Ekskluzywny magazyn - Ważne wydarzenia

Strona głównaO VIPieRedakcjaReklamaMapa stronyWydawnictwo

  

Rozmowy VIPa
Ambasadorzy
Podróże VIPa
Styl VIPa
Gadżety VIPa
Auto dla VIPa
Okiem VIPa

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter Magazynu VIP, wpisz swój adres e-mail:
  

Zobacz, jak wygląda VIP

PIOTR NAJSZTUB - Wiek odbiera prawo do bycia głupim


Rozmawia ANJA LASZUK

Wiem, że przestaną mnie chcieć. Nie wiem tylko, w którym momencie i przy jakim stanie portfela. Gdybym chciał się przypodobać, dalej zadawałbym głupie, ostre pytania, ale już ich nie zadaję, bo inaczej patrzę na świat. Kiedy jest się młodym, łatwo wydawać głupie sądy, a teraz głupota przychodzi mi z dużą trudnością - mówi Piotr Najsztub

Ma Pan takich rozmówców, którzy widząc Pana, przechodzą na drugą stronę ulicy?
- Nawet jeśli w trakcie rozmowy robię przykrość i rozmówca ma poczucie, że krzywdzę go swoimi opiniami, nie robię wywiadów bezoosobowych. Wyrażam w nich swoją opinię. Nawet jeśli jestem nieprzyjemny podczas rozmowy, potem rozmówca ma wrażenie, że zachowałem się o tyle uczciwie, że nie wyciągnąłem wyłącznie tych fragmentów, w których daję mu tylko po głowie. W bohaterze nie może być poczucia, że został zmanipulowany. Tak więc nie mam bohaterów, którzy przechodzą na drugą stronę ulicy. Co więcej, mam takich, którzy nie chcą autoryzacji. Jako, że mieli już ze mną kontakt, wiedzą, że ich nie zrobię w konia.

Rozumiem, porozmawiajmy zatem o etyce dziennikarzy wśród dziennikarzy. Dziennikarz ma prawo przeklinać względem swoich podwładnych?
- Tylko ironia i żart usprawiedliwia przekleństwa. Mnie się nie podoba świat, w którym do tej pory była umowa, że nie są publiczne, a takie się stają, w tym upublicznienie zachowania Kamila Durczoka ze studia. To jest wynikiem tego, co robi TVN. Nie podoba mi się sytuacja, w której Kazimierz Marcinkiewicz czeka na połączenie ze studiem w Warszawie i kamera to nagrywa. Nie za bardzo chcę w takim świecie uczestniczyć. Nie za bardzo chcę konsumować produkty tego świata. Nie żebym był za jakimś zafałszowaniem rzeczywistości, tylko światy są publiczne i prywatne. Te granice zostały przekroczone i to jest złe.

Ale skoro ludzie chcą to oglądać?
- Wie Pani, w średniowieczu ludzie chcieli oglądać płonące czarownice.

Tak Pan wyraził się na temat wywiadu z Jolą Rutowicz, że skoro ludzie chcą ją oglądać...
- Tak, ale to nie jest ta rzecz, o której Pani mówi. To nie jest łamanie granicy pomiędzy światem publicznym i prywatnym. Nie czaję się pod jej łóżkiem, po prostu z nią rozmawiam. Natomiast mówimy o pokazywaniu świata publicznego, który miał być prywatny. Ktoś zapomniał zasadę Kanta "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe". Kiedyś ci wszyscy ludzie, którzy to robią, obudzą się z krzykiem. Zobaczą siebie na tych youtubach. Kamil zrobił to w sytuacji niepublicznej. Jeśli ten pracownik miałby jaja, a nie wtyczkę do Internetu, powienien wyjść i coś mu powiedzieć. To ewidentne tchórzostwo.

Nie zgodzę się z tym, a przynajmniej nie do końca. Ilość programów publicystycznych w Polsce tego formatu, co "Fakty",można policzyć na palcach jednej ręki. W tym sensie to oligopoliczna sytuacja.
- Wyjścia nie mają ludzie słabi, którzy się boją.

Pan zawsze ma wybór?
- Ostatnio tak. Natomiast zdarzają się różne sytuacje i wtedy człowiek dowiaduje się, kim jest: człowiekiem wolnym lub nie.

Pracownik na etacie nie jest do końca człowiekiem wolnym. Jest poniekąd zakładnikiem swojego pracodawcy.
- Lubi o sobie myśleć, że jest zakładnikiem, bo to usprawiedliwia kompromisy. Koniec, kropka. Nie ma dyskusji. Oczywiście są tysięczne wyjaśnienia, usprawiedliwienia. Wszyscy czytaliśmy, więc mamy mnóstwo słów na podorędziu. Nie mniej prawda jest taka, że albo człowiek jest wolny, albo nie. Wolny jest wtedy, kiedy nie zawiera kompromisów wbrew sobie. Zbyt dużo. Pracownik, który uważa, że jest zakładnikiem, nie jest żadną wartością, a szczególnie w mediach.

Pana zdaniem Kamil Durczok miał więc prawo tak się odezwać?
- Nie dywagowałbym, czy miał prawo, czy nie. To jego osobista porażka. Człowiek wyznacza granice swojej wolności przemocą, przebiegłością, albo w inny sposób. Przemoc słowna jest też przemocą. Porażką osobistą jest używanie przekleństw w normalnych sytuacjach, już pomijam wobec podwładnych. Zachowanie, w którym przełożony musi używać przekleństw wobec podwałdnych, jest wyrazem bezradności.
Moim zdaniem zdobył trochę punktów u publiczności, bo zawsze był taki "gładki prowadzący", a teraz taki "swój chłop", rzuci wiąchą... Mówiąc pół żartem, pół serio, chętnie obejrzałbym specjalne wydanie "Faktów", w którym Kamil przeklina. Mówi: "k..., i jeszcze ten wypadek!". Użycie przekleństw w formule nowoczesnych mediów toby było coś rewelacyjnego.

Ma Pan w sobie tego diabła, i co więcej przyznaje się do tego, mówiąc, że nie jest dobrym człowiekiem. Dlaczego?
- Zawsze mi się wydawało, że dobroć jest nudna. Zawsze chciałem być oryginalny i ciekawy, więc pewnie stąd mi się to wzięło. Dobroć byłaby wyrazem mojego skrajnego nudziarstwa. Mam obsesję, i kiedy spotykam ludzi, których znałem kiedyś, pytam, jaki byłem. Właściwie niewiele się zmieniłem, tylko przestałem być ostry, kategoryczny.

To prawda, złagodniał Pan.
- Moim zdaniem to kwestia wieku, bo to, co daje wiek, życie wśród ludzi, to empatia. Im więcej spotykamy ludzi, wchodzimi z nimi w interakcję, poznajemy motywy ich zachowań. I w moim wieku już jest tak, że z czymkolwiek bym się nie spotkał, rozumiem motywacje ludzkie. Trudniej już ostro zareagować. Kategorycznie. Wiek odbiera prawo do bycia głupim. Kiedy jest się młodym, łatwo wydawać głupie sądy, a teraz głupota przychodzi mi z dużą trudnością.

Ale pozwala Pan sobie czasem?
- Coraz mniej, niestety (śmiech).

Dlatego Pana wywiady są coraz bardziej łagodne.
- W związku z tym, pewnie niedługo przestaną mi za nie płacić. Trudno, zmienię zawód.

Posługując się Pana retoryką, nie boi się Pan, że przestaną Pana chcieć?
- Wiem, że przestaną mnie chcieć. Nie wiem tylko, w którym momencie i przy jakim stanie portfela. Po części, pewnie stąd jest restauracja. Mam takie przekonanie, że będę musiał robić w życiu coś innego, nie staram się też przypodobać za bardzo. Może będę rysował portrety, byłem w tym kiedyś niezły. Gdybym chciał, dalej zadawałbym głupie, ostre pytania, tylko już ich nie zadaję, bo inaczej patrzę na świat. Gdybym rozpaczliwie chciał, żeby mnie dalej chciano, jechałbym traktorem.

A jednak ma Pan w sobie takie poczucie?
- Po prostu skończy się jedna z moich ról. Bo będę nieostry, zbyt łagodny, a przyjdą sezony, że nie będą chcieli łagodnych.

Takie pytanie zadał Pan jednemu ze swoich rozmówców.
- Tak, ja zadaję to pytanie ludziom, którzy tę kategorię w sobie mają. Ja nie mam tej kategorii w sobie.

Fot. MW Media


Magazyn VIP to: Ekskluzywne czasopismo, kluby, marki, samochody | Elegancja | Ludzie biznesu | Luksusowy magazyn | Moda gwiazd Podróże artykuły |
Polskie gwiazdy | Profesjonalne salony urody | Relacje z podróży | Stylowe wyposażenie | Światowe sławy | Turystyka i rekreacja
Copyright by VIP Polityka, Biznes, Fakty (c) 2006 - Wszystkie prawa zastrzeżone. Projekt i wykonanie: Vega Internet Studio
Za pozycjonowanie tego serwisu odpowiada Sunrise System.