 Elektryzująco piękna, drapieżna, i nieokiełznana, gdy pod jej maskę zamówimy 3-litrowy silnik benzynowy o mocy 306 KM. BMW Z4 Roadster to cukiereczek bawarskiego koncernu, który stworzono po to, aby zagwarantował swemu nabywcy ogromną porcję radości z jazdy
Arkadiusz Michlewicz
Cóż, okazuje się, że Polak potrafi. Kiedy zaprezentowano pierwszą generację Z4, auto zaskoczyło wszystkich nie tylko urodą, lecz także informacją o jego twórcy - Polaku Tomaszu Sychym. Otóż grupa polskich stylistów samochodowych coraz bardziej się powiększa. Po sukcesie w Toyocie oraz Peugeocie przyszła kolej na najgłośniejszy projekt naszego rodaka, model Z4. Samochód jest prawdziwym dziełem sztuki. Co dziwne, nie kosztuje milionów, ale 165 tys. złotych w podstawowej wersji z 2.5-litrowym silnikiem o mocy 204 KM. Do najmocniejszej, 3-litrowej jednostki napędowej (306 KM) trzeba już dopłacić około 21 tys. zł. Jednak cena nie odstrasza potencjalnych nabywców, bo w zamian otrzymują lepiej wykonany samochód od tych, które oferuje konkurencja, wartością często przebijające nawet bawarskiego roadstera.
Wygląd a la lata 30.
Co można powiedzieć o urodzie Z4? Hm, trudno się jej oprzeć. Wydłużona maska pojazdu, charakterystyczne dla BMW nerki, czyli atrapa chłodnicy oraz reflektory przypominające groźne spojrzenie japońskiego samuraja robią niesamowite wrażenie. Najbardziej intrygująca jest kabina pasażerska. Z zewnątrz wydaje się być niewielka i dość ciasna. Takie wrażenie potęguje linia nadwozia, zawężająca się ku tyłowi, bo twórcom zależało na zachowaniu wszelkich zasad aerodynamiki. W tym przypadku inspiracją była spadająca kropla wody. Tej samej zasady trzymał się także Chrysler, gdy spod cyrkli i ołówków jego inżynierów wychodziło coupe o nazwie Crossfire. Jednak to zupełnie odmienne rodzaje stylistyki. Bynajmniej, kiedy porówna się oba auta. Kabina Z4 sprawia wrażenie osadzonej na grubym plastrze, wspaniale narysowanej karoserii. Wydaje się, jakby inspiracją do jej stworzenia były pojazdy z lat 30. ubiegłego wieku. Zgrabne lampy, niepozorny wydech, pokrywa 370-litrowego bagażnika z wkomponowanym spojlerem. Na jego długości zamontowano listwę ze światłem stop. Ten samochód ma prawo się podobać. Zwłaszcza, gdy stoi z otwartym dachem. BMW zrezygnowało z płóciennego poszycia, dlatego w nowym Z4, po kilkunastu sekundach, twardy dach składa się automatycznie pod pokrywą kufra i samochód przeobraża się ze zwykłego coupe w cabrio.
Prawdziwe oblicze
Kiedy zajmiemy miejsce wewnątrz pojazdu, przywita nas szeroko rozumiana jakość. Deska rozdzielcza, choć wygląda niepozornie, ma wszystko to, co być powinno w każdym samochodzie. Prędkościomierz, obrotomierz, kilka kontrolek, radio i sterowanie klimatyzacją. O zbędnych elementach nie ma mowy, ponieważ w przypadku takich aut każdy kilogram uważany jest za niepotrzebny balast. Jednakże, dla tych, którym kilogramy nie przeszkadzają, bawarska firma oferuje Z4 z dodatkowym, dość kosztownym wyposażeniem. Bez trudu wersję podstawową można doposażyć chociażby w automatyczną skrzynię biegów, skórzaną tapicerkę, elektryczną regulację foteli, zestaw audio i biksenony, żeby dopłacić około 50 tys. zł. Owszem, jeśli ktoś poszukuje niewielkiego coupe do jazdy w mieście, a przy tym chce maksymalnie wyposażyć pojazd, to nie ma problemu. Będzie jeździł pięknym i bardzo luksusowym Z4, którego pozazdroszczą mu koledzy i koleżanki z pracy.
Pomińmy jednak cenę auta, bo głównym elementem wywołującym westchnienia męskiej populacji jest wspaniała benzynowa 3-litrówka, dysponująca w najmocniejszym wydaniu aż 306 mechanicznymi wierzchowcami oraz wysokim momentem obrotowym 400 Nm dostępnym w przedziale 1300-5000 obr./min. Jednostka w połączeniu z automatyczną skrzynią biegów katapultuje Z4 w zaledwie 5,2 sekundy do setki. Natomiast prędkość maksymalną, zgodnie z dżentelmeńską umową między koncernami samochodowymi, ograniczono elektronicznie do 250 km/h. I dobrze, bo utrzymać bawarskie Coupe Cabrio przy takiej prędkości w ryzach, to jak galopować po stepie na dzikim ogierze. Trzeba wykazać się nie lada umiejętnościami oraz mieć pomysł na fotoradary i policyjne wideorejestratory. 





|