowie, ale wtedy było cudownie. Szkoła podstawowa to najfajniejszy okres. Bardzo chciałem do niej chodzić. Zawsze lubiłem towarzystwo kolegów i koleżanek. Uczyłem się, może nie bardzo dobrze, ale dobrze. Pamiętam, że na pierwsze zajęcia zaprowadził mnie dziadek. Niestety, nie do tej klasy, do której byłem zapisany, więc siedziałem cały dzień cicho, nic nie mówiąc. Dopiero później zorientowałem się, że powinienem być zupełnie gdzie indziej.

Listy obecności nikt nie sprawdzał?
- Sprawdzał, ale jakoś mnie ominęła, a że ja zwykle się nie wychylam, więc tak sobie spokojnie przesiedziałem cały dzień.

Ciekawy początek. Co było później? Jakieś bijatyki?
- Może nie bijatyki, a psikusy. Było ich co niemiara. W dzienniczku mama musiała doklejać strony na uwagi.

Jakiego typu to były uwagi?
- Przeróżne: że robię psikusy swoim kolegom, albo spóźniam się notorycznie, bo zawsze grałem z kolegami w piłkę nożną. Chowanie jakichś rzeczy albo podrzucanie czegoś o ciekawym zapachu do tornistra koleżanki.

A pierwsze randki...
- Na pierwszą randkę z prawdziwego zdarzenia czekałem do pierwszej klasy liceum, ale pierwsze sympatie i pierwsze miłości były już w przedszkolu. Pamiętam, że Marta była najwspanialsza. Królewna w przedszkolu. Nie było spacerów ani trzymania się za rękę. Wszyscy się w niej kochali, ale nikt nie odważył się porozmawiać, bo byliśmy zbyt wstydliwi.

To Ci zostało. Do dziś jesteś zachowawczy.
- Tak? Może tak jestem wychowany. Czuję się lepiej w skromności niż przepychu i wychodzeniu przed szereg. Wolę posłuchać, co osoby mają do powiedzenia, niż miałbym przekrzykiwać.

A jakie wartości cenisz najbardziej?
- Zacznę od szacunku dla drugiej osoby. Miłość. Pomaganie innym, jeśli można to nazwać wartością. Umiejętność przyznania się do winy. I pokora.

Pokora zwykle przychodzi po trudnych doświadczeniach, a Ciebie one raczej ominęły w życiu.
- Ale możemy sobie wyobrażać różnego rodzaju sytuacje. Tego uczy sport. Wiem dobrze, że nie zawsze się wygrywa. Kiedy zająłem 18. miejsce w regatach, to uczy pokory, mimo że jestem mistrzem olimpijskim.

Zostając w kręgu igrzysk, masz na swoim koncie olimpijskie złoto z Atlanty i brąz z Aten. Planujesz przywieźć medal także z olimpiady w Pekinie w przyszłym roku?
- Moim celem jest walka o medal. Razem z Dominikiem Życkim na jachcie klasy Star. Ale zobaczymy. To jest sport. Będzie bardzo trudno. Wymagający akwen. Groźni rywale. Może się zdarzyć tak, że zdobędziemy medal, ale możemy też zająć 8. lub 14. miejsce. Nikt tego nie wie. Właśnie o to chodzi. Do ostatniego wyścigu trzeba być najlepszym. Na pewno znajdziemy sposób na to, żeby być najlepiej przygotowanymi i dać z siebie wszystko. Jedziemy jako pretendenci do medalu, chociaż wolałbym, żeby nas zostawiono w spokoju i skupiono się na innych... Myślę, że to będą bardzo ciekawe igrzyska. Moje pierwsze na innej łódce.

Przyzwyczaiłeś się już do tandemu?
- Tak. Bardzo mi to pasuje. Już nie mógłbym wrócić na mniejszą łódkę. To kolejna droga, mój świadomy wybór i bardzo fajnie to rozegrałem. Myślę, że w przyszłości będę żeglować na jeszcze większych jachtach. To jest właśnie piękne w żeglarstwie, że można pływać na różnych łódkach w zależności od wieku, preferencji i na przykład gabarytów. Ja jestem dużym facetem, więc wybieram większe. Mam marzenie, żeby w przyszłości startować w regatach na dużych jachtach. Może nawet w takich jak wyścigi o Puchar Ameryki. Ale to w przyszłości. Zobaczymy, jak moja kariera będzie się dalej rozwijała. Na razie priorytetem są igrzyska olimpijskie. Nie mogę jeszcze zdradzić szczegółów, ale w niedalekiej przyszłości szykuję coś ciekawego. Od przyszłego roku będę mógł śmiało o tym mówić. Oczywiście dalej będę startował na Starze. To jest bardzo ciekawe i pełne emocji.

Jaka jest różnica między żeglowaniem na dużych łódkach a żeglarstwem olimpijskim?
- Żeglarstwo olimpijskie jest amatorskie. Robimy to przede wszystkim dla przyjemności, satysfakcji z reprezentowania Polski na igrzyskach olimpijskich czy w mistrzostwach świata. Cały czas podróżujemy, trenujemy. Walczy się burta w burtę z wieloma przeciwnikami. Fala chlapie, łódki się wywracają, maszty rwą i łamią. Cały czas coś się dzieje.
Żeglowanie na dużym jachcie jest dużo spokojniejsze, monotonne, czasem nawet nudne. To jest zawodowstwo. Żegluje się za pieniądze. Właściciel jachtu albo całej załogi płaci za wszystko. Myślę, że może w przyszłości, kiedy już się trochę uspokoję i nasycę żeglarstwem olimpijskim, zajmę się żeglowaniem na dużych jachtach.
Teraz naszym głównym celem są mistrzostwa świata i kwalifikacje olimpijskie w tym roku, a w przyszłym igrzyska olimpijskie. Spędzamy bardzo dużo czasu na wodzie, około 260 dni w roku.

Niewiele pozostaje czasu wolnego. Jeśli już się znajdzie, jak go wykorzystujesz?
- Aktywnie. W domu nie mam nawet telewizora. Gdy chcę obejrzeć jakiś film, zapraszają mnie przyjaciele, albo idziemy do kina. Lubię chodzić do teatru i uprawiać różnego rodzaju sporty. Zimą jeżdżę na nartach. Lubię grać w golfa i tenisa, pływać na desce windsurfingowej. W tym roku chcę zacząć pływać na kajcie. I oczywiście bardzo lubię podróżować.

Nieczęsto więc można Cię zastać leżącego na kanapie przez pół dnia, z książką w ręku?
- Z książką tak!

A co najchętniej czytasz?
- Lubię książki sensacyjne i przygodowe. Historyczne także. I różnego rodzaju gazety, od "National Geographic" po "Politykę". Lubię wiedzieć, co się dzieje, czy czasem nie wymyślono czegoś ciekawego dla nas.

A co się dzieje Twoim zdaniem? Sytuacja w Polsce na przykład?
- Przyjmuję to, co jest, bo wiem, że dużego wpływu na to nie mam. Ale mogłoby się dziać dużo lepiej. W niektórych sferach dzieje się bardzo dobrze, a w niektórych jest tragedia. Całe szczęście w sporcie, mówię tu o systemie czy sposobie finansowania, dzieje się całkiem nieźle.

Ostatnio wpadłeś na pomysł ufundowania stypendium sportowego pod swoim nazwiskiem.
- Bardzo lubię pomagać ludziom, nie tylko babci, która nie może wejść z zakupami do autobusu, czy też schronisku dla zwierząt. Znalazłem fajny sposób na to, żeby pomóc innym młodym sportowcom. Fundusz Stypendialny Mateusza Kusznierewicza będzie wspierał nie tylko finansowo (1500 zł miesięcznie), lecz także ja osobiście wezmę sportowca pod swoje skrzydła i wesprę doświadczeniem, radami. Stypendium będzie finansowane ze sprzedaży kolekcji Pekin 2008, sygnowanej moim nazwiskiem. Robię to z wielką satysfakcją i chęcią pomocy innym. Mam nadzieję, że to się rozwinie, bo zamierzam się tym zająć przez parę najbliższych lat. Fajnie by było, gdyby inni sportowcy, którzy sporo osiągnęli, też coś takiego zrobili: Robert Korzeniowski, Otylia Jędrzejczak, Robert Kubica, Mariusz Czerkawski. Jurek Dudek już zaczął tak robić. W następnym roku będzie wytypowana następna osoba.

Kto został wybrany w tym roku?
- Żeglarz, członek kadry olimpijskiej, ale w windsurfingu. Ma 23 lata. Maksa wybrałem spośród wielu kandydatur. Jest żywiołowy, spontaniczny. Już dzwoni do mnie i pyta, czy powinien brać udział w tych regatach, jak przygotowuję się przed startem. Co ciekawe jest ambitny i dobrze wychowany. Wszyscy go lubią i szanują. Wiem, gdyż wcześniej zrobiłem dokładny wywiad środowiskowy w tej sprawie. Mówią, że gdyby wypadł z kadry olimpijskiej, bo nie jest liderem, to chcą żeby jeździł nadal, ponieważ jest duszą towarzystwa.

Dlaczego w wyborze swojego stypendysty kierowałeś się nie tylko talentem, lecz także osobowością?
- Bo bardzo zwracam na to uwagę. Nie chodzi o to, by być mistrzem świata i nie potrafić się zachować. Taka osoba jest dla mnie wyjątkowym sportowcem, ale nie wyjątkowym człowiekiem. Chylę czoła przed osobami, które odniosły sukces i potrafią być przy tym wartościowymi ludźmi. Chcą się rozwijać, potrafią zachować się w towarzystwie, mają szacunek wobec innych, są ciekawi świata i własnej osoby. To energia, która zaraża wszystkich i możemy się nią dzielić z innymi.

A co z ośrodkiem wypoczynkowym na Kaszubach?
- To jest moje oczko w głowie. Dużo nad tym pracuję. Mam ziemię, projekt i pozwolenie na budowę ośrodka. Na Kaszubach w przepięknej miejscowości Swornegacie. Tam są piękne jeziora: Charzykowskie, Karsińskie i inne, przy których będziemy organizować aktywny wypoczynek i rejsy. Przez ilość moich zajęć dodatkowych zostało to odroczone, ponieważ rozpoczęcie budowy miało być już w zeszłym roku. Ośrodek ze SPA i odnową biologiczną. Wypoczynkowo-rekreacyjny, ale... z przystanią żeglarską i oczywiście całym programem żeglarskim. Nie wyobrażam sobie inaczej.

Dlaczego wybór padł na Swornegacie?
- To był przypadek. Wójt gminy Chojnice, Zbigniew Szczepański, pokazał mi różne tereny, m.in. właśnie ten. Zapytałem tylko, czy jest do wzięcia, za ile i czy można zbudować na nim ośrodek tego typu. Długo negocjowaliśmy, rozmawialiśmy, w końcu podpisaliśmy umowę. Teraz intensywnie pracuje nad tym projektem.

Twoi rodzice również kochają wodę?
- Tata jest zapalonym żeglarzem, chociaż nie sportowcem. Aczkolwiek teraz pracuje w Polskim Związku Żeglarskim i będąc specjalistą ds. technicznych, siłą rzeczy jest blisko tej dyscypliny. Co ciekawe, moi rodzice pobrali się na jachcie. Starym, powojennym, pięknie odrestaurowanym. W Giżycku na jeziorze Niegocin. Na pewno impuls z tej łódki przeszedł też na mnie.

Pasję do żeglarstwa odziedziczyłeś więc po tacie?
- Tata startuje czasami w regatach, na małych łódkach. Teraz już mniej, kiedyś częściej. Wiele lat temu były mistrzostwa polski, które wygrałem, a tata był ostatni. Kusznierewiczowie otwierali więc i zamykali listę wyników. Był bardzo szczęśliwy i dumny. Dostał owacje na stojąco, ponieważ ukończył wszystkie wyścigi!

A mama?
- A mama akceptuje wodę, ale... tylko w wannie!

Rozmawiała Anna Laszuk


Magazyn VIP to: Ekskluzywne czasopismo, kluby, marki, samochody | Elegancja | Ludzie biznesu | Luksusowy magazyn | Moda gwiazd Podróże artykuły |
Polskie gwiazdy | Profesjonalne salony urody | Relacje z podróży | Stylowe wyposażenie | Światowe sławy | Turystyka i rekreacja
Copyright by VIP Polityka, Biznes, Fakty (c) 2006 - Wszystkie prawa zastrzeżone. Projekt i wykonanie: Vega Internet Studio
Za pozycjonowanie tego serwisu odpowiada Sunrise System.