 Anna Przybylska zapewnia, że jej wyjazd do Turcji nie odbije się na życiu zawodowym. I rzeczywiście. Dowodem na to jest chociażby ostatni film "Dlaczego nie!" Kolorową prasę obiegła informacja, że wraz z mężem Jarosławem Bieniukiem, który podpisał umowę z tureckim klubem piłkarskim, wyjedzie Pani do Turcji i zniknie z serialu "Złotopolscy".
- To prawda, że wyjeżdżam do Turcji. Ale przecież mamy XXI wiek i to wcale nie oznacza, że rezygnuję z kariery i rzucam wszystko. Przez wiele lat dojeżdżałam do Warszawy na plan filmowy pociągiem. Podróż w jedną stronę trwała trzy, cztery godziny, a nawet pięć godzin. A podróż z Turcji samolotem trwa trzy godziny... Dziś to nie jest duża odległość, do Turcji lata dużo samolotów.
To, że moje prywatne życie wygląda tak, a nie inaczej, nie odbije się na moim życiu zawodowym. To, że zdecydowałam się wyjechać za granicę razem z mężem nie oznacza, że zrezygnowałam z wykonywania zawodu. A to, że wyjeżdżam tam z nim i z dziećmi jest dla mnie zupełnie naturalne. Nie wyobrażam sobie, że on miałby mieszkać tam, a my tu.
Nie boi się Pani przeprowadzać do Turcji? To kraj odmienny od Polski.
- Nie, dlaczego miałabym się bać? Podróże kształcą. Wiem, że Turcja to państwo zróżnicowane. Ale i w Polsce są duże miasta i są wsie, do których cywilizacja niemal nie dociera. Tak samo w Turcji. Są tam wielkie aglomeracje i są miejsca, w których można spotkać ludzi jeżdżących na osłach. Będę mieszkała w Antalyi. To bardzo duże miasto, port lotniczy. Jest tam dużo zabytków, pięknych miejsc, morze, aquapark, jest dużo cieplej niż w Polsce, co zapewne spodoba się moim dzieciom.
Mogę więc uspokoić Pani wielbicieli: nie zniknie Pani ani z serialu "Złotopolscy", ani z serialu "Daleko od noszy"?
- Na pewno nie. Poza tym obecnie gram jeszcze w trzech filmach fabularnych, w tym w "Dlaczego nie!" oraz w "Rysiu" - kontynuacji "Misia". Poza tym jestem przecież twarzą Astora, ciągle gdzieś jeżdżę, robimy reklamówki, sesje zdjęciowe. Jak skończę te projekty, zrobię sobie przerwę, żeby nacieszyć się dziećmi.
W filmie "Dlaczego nie!" - najnowszej komedii Ryszarda Zatorskiego - gra Pani siebie, czyli gwiazdę - Annę Przybylską.
- I tak, i nie. Faktycznie gram tam Przybylską, która kręci film reklamowy o perfumach. Ale to jest kreacja aktorska, bo w życiu codziennym nie zachowuję się tak, jak zapisano w scenariuszu tego filmu. A zapisano z pewną dozą ironii, która ma odsłaniać kulisy tak zwanego show-biznesu. To taki wątek komediowy, który ma rozśmieszyć widzów komedii romantycznej, jaką będzie film "Dlaczego nie!". Mogę jedynie zdradzić, że krzyczę i piszczę na planie. A zdjęcia sceny, w której występuję, kręcone były nad podsuwalskim jeziorem Hańcza, w bardzo pięknych plenerach.
Nie czuje się Pani gwiazdą? Jest Pani bardzo popularną aktorką.
- Absolutnie nie. Jestem normalną osobą, mam rodzinę, dzieci, dom. Piorę, sprzątam, gotuję. Nie żyję pod szklanym kloszem, nie chodzę z ochroną, nie jeżdżę długą limuzyną.
Sławę przyniosła Pani rola Marylki w serialu "Złotopolscy". Lubi Pani Marylkę?
- Darzę tę postać wielkim sentymentem, tak samo zresztą, jak cały serial. I choć gram Marylkę już dość długo, ta rola nie znudziła mi się, bo scenarzyści wymyślają ciągle nowe zawirowania w jej życiu. Myślę, że Marylka poważnieje wraz ze mną, choć do zupełnej powagi jest jej jeszcze daleko.
Jak udaje się Pani pogodzić obowiązki domowe z pracą?
- Prawdę mówiąc, najcięższe są dojazdy na plan. Mam ten komfort, że wykonuję tak zwany wolny zawód. Sama mogę decydować, kiedy pracuję. Mam na przykład dwa miesiące intensywnej pracy, a potem kilka tygodni mogę poświęcić wyłącznie dzieciom. Przypuszczam, że gdyby zsumować czas, który na pracę i na dojazdy do pracy poświęca mama, która pracuje osiem godzin dziennie, i porównać go z czasem, który ja spędzam na planie i na dojazdach na plan, to okazałoby się, że ja pracuję mniej godzin. Nie wiem, który system pracy jest lepszy. Natomiast ja mam ten komfort, że sama mogę decydować, kiedy chcę pracować.
Kto opiekuje się dziećmi, gdy Pani wyjeżdża?
- A to różnie bywa. Mam opiekunkę do dzieci, pomagają też oczywiście babcie.
Przez jakiś czas nie występowała Pani w rozrywkowych programach telewizyjnych, ale niedawno pojawiła się Pani w programie Szymona Majewskiego.
- Uwielbiam Szymona! Podoba mi się zarówno formuła jego programu, jak i on sam. Bo to bardzo pogodny, inteligentny i pracowity człowiek. Przyznam się, że udział w tym programie był dla mnie wielkim wydarzeniem.
Żartowała pani u Szymona, czy naprawdę ma Pani jakieś kompleksy związane ze swoim wyglądem?
- Każda kobieta chyba ma jakieś kompleksy, choć nie wszystkie o tym mówią... A ja jestem zwykłą kobietą.
Może Pani zdradzić, jak Pani dba o swoją urodę?
- Najważniejszą rzeczą jest dobrze się wyspać. Oczywiście używam też najróżniejszych kremów, odpowiednich do mojej skóry.
Czy stosuje Pani jakieś superdiety?
- Nie stosuję żadnych diet! Uwielbiam też słodkie rzeczy, choć oczywiście staram się nie jeść ich zbyt wiele. Generalnie jednak lubię jeść, uwielbiam jeść! Wolę sobie pod tym względem pofolgować, a za to spędzić trochę czasu na siłowni. Wolę więcej zjeść i uprawiać sport, niż niewiele jeść i siedzieć w jednym miejscu, myśląc tylko o tym, że mam pusty brzuch.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Jolanta Żabińska
Fot. Andrzej Szilagyi/MWMedia |