Ekskluzywny magazyn - Ważne wydarzenia

Strona głównaO VIPieRedakcjaReklamaMapa stronyWydawnictwo

  

Rozmowy VIPa
Ambasadorzy
Podróże VIPa
Styl VIPa
Gadżety VIPa
Auto dla VIPa
Okiem VIPa

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter Magazynu VIP, wpisz swój adres e-mail:
  

Zobacz, jak wygląda VIP

O polityce i biznesie


Siedzibę Ambasady Królestwa Belgii od 1962 roku stanowi wspaniały Pałac Mniszchów. Jesteśmy bardzo dumni, że gościmy w tak eleganckim, zabytkowym obiekcie i możemy pracować w miejscu, które zapewnia nam komfortowe warunki pracy, a przy tym zdobi Warszawę

Rozmowa z Raoulem Delcorde, ambasadorem Królestwa Belgii w Polsce

Pana kraj stanowił dotychczas wzorcowe miejsce współżycia dwóch kultur i ras: romańskiej i germańskiej. Każdy Belg pozostawał w swoim kraju Walonem lub Flamandem, dzięki temu Belgia stanowiła oazę etnicznego spokoju. Tymczasem ostatnio dochodzą do nas niepokojące informacje o możliwości podziału kraju na dwa odrębne organizmy. Co stanowi podłoże takiego zamysłu i czy to jest realne?
- Pytanie jest nieco trudne ze względu na fakt, że sytuacja wewnętrzna w moim kraju, ze względu na długotrwałe negocjacje, nie jest zbyt jasna. W tej chwili mogę powiedzieć tylko to, że partie uczestniczące w negocjacjach i te, które deklarują chęć ugody, troszczą się o zachowanie takiej jedności, jaka istniała do tej pory. Chciałbym tutaj zacytować pana Chrisa Peetersa, ministra - prezydenta rządu Flandrii, który przebywał w Polsce w marcu z wizytą roboczą. W Kolegium Europejskim, w Natolinie na pytanie jednego ze studentów odpowiedział w sposób bardzo jasny: "Nie chcę niepodległości Flandrii".
Jestem przekonany, że negocjacje doprowadzą do tego, że więcej władzy i kompetencji uzyskają regiony. Belgia jest krajem federalnym, którego struktura jest dość skomplikowana. Zarówno Walonia, jak i Flandria mają parlamenty regionalne, ma go stolica, Bruksela, a nawet tak mały region, jak Wspólnota Niemieckojęzyczna. Sądzę więc, że nie należy mnożyć hipotez na temat przyszłości mojego kraju. To prawda, że negocjacje trwają bardzo długo, ale jestem przekonany, że strony przygotowujące reformy instytucjonalne dojdą do porozumienia.

Tylko kilku narodom Europy przewodzą królowie. Jaką rolę pełni belgijska para królewska w życiu państwa i narodu?
- Kolejne Pana pytanie wiąże się z pierwszym w takim sensie, że król także uczestniczy w poszukiwaniu kompromisu. To właśnie on mianuje osoby, które mają przewodzić negocjatorom. Mamy monarchię konstytucyjną, więc król występuje w charakterze negocjatora. Król i królowa odwiedzają wiele miejsc w kraju, zarówno zakłady pracy, które posługują się wysoką technologią, jak i szkoły, w których stosuje się ciekawe metody nauczania. Chciałbym także podkreślić aktywność pary królewskiej na arenie międzynarodowej. Para królewska corocznie odbywa jedną podróż zagraniczną na szczeblu państwowym.

Chyba we wszystkich państwach Europy zachodniej żyją spore grupy obcokrajowców. Ostatnio m.in. Francja i Niemcy mają z nimi spore kłopoty. Czy występują one również w Pana kraju?
- Oczywiście, w moim kraju żyje bardzo duża wspólnota imigrantów, przede wszystkim z krajów Maghrebu i Turcji.Przyznaję, że ich integracja mogłaby przebiegać lepiej. Spore grupy imigrantów, np. w Brukseli, żyją tylko w sąsiedztwie swoich rodaków. Tworzą coś w rodzaju komuny i mają tendencję do szybkiego powiększania się. Dlatego też rdzenni mieszkańcy tych dzielnic często odczuwają trudności w koegzystencji z nowo przybyłymi.

Pytam o to m.in. dlatego, że w Pana kraju żyje także spora grupa Polaków. Jak jest liczna, co robi i jak się sprawuje?
- Rzeczywiście, w moim kraju żyje spora grupa Polaków. Oficjalnie mówi się o 10 tys., a nieoficjalnie o 100 tys. Cieszymy się, że nie sprawiają nam kłopotów, chętnie uczą się języka francuskiego. Ostatnio ambasador Polski zwrócił się do władz belgijskich o zorganizowanie nauki języka polskiego w szkołach ponadpodstawowych. Chodzi o drugie pokolenie Polaków zamieszkałych w Belgii, które troszczy się o to, by ich dzieci poznały język ojczysty.

Od kilku lat drugą stolicą Polski jest Bruksela. Powszechnie wiadomo, że stosunki polityczne między naszymi krajami układają się znakomicie. Jednakże obecnie narody najbardziej cenią sobie współpracę gospodarczą. Jak ona się kształtuje?
- Jeżeli chodzi o Polskę, to cenimy sobie to, że rozwija się szczególnie pomyślnie. Polska stanowi dla nas dziesiąty rynek eksportowy. Nasze inwestycje w Polsce są dość znaczące, np. w Warszawie, kilkaset metrów od ambasady, na miejscu dawnej Mennicy, firma deweloperska Ghelamco realizuje duży kompleks handlowo-biurowy pod nazwą Senator. Kolejny przykład dużej inwestycji stanowi Kredyt Bank, który ma pakiet kontrolny Warty, największego ubezpieczyciela w Polsce. Trzeci przykład wielkiej belgijskiej inwestycji to budowa w Gdańsku terminalu przeładunkowego dla drobnicy. Wartość tej inwestycji to ok. 50 mln euro.

Jak opisałby Pan stosunki polsko-belgijskie?
- Mogę tylko wyrazić radość, że nad belgijsko-polskimi stosunkami nie ma żadnej chmurki. Nasze wzajemne relacje są mocno ugruntowane, tym mocniej, że sięgają setek lat wstecz. Obecnie członkostwo w Unii Europejskiej jeszcze bardziej je umocniło oraz zbliżyło nasze kraje i narody.

Mając u siebie kwaterę główną Unii Europejskiej, niejako "od środka" Belgowie obserwują procesy w niej zachodzące. Obecnie Wspólnota ma problemy m.in. z ukształtowaniem jednolitego organizmu, sporządzeniem budżetu, mało sprawną dyplomacją, czego wyrazem był ostatnio brak reakcji na sytuację w Libii. Czy Unia poradzi sobie z tymi problemami?
- Sądzę, że zasadnicze wyzwania, jakie stoją przed Unią, stanowią dwa problemy. Pierwszy to dobre funkcjonowanie organów, które zapisano w Traktacie Lizbońskim, tj. funkcja prezydenta i wysokiego reprezentanta do stosunków zewnętrznych oraz Parlamentu. Drugie ważne wyzwanie to znalezienie rozwiązania dla kryzysu finansowego, który powstał w strefie euro. Jestem przekonany, że Unia będzie potrafiła rozwiązać te problemy w niedalekiej przyszłości.

Jak Pana kraj odnosi się do propozycji rozszerzenia Unii o kraje bałkańskie, Turcję i Ukrainę?
- Opowiadamy się za rozszerzeniem Unii o Turcję pod warunkiem, że wypełni ona wszystkie wymogi przewidziane dla każdego członka, a Komisja Europejska wyrazi pozytywną opinię o przygotowaniach tego kraju. Z Ukrainą jest inaczej, gdyż musi ona wpasować się w program pn. Polityka Sąsiedztwa. Ten kraj musi szybciej reformować gospodarkę oraz sferę społeczną, i dopiero po tym można będzie określić perspektywę jego przyjęcia. Tymczasem rokowania są dość odległe.
Jeżeli chodzi o kraje bałkańskie, to tam sytuacja jest zróżnicowana. Np. w tym roku, w okresie polskiej prezydencji, można by podpisać traktat o przystąpieniu Chorwacji do Unii. Natomiast inne kraje, tj. Serbia czy Bośnia i Hercegowina, na pewno kiedyś staną się członkami europejskiej wspólnoty, ale dziś nie można jeszcze powiedzieć, kiedy to nastąpi.

Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał Stanisław Błaszczyk


Magazyn VIP to: Ekskluzywne czasopismo, kluby, marki, samochody | Elegancja | Ludzie biznesu | Luksusowy magazyn | Moda gwiazd Podróże artykuły |
Polskie gwiazdy | Profesjonalne salony urody | Relacje z podróży | Stylowe wyposażenie | Światowe sławy | Turystyka i rekreacja
Copyright by VIP Polityka, Biznes, Fakty (c) 2006 - Wszystkie prawa zastrzeżone. Projekt i wykonanie: Vega Internet Studio
Za pozycjonowanie tego serwisu odpowiada Sunrise System.