 Forma wyrazu artystycznego jest dla mnie szalenie istotna, dużo uwagi jej poświęcam. Zarówno dobór repertuaru, jak i jego interpretacja zamknięta w przemyślanej koncepcji nie są przypadkowe i tworzą intelektualno-emocjonalną całość, którą dzielę się z widzem
Rozmawia MAŁGORZATA SZERFER
Jakie jest źródło muzycznych fascynacji, znajdujących odzwierciedlenie w Pani szerokim repertuarze, najczęściej przypisywanym do obszaru etno-folk?
- Zaznaczyłam się dość silnie w kręgu etno-folk nie ze względu na szczególne umiłowanie tej formy, ale ze względu na moje ogromne zainteresowanie kulturą żydowską, która m.in.? I w tym obszarze muzycznym potrafi się silnie wyrażać i swobodnie interpretować. Natomiast generalnie nie ograniczam swojej fascynacji muzyką do żadnego z jej obszarów. Potrafię zachwycać się różnymi jej formami: klasyką, jazzem, folkiem, i starać się zamieniać ten zachwyt w swoisty dla mnie przekaz artystyczny. Muzyka jest poza werbalnym wyrażaniem uczuć i emocji, więc w tym tkwi jej największa siła, ale będąc z natury wielokulturową, łączy się często ze słowem śpiewanym, co w szczególny sposób mnie pociąga. Wyłania się jej wielojęzyczność i wieloaspektowość tematyczna, więc stąd przede wszystkim biorą się w mojej działalności artystycznej różnorodne zainteresowania tematyczne i ich różnorodne interpretacje.
Śpiewanie w jidysz, po hebrajsku i aramejsku wymaga nie tylko talentu wokalnego, lecz także znajomości języków. Kontakt z nimi jest wynikiem Pani zainteresowań kulturowych, czy opanowuje Pani tekst, sięgając po tradycyjne i popularne utwory żydowskie, piosenki francuskie, niemieckie?
- Problem jest bardziej złożony. Hebrajski, aramejski, jidysz, francuski to są tak odległe w brzmieniach języki od polskiego, że doprawdy cała aparatura wydobywania dźwięku musi być w jakiś cudownie naturalny sposób przystosowana do wymowy i śpiewu w tych językach. I nie wystarczy talent słuchowy, wokalny, ani nawet znajomość języka jako takiego. Nie każdy język trzeba znać tak dobrze, jak ojczysty, żeby w nim śpiewać, wystarczy go rozumieć lub rozumieć, co się śpiewa. Ale nawet gdy już mamy spełnione powyższe warunki, pojawia się zasadniczy i najważniejszy problem. A mianowicie: prawda emocjonalnej ekspresji wyrażanej w danym języku. Jeżeli artysta tego nie posiada, nie przyciągnie uwagi słuchacza. Dam drastyczny przykład. Nawet sama Edith Piaf, z jej wielką osobowością, talentem i głosem, doznała porażki, gdy wyjechała na podbój Ameryki i zamiast śpiewać po francusku, śpiewała po angielsku. Dlaczego? Bo co z tego, że nauczyła się języka angielskiego, czy nawet tylko poprawnej jego wymowy w piosenkach, skoro najzwyczajniej w świecie dla Amerykanów była w tym nieprawdziwa?
Muzyka etniczna trafia do wąskiego kręgu słuchaczy. Czy nowoczesne aranżacje i klubowe brzmienia world music mają pomóc dotrzeć do szerszego odbiorcy? Czego wynikiem jest światowe uznanie wśród wykonawców world music?
- 12. pozycja na liście World Music Charts Europe w 2007 roku - jestem z tego dumna i bardzo wdzięczna producentom płyty za kreatywną współpracę. Dokładnie jest tak, jak Pani mówi. Naszym zamiarem było dotarcie z piosenką żydowską do szerszego grona słuchaczy, niż tylko do jej miłośników. Projekt "Nina Stiller“ oraz oparty na nim recital "Friling" to mariaż całkowicie oddmiennych światów i korzeni. Nie jest jednak innowacyjny tylko dlatego, że połączył światy, które wydają się być bardzo od siebie odległe w czasie, charakterze i obyczajowości, ale konceptualnie wypracował absolutnie nową kosmopolityczną jakość. I choć w warstwie muzycznej możemy usłyszeć całą paletę bogatych brzmień, elementy: hip-hopu, trip hopu, down tempa, dance hall-u, który jest pięknie wyeksponowany na przykład w "Rilke", to treści utworów są przekazywane w formie podporządkowanej dramaturgii tekstu w równym stopniu co muzyki. Nikt w Polsce - i nie słyszałam, by ktokolwiek wówczas zrobił to na świecie - nie połączył żydowskiej piosenki z kręgu kultury jidysz, z muzyką elektroniczną, czy klubową, tak żywiołową, szalenie dynamiczną, dającą multum możliwości interpretacyjnych. Nie było to łatwe przedsięwzięcie. Wymagało szczególnej uwagi, dogłębnej analizy, świadomości, z czego się dane utwory składają, czym są w istocie, jakie są ich główne przesłania i co my chcemy nimi powiedzieć, wprowadzając je w inny nurt muzyczny, mający przecież odrębną specyfikę i określone zasady, wyznaczające pewne granice twórczej zabawy.
Piosenka aktorska nadal Panią zajmuje? Jakie cechy osobowości i podejście do śpiewania decydują o sukcesie w tym kręgu muzycznym?
- Talent i rozum, oczywiście. Och, szalenie mnie zajmuje. Aktorskie śpiewanie to mój sceniczny żywioł. Jestem po wydziale Piosenki Aktorskiej i nigdy nie interesowałam się estradowym śpiewaniem jako takim, tylko piosenką. Dlatego też przedstawiam siebie jako pieśniarkę, niż piosenkarkę, bo piosenkarka kojarzy się jednoznacznie tylko z nurtem pop, a ja śpiewam repertuar bardziej elitarny i w bardziej wymagający sposób. Nadal też klasyczna forma wyrazu scenicznego jest mi najbliższa, bo nie dość, że kocham śpiew przy szlachetnie surowym brzmieniu fortepianu, to pozwala mi ona skupić całą uwagę widza na tym co najistotniejsze, na problematyce utworu.
Co jest najważniejsze w występie na żywo, aby uczestnicy koncertu dostali więcej, niż odtwarzając płytę w zaciszu domowym? Jaką rolę odgrywa sam wokal i pomysł na utwór, a jaką sceniczny wizerunek, choreografia, charyzma?
- W występie na żywo bardzo ważne są ruch, gest, taniec, ekspresja sceniczna, i nie ma takiej siły, by mogło być to przełożone na płytę. Po prostu płyta ma głos i akompaniament, ale nie ma rąk i nóg, nie ma twarzy. Ułatwia to koncentrację na tym, co słychać, ale zarazem ogranicza. Inne znowuż elementy wykonania utworu wzbogacają go, ale mogą także rozpraszać. Powiedziałabym, że najlepiej byłoby ten sam utwór i wykonawcę usłyszeć, zobaczyć, przeżywać nie w jednej, ale wielu technikach i okolicznościach. Zwłaszcza, jeżeli artysta łączy w sobie wiele możliwości, z których każda ukazuje szczególne zalety i możliwości tego artysty w różne sposoby i w rozmaitych proporcjach. Ja do nich należę, mam tego świadomość. I dlatego zawsze staram się dawać odbiorcom jak najwięcej, czerpiąc z rozmaitych dziedzin, które leżą w moich możliwościach, aktorskiej, tanecznej, wokalnej, i jeżeli tylko można je pogodzić, różnymi środkami wzbogacać swą wypowiedź.
SnapFilm Festiwal, który uświetni Pani swoim koncertem, prezentuje nowatorską formę wypowiedzi, jaką są filmy nieprzekraczające minuty. Pani również poszukuje wciąż nowych inspiracji i form ekspresji poprzez eksperymenty z szeroko rozumianą muzyką?
- O tym już mówiliśmy. Zawsze ich szukałam i szukam. Nawet jeśli w niektórych inspiracjach i formach dane mi już było wykazywać się częściej niż w innych. Idę drogą, która jest wynikiem moich indywidualnych poszukiwań i potrzeb. Forma wyrazu artystycznego jest dla mnie szalenie istotna, dużo uwagi jej poświęcam. Zarówno dobór repertuaru, jak i jego interpretacja zamknięta w przemyślanej koncepcji nie są przypadkowe i tworzą intelektualno-emocjonalną całość, którą dzielę się z widzem. Każdy z moich recitali czy spektakli muzycznych jest inny zarówno w warstwie muzycznej, jak i w prezentacji scenicznej. Mówi Pani o nowatorskiej formie wypowiedzi, jaką jest film nieprzekraczający minuty. Hmm, w filmie to może rzeczywiście nowość, bardzo jestem jej ciekawa. Ale w piosence? Dość często wielki dramat widz musi zobaczyć i uwierzyć w to, co widzi, że ktoś się narodził, przeżył skomplikowaną miłość, zestarzał się i właśnie umiera na jego oczach w ciągu tylko 3 minut. Jak to zrobić? A no właśnie? Czasami, by wypowiedzieć prostą prawdę o życiu, musimy przeżyć całe życie.
Pani obecność na festiwalu nie jest przypadkowa, gdyż poza muzyką ma Pani związek także z innymi dziedzinami sztuki, w tym z filmem i teatrem. Która muza jest Pani najbliższa i daje największe pole do wyrażania siebie jak najpełniej?
- Chciałabym się wyrazić w ich jak największej liczbie i rozmaitości, ale oczywiście piosenka jest mi najbliższa. Przy czym chodzi nie tylko o możliwości wyrażania samej siebie, bo to byłby - powiedzmy bez ogródek - egocentryzm. A przecież artysta godny tej nazwy ma do wyrażania i powinien wyrażać nie tylko samego siebie, lecz także, a może i przede wszystkim, szersze treści. Czy wielki malarz będzie malować tylko swoje autoportrety? To byłoby małostkowością aż do obrzydliwości i zaprzeczeniem prawdziwej sztuki. Jeżeli więc mam to szczęście, że dano mi słuch muzyczny, głos, wygląd i zdolność ruchu, mogące dużo wyrazić, to na pewno nie po to, abym wpatrywała się w lustro. Ja chcę przeżywać i wyrażać wszystko co jest mi dostępne, piękne i ciekawe, w każdy sposób, jaki jest mi dostępny.
Fot. Dariusz Kawka 
|