 Z Ryuichim Tanabem, ambasadorem Cesarstwa Japonii w Polsce rozmawia Stanisław Błaszczyk
W tym roku Japonia i Polska obchodzą 50. rocznicę wznowienia stosunków dyplomatycznych. Czy sądzi Pan, że mamy powody, by wspomnieć o niej w obu naszych krajach?
- Oczywiście, że tak. Przez cały ten okres, z wyjątkiem II wojny światowej, mieliśmy dobre relacje. Zdecydowanie polepszyły się one po wkroczeniu Polski na drogę przemian demokratycznych po 1989 r. Przypomnę, że w ramach pomocy rządowej Japonia wspomagała Polskę w wielu dziedzinach. Kwota tej pomocy wyniosła ok. 286 mln dolarów. Ponadto, w ramach pomocy kulturalnej, japoński rząd przyznał granty finansowe 16 instytucjom i organizacjom, m. in. Filharmonii Narodowej i Bibliotece Narodowej, o łącznej wartości ponad 5 mln dolarów. 780 Polaków odbyło staż w Japonii, zaś mój rząd przysłał do Polski 280 ekspertów z różnych dziedzin. W ten sposób wspomagaliśmy Polskę w kształceniu kadr niezbędnych dla demokratyzacji kraju i wprowadzenia gospodarki rynkowej. Sądzę więc, że mamy powody, by uczcić tę rocznicę poprzez organizację wielu wydarzeń w sferze polityki, gospodarki i kultury.
Z czym Pana rodakom kojarzy się Polska?
- Sądzę, że na dźwięk słowa Polska większości moich rodaków przychodzi na myśl Chopin i działalność Solidarności w latach 1980-90.
Stosunki polityczne między naszymi krajami są doskonałe o czym może świadczyć wizyta w Polsce, w 2002 roku, cesarza Akihito i niedawna wizyta premiera Junichira Koizumiego. Tymczasem współpraca gospodarcza nie rozwijała się tak doskonale. Czym można to wytłumaczyć?
- Istotnie, dopiero po przemianach demokratycznych japońskie firmy przystąpiły do analizy polskiego rynku. Dziś możemy mówić o jej o efektach. W styczniu br. odnotowaliśmy istnienie w Polsce 145 firm japońskich, w tym 55 zakładów produkcyjnych. Zatrudniają one ok. 20 tys. pracowników, a znaczna część produkcji kierowana jest na eksport. Tylko w ubiegłym roku wartość japońskich inwestycji przekroczyła miliard dolarów. W drugiej połowie lutego delegacja japońskich inwestorów odwiedziła zachodnią Polskę, co świadczy o wciąż rosnącym zainteresowaniu japońskich firm tutejszym rynkiem.
Od zakończenia II wojny światowej Pana kraj prowadził wielce oryginalną politykę zagraniczną. Przez wiele lat sprawiali Państwo wrażenie, że nie ma Państwa na światowej scenie politycznej, a następnie próbowali Państwo wyjść z cienia Ameryki. Czy to się już zmieniło?
- Proszę pamiętać, że Japonia doświadczyła Hiroszimy i Nagasaki. Staliśmy się krajem pacyfistycznym, który nie posiada broni jądrowej. Dlatego też przyjęliśmy strategię użycia siły tylko w obronie własnej. Podpisaliśmy traktat z USA, który gwarantuje bezpieczeństwo naszemu krajowi. Ponieważ nie posiadamy surowców naturalnych, w całości musimy polegać na imporcie. Dlatego tak ważne są dla nas pokój i stabilizacja. Usilnie wspieramy je m.in. poprzez rządowy program pomocy na rzecz rozwoju (ODA - Official Development Assistance). Obecnie japońska pomoc dla wielu krajów świata jest drugą, pod względem wartości, po amerykańskiej.
Od lat 90. Japonia współdziała w operacji ONZ na rzecz utrzymania pokoju. Byliśmy więc na Wzgórzach Golan i w Kambodży, obecnie zaś wspieramy proces odbudowy i walkę z terroryzmem w Afganistanie i Iraku.
Niedawno minister spraw zagranicznych Japonii, Taro Aso, powiedział, że Japonia chce zbudować "łuk wolności i dobrobytu", który łączył będzie nowe demokracje na kontynencie euroazjatyckim, w tym Polskę. Czy możemy te słowa potraktować jako sygnał do budowy partnerstwa strategicznego?
- Tak, nasz minister użył tego terminu. Dlatego też ja, realizując jego politykę, zamierzam nie tylko umacniać kontakty między naszymi krajami, lecz także rozwijać współpracę na rzecz budowy partnerstwa strategicznego poprzez umacnianie pokoju i stabilizacji. Uważam, że możemy także współpracować z Polską na arenie międzynarodowej, np. na rzecz kooperacji z Ukrainą i krajami ościennymi, współpracować na rzecz Afganistanu, ochrony środowiska i wspólnie wspierać operacje ONZ.
Pana kraj kojarzony jest w świecie z rozwojem najwyższej techniki i nauki. Tymczasem bywalcy zauważyli u Państwa wielkie przywiązanie do sfery duchowości człowieka i do tradycji. Np. W okresie Nowego Roku przed drzwiami ustawia się pnie bambusów, przystrojone jodłą, w celu oczyszczenia ogniska domowego ze złych mocy i dla pozyskania przychylności bogów. Te obyczaje mają rytualne korzenie. Jak je pogodzić z rozwojem wiedzy i nauki?
- Dla nas, Japończyków, Nowy Rok stanowi niejako początek wszystkiego. Wierzymy, że odwiedzają nas wtedy bóstwa przynoszące szczęście i błogosławieństwo. Jesteśmy przekonani, że stanowimy cząstkę przyrody, że żyjemy dzięki jej błogosławieństwom, którymi mogą być zarówno deszcz, jak i słońce. Np. uprawa ryżu, głównego składnika naszej diety, jest możliwa dzięki bogactwu i misterium przyrody. To oczywiście nie znaczy, że nie jesteśmy racjonalni. Np. wspomniana uprawa ryżu wymaga umiejętnej gospodarki wodnej, a to zaś wymusza logiczne myślenie.
Czy młodzi Japończycy czują się Azjatami czy obywatelami świata, czy wolą posługiwać się nożem i widelcem czy pałeczkami?
- Ponieważ Japonia leży w Azji, uważam, że młodzi Japończycy czują się zarówno Japończykami, jak i Azjatami. Podróżując po wielu krajach świata stykają się z wieloma kulturami. Poznając kuchnie krajów Azji, ciesząc się muzyką i modą świata zachodniego przestają postrzegać Azję, USA i Europę jako obce. Ponadto, dzięki upowszechnieniu się Internetu świat się przecież "skurczył". Uważam jednak za ważne byśmy na co dzień pielęgnowali własną kulturę i język.
Co roku kilka milionów Pana rodaków rusza w świat. W Berlinie, Pradze, Rzymie i Budapeszcie jest ich mnóstwo. Tymczasem w Warszawie bywa ich niewielu. Jaka jest tego przyczyna? Może Polska zbyt słabo albo wręcz źle promuje swoje walory turystyczne na rynku japońskim?
- Przed przyjazdem do Polski nie wiedziałem, że wasz kraj ma aż 12 obiektów wpisanych na listę UNESCO. Japońscy turyści interesują się szczególnie kulturą i historia kraju, który odwiedzają. Potwierdzam, że informacje o Polsce nie są w Japonii szeroko rozpowszechniane i dlatego sam staram się coś robić w tym zakresie. Uważam także, że oba nasze kraje powinny nawiązać współpracę w zakresie promocji turystyki.
Ktoś trafnie scharakteryzował Pana rodaków: to sympatyczni ludzie, którzy tylko czasami odrywają się od pracy. Czy Pan też żyje tylko pracą?
- Polska jest dla Japonii bardzo ważnym partnerem i dlatego moim zadaniem jest praca na rzecz zacieśniania wzajemnych relacji. Od mojego przyjazdu do Polski minęło zaledwie 5 miesięcy, a już przemierzyłem ponad 8500 km. Odwiedziłem 19 spośród 55 japońskich firm. Złożyłem także wizyty w największych polskich uczelniach. W wolnych chwilach czytam i słucham muzyki. Z ogromną przyjemnością chodzę do Filharmonii Warszawskiej i Teatru Wielkiego. Istotnie, powszechnie uważa się, że Japończycy nieustannie pracują, jednakże corocznie ponad 17 mln moich rodaków wyjeżdża na zagraniczne wakacje. Prawdą jest także, że wielu Japończyków ma hobby na całe życie. Spora grupa zajmuję się sztukami walki czy sztuką układania kwiatów. Moja mama np. przez wiele lat doskonaliła "drogę herbaty". Sądzę, że takie zajęcie bardzo wzbogaca nasze życie.
Dopiero w grudniu ubiegłego roku rozpoczął Pan misję w Polsce, a już przemawia po polsku. Kiedy rozpoczął Pan naukę polskiego?
- Stało się regułą, że przebywając w jakimś kraju uczę się miejscowego języka. W ten sposób poznałem angielski, niemiecki, arabski, hindi, indonezyjski i serbski. Nie mam wiele czasu na naukę, ale w przemówieniach staram się oddawać własne myśli. Motywacji dodaje mi przy tym fakt, że tak wielu młodych Polaków uczy się japońskiego. Znajomość języka nie tylko ułatwia poznanie kultury kraju, lecz także umożliwia postrzeganie spraw i rzeczy z innej perspektywy.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Stanisław Błaszczyk |