 Mandaryna rozpoczyna życie numer 2. Niebawem wydaje trzecią płytę, najbardziej dojrzałą, jak twierdzi. Pracuje nad nią ze swoją przyjaciółką - żelazną damą polskiej fonografii - Katarzyną Kanclerz, którą Michał Wiśniewski oskarżył o rozpad ich małżeństwa
Droga, jaką wybrałaś nie należy do łatwych. Kto najbardziej wspierał Cię w tym wyborze?
- Jestem właśnie tuż przed wydaniem trzeciej płyty, w zasadzie najważniejszej, bo najbardziej dojrzałej. Nie jestem obciążona firmą fonograficzną. To moja płyta. Ja ją wydaję. Wspólnie ze swoją menedżerką zbieram materiały, próbuję. Przez te wszystkie lata otaczałam się ludźmi, którzy ciągle mi doradzali. Część z nich była oczywiście szczera, część nie do końca W tej chwili chyba znalazłam przyjaciela i to jest dla mnie najważniejsze.
Tym przyjacielem jest osławiona Kasia Kanclerz?
- Tak, to Kasia Kanclerz, która jednocześnie jest moją menedżerką.
Dość kontrowersyjna postać, słynąca z żelaznej ręki w branży fonograficznej
- Jest konsekwentna. Obie mamy trudne charaktery. Często wypowiadamy zdania nie do końca przemyślane. Najfajniejsze jest jednak to, że umiemy ze sobą rozmawiać, słuchać siebie. To osoba, która mówi mi prawdę. Za to ją cenię i staram się odwdzięczać jak tylko mogę.
Co znajdziemy na płycie, którą wspólnie produkujecie?
- Marzą mi się dwa krążki. Jeden spokojniejszy - moje teksty, bardziej osobiste piosenki, zamykające życie nr 1...
...z Michałem Wiśniewskim?
- Oczywiście, z Michałem też. W zasadzie dotyczące wszystkich sytuacji, które zmobilizowały mnie do nagrania takiej płyty. Rozliczenie nawet z samą sobą. W końcu udało mi się podnieść i znaleźć własną drogę. Druga płyta będzie dance owa, taneczna i bardzo wesoła.
Ile razy w swojej karierze zazdrościłaś przeciętnym ludziom, pozbawionym codziennej oceny?
- Tysiące. Każda osoba publiczna marzy o tym, żeby choć przez chwilę nikt o niej nie czytał, nie wyciągał niepotrzebnych wniosków. To jeden z aspektów popularności. Chciałabym przez chwilę być osobą, która się tylko przygląda, a nie znajduje się w centrum uwagi. Natomiast takie życie wybrałam i teraz nie mogę mieć pretensji do świata, że ktoś chce wiedzieć, co się dzieje u Mandaryny.
Właśnie, tabloidy doniosły, że zostałaś wyrzucona z serialu...
- To kompletna bzdura. Jeżdżę tam systematycznie, nagrywam kolejne odcinki. W takich sytuacjach człowiek staje się bezsilny, bo dlaczego miałabym udowadniać całemu światu, że jeszcze gram?! To jakaś paranoja!
Czego poszukujesz w aktorstwie? Stymuluje Cię intelektualnie, rozwija duchowo?
- To jest kolejna forma nauki, pokonywanie pewnych barier, zdobywania doświadczenia. Pamiętam, jak wykonywałam na zajęciach aktorskich ćwiczenia, które pozwalały mi dotknąć najintymniejszych sytuacji, pokonać wstyd, słabości. Teraz przydaje mi się to na scenie. Podoba mi się również to, że mogę wejść w czyjąś skórę bez konsekwencji.
W czyją skórę chciałabyś wejść?
- Teraz gram Rosę w serialu "Pierwsza miłość". Rosa, w przeciwieństwie do mnie, jest bardziej asertywna i pewna siebie. Ma też trochę moich cech. Częściowo gram siebie, a częściowo osobę, którą chowam za sobą.
Co Cię napędza w życiu?
- Moje dzieci. To moja największa siła. Narodziny Xaviera i Fabienki to dwa najpiękniejsze, przełomowe dni w moim życiu. Czasem patrzę na dwie małe istoty, które mówią taką prawdę i zaskakują mądrością dorosłego człowieka. To jest mój motor napędzający.
Na jakim etapie kariery teraz jesteś?
- Stoję pośrodku. Jestem po niezłej lekcji życia. Wiele rzeczy zrozumiałam i chyba jestem dużo silniejsza. Może przestałam być tak naiwna? Ta nowa płyta będzie w 100 ;proc. moja. Zobaczymy
Poprzednie płyty nie były Twoje, na przykład w sensie decyzyjnym?
- Były, tylko miałam wielu doradców. Firma fonograficzna sugerowała coś, ograniczała terminem. Wierzę w to bardzo - ;chociaż ciągle sobie powtarzam, że nie jestem już tak naiwna - ;że wszyscy chcieli dla mnie dobrze i pewnie tak było. Jestem bardzo zadowolona ze swoich poprzednich płyt, ale do tej podchodzę inaczej. Dłużej też ją nagrywam.
Kto imponuje Ci w światowym show-biznesie?
- Jestem przeogromną fanką Madonny. To nieśmiertelna gwiazda. Jej ostatni koncert zrobił na mnie niewiarygodne wrażenie. Siła, jaką w sobie ma pozwala jej na to, żeby przekazać ludziom jakieś przesłanie.
Ale Madonna jest osobą dość kontrowersyjną, a Ty jesteś bardziej correct
- Nie jestem Madonną. Wielu sytuacji tak mocno bym nie zaryzykowała, ale podziwiam ją za determinację, konsekwencję i siłę. Za to, że się nie poddała i szła swoją drogą mimo wielu kłód rzucanych pod nogi. To co zrobiła, jest genialne!
Polski show-biznes jest spragniony właśnie takich wyraźnych osobowości jak Madonna. Nie obawiasz się wizerunku grzecznej Mandaryny?
- Z jednej strony wielu dziennikarzy mnie pyta o tę grzeczność, a z drugiej wypisują, że Mandaryna gra po nocnych klubach. Czy ja jestem grzeczna? Staram się żyć w zgodzie ze sobą. Nie chciałabym, żeby moje dzieci się za mnie wstydziły.
Twoim zdaniem polski show-biznes opiera się na klarownych zasadach?
- Samo określenie show-biznes jest nie do końca poprawne. To wszystko raczkuje, jest wiele niekonsekwencji, sprzeczności i sytuacji, w których nie wiadomo, o co chodzi. A gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Show-biznes w Polsce jest tak naprawdę niepoukładany.
Jakie największe błędy popełniłaś w swojej karierze?
- Naiwność dziewczynki z marzeniami trochę mnie zgubiła. Wylano na mnie wiadro zimnej wody. Łatwo mnie zranić, bo nie jestem osobą z kamienia. Ale nauczyłam się wyciągać wnioski z własnych błędów i to chyba najtrudniejsza lekcja. Nikt z nas nie uczy się tego w szkole, tylko w życiu. Byłam zbyt otwarta. Ufałam ludziom, którym nie powinnam.
Teraz koncertujesz w Stanach. Jak jesteś odbierana przez tamtejszą polonię?
- Po powrocie byłam jeszcze w Wiedniu. Za granicą ludzie, przychodząc na koncert, chcą się na nim bawić. Nie są aż tak mocno obciążeni sytuacjami, które dzieją się w Polsce i podchodzą do Ciebie jak do osoby, na którą czekają. Myślę, że w Stanach udało nam się przekonać wielu ludzi do tego, co robimy. Koncerty były udane.
Słowem podbiłaś Amerykę!
- Wielkie słowo! Na pewno zagrałam dobre koncerty i jestem zadowolona.
Czerpiesz z życia pełnymi garściami?
- Staram się. Życie jest nasze i nikt nie przeżyje go za nas. Powinniśmy nie tracić siebie.
Jakie cechy Twojego charakteru decydują o Twoim powodzeniu?
- Konsekwencja przede wszystkim. Także to, że jestem uparta. Nauczyłam się tego, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Dlaczego ktoś ma zabrać mi marzenia? Nikt nie ma takiego prawa!
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Anna Laszuk
Fot. Jerzy Stalęga |