 Fantastyczna polska wokalistka. Zniknęła ze sceny po śmierci męża Stanisława Zybowskiego, z którym tworzyła fantastyczny duet, nie tylko na scenie, lecz także poza nią. Powrót na estradę zajął jej dziewięć lat. Dziś już wiem, że nie był to stracony czas
Rozmawia JERZY BOJANOWICZ
Co dziś już wiesz?
- Straszne pytanie. Wiem, że udało mi się wydać płytę, co było trudne, bo bez Stasia. Wiem, że dla mnie występowanie jest bardzo ważne, że bez tego nie dałabym rady. Nie wiem, jak długo jeszcze. Pamiętam, że mówiłam, że jak będę miała 30 lat, to koniec. Ale wiesz, jak ktoś ma dwadzieścia parę lat, to uważa, że w wieku 30 powinno się już leżeć w grobie. Jednak im dłużej się żyje, ma się siłę, jeżeli pozwala na to zdrowie, i robi się to, co się kocha, to ciągnie to jak najdłużej. Niemniej poprosiłam wszystkich moich bliskich, że gdybym kiedyś była na koncertach jakaś siara, to niech mi o tym powiedzą. Na razie jest fajnie. Wiem, że bez bliskich, przyjaciół i muzyki nie mogłabym żyć. To na pewno wiem.
Na Twojej stronie można przeczytać, że "nagrywałam tę płytę ("Dziś już wiem"), myśląc głównie o sobie, więc to jest przede wszystkim płyta dla takich dziewczyn jak ja. Normalnych. A jak fajne, normalne dziewczyny będą tego słuchać, to i chłopaki za nimi przyjdą". Jak scharakteryzujesz "normalną dziewczynę"?
- Trudniej mi powiedzieć, jaka jest nienormalna. Nie czytam o dziewczynach, które mają trochę inne podejście do życia niż ja, takie - powiedziałabym - mniej naturalne. Wiem, że nigdy nie miałam typowej sodówy - zawsze szanowałam ludzi. Byłam normalna, czyli byłam normalną córką, siostrą, studentką, dziewczyną, czy teraz - żoną i mamą, wykonującą swoje obowiązki itd. Robię to, co niemalże każda kobieta. Co to znaczy "normalność"? Dziś to jest ciekawe pytanie.
Jak się nagrywało płytę po 9-letniej przerwie? Dlaczego tak długo milczałaś?
- Właściwie "Dziś już wiem" nagrywałam, oczywiście z przerwami, przez te 9 lat. Cały czas! Nie było tak, że była przerwa, po której wchodziłam do studia. Po prostu nagrywanie tej płyty się strasznie ciągnęło. Muzycy i producent nie zawsze mieli czas, zabrali nam dwie piosenki z publishingu, bo za długo to trwało, więc trzeba było szukać nowych. Do tego doszły koncerty, zwłaszcza latem, które jest takim gorącym okresem itd. I tak się zeszło. Przecież singel z piosenką "Dziś już wiem" nagrałam jesienią 2004 roku, promował on "M jak Miłość". Teraz sobie zarzucam, że tak długo milczałem, i następną płytę zamierzam wydać za 2 lata, a ponieważ rok już minął, więc mam mało czasu.
Co sprawiło, że autorami tekstów zostali m.in. Beata i Jary, czyli Krzysztof Jaryczewski z Oddziału Zamkniętego?
- Beata pisze fajne teksty, jest lublinianką i wiem, że jak zatelefonuję, to mi nie odmówi. I stąd piosenka "Ten drugi". A Jary? Poznaliśmy się w ośrodku wczasowym ZAiKS-u, gdzie jeździliśmy z dziećmi...
...gdzie?
- Albo w Ustce, albo w Zakopanem, gdzie byliśmy też w tym roku. A ponieważ od lat znał mój problem z brakiem tekstów, więc postanowił mi pomóc: "Wiesz, mam jeden tekst, mam też znajomego, który może ci coś napisać". I napisał "Bajkę". A Jary napisał "Zostawiaj mi" - fajny, damski tekst.
W 1996 roku nagrałaś album "Urszula akustycznie" z wersjami starych i nowych przebojów. Jak wspominasz tamtą sesję, bo wielu wykonawców twierdzi, że unplugged to zupełnie inne doświadczenie?
- Płytę nagrywaliśmy w Radiu Białystok. Pamiętam, że jeszcze w Warszawie długo się przygotowywaliśmy do sesji. Rzeczywiście, nagranie akustyczne wymaga innego podejścia - i technicznie, i aranżacyjnie jest to wyzwanie. Bardzo bym chciała jeszcze raz nagrać taką płytę, ale z innym podejściem. I koncertową. Zarejestrować kilka koncertów i wybrać najlepsze nagrania. Niestety, muzycy są bardzo zajęci. Moi też, bo nie mają łatwej sytuacji i może nie pracują, gdzie się da, ale muszą dorabiać w innych bandach. Maciej Gładysz jest rozchwytywany!
Dawno i obecne fascynacje muzyczne.
- Pamiętam napisy na modnych wtedy torbach ze świńskiej skóry, tzw. elektryków: Deep Purple, Led Zeppelin, Uriah Heep.
A dziś?
- Z tym jest problem. Na szczęście w telefonie mam aplikację MobilMe, dzięki której mogę dowiedzieć się, kto śpiewa interesującą mnie piosenkę. W aucie dobrze mi się słucha Frou Foru, Nationele - to ostatnio, ale mam też - zobacz - George?a Bensona, Fleetwood Mac i Carlę Simon. Troszeczkę się cofam do tego, co było, co było fajne, z czego cały czas się czerpie, ale w nowoczesny sposób.
A jaki jest Top 5 Urszuli?
- Teraz na pewno "Skaczę na dach", która bardzo podnieca nas na koncertach. "Dmuchawce", których wykonywanie od niedawno bardzo mnie zaskakuje. Może dzięki Ewie Farnie, która ją nagrała na wydanej w ubiegłym roku płycie "Cicho", ta piosenka wróciła do młodych ludzi, którzy śpiewają całe zwrotki - od początku do końca, co się rzadko zdarzało. Owszem, były światełka, gdy śpiewałam refren, ale teraz publiczność całą piosenkę śpiewa za mnie. Cały czas bardzo dobrze nam się gra "Rysę na szkle" oraz mocne kawałki: "Obawa" i "Depresja". Zrobiliśmy też bardzo fajną siedmiominutową wiązankę moich starych przebojów.
W nocy jedna ze stacji często nadaje "Konika na biegunach". Przyznam się, że nie mogę go już słuchać! Skąd pomysł na ten cover?
- To był pomysł Staszka, który powiedział, że ta piosenka była kiedyś wielkim przebojem i na nowo musi chwycić. "Konika" pamiętam z dzieciństwa, a kiedy byliśmy w Stanach, to Michał Hoffman powiedział, że na każdej imprezie, na której grał, czy to było wesele, czy to była studniówka, obowiązkowo musiał być "Konik". I gdy w 1994 roku wróciliśmy do Polski, to postanowiliśmy go nagrać w konwencji Blues Brothers. Później rozmawialiśmy z chłopakami z zespołu IRA, którzy powiedzieli: "Płyta "Biała droga" jest OK, ale ten "Konik!".
Jak porównujesz show-biznes z lat 80. z obecnym? Możliwości debiutu, nakłady płyt - twój album dla Arstonu sprzedał się w nakładzie, o jakim dziś można tylko śnić!
- Kiedy pytam o nakłady, ile się sprzedało, to słyszę: "Całkiem nieźle - 10-11 tys.". Inne czasy. Nic na to nie poradzimy. A show-biznes? Dawniej nie wiedziałam, jak on działał, i nie wiem, jak działa dziś. Kiedy w firmie płytowej mówią, że nic nie mogą na to poradzić, że polskiej muzyki w radiu nie gra się w dzień, tylko w nocy, to tego nie potrafię zrozumieć. Taka polityka sprawi, że polskiej muzyce będzie ciężko przetrwać. Może nie jest tak wspaniała, jak zachodnia, której słuchając, się podniecamy i często z niej ściągamy, jak zawsze, od wielu lat, ale jest nasza. We Włoszech słucha się włoskich piosenek, które tworzą klimat. Gdzie indzie jest tak samo - ludzie hołubią to, co ich. To jest ich kultura.
Jeśli chodzi o zaistnienie, to wtedy miałam jak w puchu. Jak Budka Suflera pojawiała się na estradzie z dziewczyną, to było to. Oczywiście porównywali mnie z innymi, ale nie było tego klimatu co teraz. Nie było tej agresji w ocenianiu. Dziś bardzo łatwo jest źle oceniać - wówczas było więcej miłości do muzyki. Mam nadzieję, że może się mylę, ale dziś podejście do muzyki jest mniej uczuciowe.
Co Ci dał pobyt w USA?
- Dużo więcej odwagi i pewności siebie - nie tylko na scenie, a graliśmy różne rzeczy, bo i Zeppelinów, Hendriksa, i to zostaje w pamięci, i ma wpływ na dalsze życie. Bo jak dasz sobie radę w innym miejscu, za granicą, to zaczynasz się pewniej czuć i u siebie. Udało nam się spokojnie przetrwać finansowo, a w USA byliśmy w sumie 5 lat, od 1990 do 1994 roku.
Wróciliśmy do tego samego wynajmowanego w bloku wojskowym mieszkania w Warszawie. Byliśmy w takiej samej sytuacji, jak przed wyjazdem, choć z większym doświadczeniem, a Staszek miał kilka gitar więcej. Ponadto przywiozłam pierwszy polski album kompaktowy z muzyką rozrywkową - "The Best of Urszula & Budka Suflera", wydany przez Rock Studio z Nowego Jorku. Ponownie w USA byłam w 2009 roku na koncertach Budki Suflera z okazji 35-lecia jej istnienia.
Chyba masz nową stronę internetową, bo zakładka "albumy jest pusta, a linki do wideo dla mediów nie są aktywne?
- Wiem, że ta strona to obciach, ale nikt nie ma czasu na jej poprawienie. Jesienią, kiedy będzie mniej słońca, siądziemy przy komputerach i dokończymy jej budowanie.
Gdzie są Ujsoły?
- W Beskidzie Żywieckim.
A wiesz, dlaczego o nie pytam?
- Bo tam gram (później na stronie gminy można było przeczytać, że zorganizowany w nowym amfiteatrze "Pod Muńcołem" koncert, a właściwie okazałe widowisko artystyczne, przyciągnęło tłumy wielbicieli gwiazdy w różnych przedziałach wiekowych - przyp. red.).
Jakie koncerty wspominasz najmilej?
- Najbardziej pamiętam te, które wywołały silne emocje. Dlatego pamiętam występ z 1987 roku z Budką Suflera w Limelight w Nowym Jorku, w dyskotece zlokalizowanej w dawnym kościele. Po raz pierwszy na koncercie stałam w miejscu, w którym kiedyś był ołtarz. Niestety, nie mogłam wychodzić do baru i siedziałam w garderobie, bo nie miałam prawa jazdy czy dowodu potwierdzającego, że skończyłam 21 lat. Z sentymentem wspominam też zeszłoroczny udział w Dniach Firleja - miejscowości w Lubelskiem, położonej nad jeziorem Firlej, nad którym niemal się wychowałam, a teraz mamy tam domki. Na koncercie była cała moja rodzina i wielu mieszkańców, których znam od 100 lat.
Co dalej?
- Przede wszystkim nowa płyta. Bardzo bym chciała wejść z muzykami do studia i dżemować, aż z tego wyjdą fajne piosenki.
A jak spędzasz wolny czas. Kończy się lato i koncerty...
- ...i jest depresja. Koniec kolonii i jesteśmy w dołku psychicznym. A poważnie: jest czas na pracę w studiu, które musimy przebudować: zrobić nieco dłuższą i szerszą reżyserkę. Studio, które jest w moim podwarszawskim domu, składa się z dużego pomieszczenia do prób, reżyserki i pokoju do nagrywania wokali. Na razie jest to zupełnie prywatne studio, ale może niedługo otworzę je dla najbliższych memu sercu muzyków. Lubię, kiedy w studiu coś się dzieje. Wtedy cały dom też ożywa. Zamierzamy też wydać reedycję albumu z różnymi teledyskami. Szukam namiarów na "Twoje zdrowie mała", bo bardzo chciałabym ten clip na nim umieścić. Pamiętam tylko, że zrobiło go dwóch reżyserów.
Poza tym Szymon, którego tatą jest mój partner Tomasz Kujawski, idzie do pierwszej klasy i muszę z nim przysiąść, by go nauczyć, jak ma się uczyć. A 23-letni Piotr, syn Staszka, generalnie jest samodzielny.
URSZULA KASPRZAK
Ur. 7 lutego 1960 r. w Lublinie. w dzieciństwie uczyła się gry na fortepianie i akordeonie. Później uczęszczała na zajęcia w lubelskim Studium Piosenki. W 1977 r. jako amatorka uczestniczyła w Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze i piosenką "Kopciuszek" wyśpiewała główną nagrodę - Złoty Samowar. Rok później wystąpiła w koncercie Debiuty na Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu z piosenką "Umieć żyć". Na przełomie lat 1981/82 Jerzy Janiszewski z Radia Lublin namówił Romualda Lipkę, lidera Budki Suflera, by skomponował dla Urszuli kilka piosenek. Były to "Fatamorgana '82", "Bogowie i demony" i "Luz blues w niebie same dziury", które szybko stały się przebojami, a piosenkarka rozpoczęła, trwającą do 1987 r., współpracę z Budką Suflera. W 1983 r. ukazał się album "Urszula" z balladą "Dmuchawce, latawce, wiatr", która w konkursie Polskiego Radia i Telewizji została uznana za Największy Przebój Roku, a anglojęzyczna wersja "Slowly Walking" weszła na listę przebojów Radia Luksemburg. Znana z takich przebojów, jak "Totalna hipnoza", "Malinowy król", "Rysa na szkle", "Na sen", "Biała droga", "Anioł wie...", "Depresja", "Dziś już wiem". 


|