 Arek Rejs
Polski rynek przestał być zaściankiem dla pływającego luksusu. Po "chudych" latach sytuacja uległa zmianie, i dziś także my możemy pływać jachtami zarezewowanymi do tej pory dla możnych tego świata. Warunkiem jest jedynie grubość portfela
Przez wiele lat na polskim rynku dominowały jachty amerykańskich stoczni. Wynikało to nie tyle z jakości i uroku tych jednostek, co z przepisów celnych i podatkowych, które czynią te jednostki stosunkowo tanimi w porównaniu z produkcją europejskich konstruktorów. Na szczęście w ciągu ostatnich 2 lat sytuacja uległa całkowitej odmianie i w końcu także na naszym rynku zagościły największe stocznie z Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii. Dzięki zmianie trendu na bardziej europejski, na naszym rynku mogły pojawić się łodzie stoczni Baia, ulubieńca gwiazd. Armatorami jachtów spod znaku Cantieri di Baia są m.in.: Bruce Willis, Maradona, Bud Spencer, Sylvester Stallone, Ivana Trump. Nie ma wśród nich jeszcze żadnej polskiej gwiazdy. Może wkrótce i to ulegnie zmianie?
Jachty, które uwodzą
Co jest w tych jachtach, że wzbudzają takie porządanie gwiazd? Można wyliczać długo, bo mają w sobie wszystko, co może uwodzić. Są projektowane według indywidualnych zamówień, osiągają duże prędkości, a przy tym są niezwykle luksusowe. Łodzie te docenimy najbardziej, odwiedzając stocznię położoną w miejscowości Baia i korzystając z próbnego rejsu. Mi udało się popłynąć w krótką podróż jachtem Baia Italia 70,3. pod względem wielkości jachtem oferowanym przez stocznię. Największy model to już kultowa, ponad 30-metrowa Baia One Hundred.
Italia 70 robi wrażenie swoimi nieograniczonymi przestrzeniami. Z dużej platformy kąpielowej wchodzi się na wyłożony drewnem tekowym, ograniczony jedynie burtami plac kokpitu. Wzdłuż prawej burty, aż do stanowiska sterowania, wije się długa sofa, która tworzy dużą literę L, z niewielkim stolikiem na końcu. Na przeciwnej burcie znajduje się druga, krótsza kanapa i kolejna z niewielkim stołem na rufie łodzi. Poza tym cały kokpit jest otwartą przestrzenią, aż do umieszczonego z prawej strony stanowiska sterowania z dwoma skórzanymi fotelami, których nie powstydziłby się w swoim biurze żaden szanujący się prezes. Przed fotelami wyrasta ściana budzących respekt przyrządów pokładowych z koroną dużego tradycyjnego kompasu na szczycie. Kokpit rozmiarów boiska nie przeszkadza w tym, by szerokimi półpokładami wzdłuż łodzi bezpiecznie przejść na drugie "boisko" pokładu dziobowego z ogromnymi białymi materacami, między którymi znajduje się niewielki Luk z mocnymi głośnikami i stacją dokującą iPoda.
Zanurzyć się we wnętrzu
Jak już wspomniałem, są to jednostki z wnętrzami projektowanymi na indywidualne zamówienie klientów. Podobno, gdy pierwszy grecki klient łodzi Baia One Hundred zobaczył jej wnętrze - urządzone w stylu Starożytnej Grecji - popłakał się ze wzruszenia i bez chwili zastanowienia zamówił kolejne 2 jednostki. Do takich uniesień Italia 70 mnie nie doprowadziła, ale nie pogardziłbym takim wystrojem w moim niewielkim mieszkaniu. Na osi łodzi, zaraz przy stanowisku sterowania znajduje się zejście do wnętrza jednostki, którego projekt należy do włoskiego designera Carla Galeazzi?ego. Wita nas delikatny szum klimatyzacji i nadające wnętrzom tajemniczości dyskretne oświetlenie Led. Na Italii 70 wchodzi się jakby do jednego z korytarzy na piętrze drogiego hotelu, w którym kolejne drzwi kryją za sobą luksusowe apartamenty. Z prawej strony znajdują się drzwi do apartamentu VIP, szerokiej jasnej kajuty z dużym, 2-osobowym łóżkiem ustawionym pod kątem 45°, taflami luster i ogromną ilością naturalnego światła, które wpada przez okna burtowe. Jest też duży, 26" telewizor, biurko i toaletka. W korytarzyku, który jest częścią kajuty, znajdują się drzwi do bogato wyposażonej toalety, a dalej do bogato wyposażonego prysznica z funkcjami masażu i biczy wodnych. W części dziobowej znajduje się równie bogato wyposażona kabina armatora, a po drodze do niej mijamy drzwi do mniejszej, 2-osobowej kajuty. Nawet w tej niewielkiej kabinie znajdziemy sporą garderobę i dużo naturalnego światła.
Kapitan twoim przyjacielem
Bezpośrednio z holu łodzi można przejść do bogatej kuchni godnej kunsztu samego Gordona Ramsaya. Blaty wykonane są z nierdzewnej stali, a jasne fronty szafek kontrastują z niemal czarnymi ścianami. Poza normalnym oświetleniem, także tu są przydające atmosfery błękitne, delikatne światła Led.
Na jachtach tej wielkości ich armatorzy do obsługi łodzi zatrudniają najczęściej wykwalifikowanych sterników i załogę. Kajuta załogi zazwyczaj jest lokowana gdzieś w ciasnych zakamarkach, między silnikiem a garażem miniRIBa. Właściciele tej stoczni doszli do wniosku, że nie jest to aż tak ogromna jednostka, by sternik był zupełnie obcą osobą. Jak powiedział Roy Capasso, dyrektor marketingu stoczni: - Na łodzi tych rozmiarów kapitan jest twoim przyjacielem. Potwierdzeniem tej ideologii jest ulokowanie załogi na tym samym poziomie, co reszty gości. Wszystkie pomieszczenia pod pokładem, łącznie z łazienkami, wykończone są niezwykle bogato. Ciemne egzotyczne drewno wenge (podobno posiadające magiczne właściwości) połączone z jaśniejszym, równie egzotycznym, drewnem moab. Z tymi ciemnymi gatunkami drewna idealnie współgrają jasne obicia ścian i tapicerki kanap i foteli. Prócz oświetlenia dyskretnie zainstalowanymi lampami, nocne oświetlenie całej łodzi zapewniają błękitne światła LED. Wszystko to sprawia, że ta sportowa jednostka nabiera bardzo luksusowego smaku.
Przyjemność gwarantowana
Wiele jest łodzi z równie luksusowym wykończeniem wnętrz i wyposażeniem, klimatyzacja i oświetlenie Led na współczesnych jachtach to już standard. Niewiele jest jednak wypoczynkowych jachtów tych rozmiarów, dla których normalne jest osiąganie prędkości około 50 węzłów (ok. 90 km/h), zwłaszcza w Polsce. Baia była jednym z pionierów instalacji innowacyjnego napędu Arneson w łodziach motorowych. Było to dosyć ryzykowne posunięcie, ale ostatecznie przyniosło stoczni popularność i idące za tym korzyści finansowe. Obecnie napęd ten jest powszechnie stosowany w wyścigowych łodziach sportowych. Poza generowaniem wyższych osiągów i lepszej manewrowości, tworzy on charakterystyczny pióropusz wody wywołany przez bardzo płytko umieszczoną śrubą. Manewrowanie tym ponad 20-metrowym jachtem w zatłoczonej marinie wymaga niemałego doświadczenia.
Podczas naszego rejsu na pokładzie znajdowało się ponad 15 osób, które mimo takiej liczby ciągle czuły się komfortowo i nie chodziły sobie po palcach. Wypłynęliśmy poza strefę ograniczenia prędkości i silniki weszły na pełne obroty. Za nami wzbił się typowy dla Arneson pióropusz kilwateru i usłyszeliśmy przyjemny gwizd silników. Lekki ruch kierownicą starczał, by łódź delikatnie się pochylała i wchodziła w zakręt. Przy mocniejszym skręcie jacht zadziornie unosił burtę i kręcił ostry łuk, a fontanna kilwateru przy kilku przeciwnych skrętach sprawiła orzeźwiającą niespodziankę siedzącym na tyle łodzi pasażerom, spływała z nich słona morska woda, ale nikt nie zaprotestował, w końcu to jacht służący dobrej zabawie. Na koniec podróży sternikowi przypomniała się jeszcze jedna atrakcja, jaką oferuje Italia 70: spod sufitu zaczęła wysuwać się wykonana z pleksi ściana oddzielająca salon kokpitu od jego rufowej części. W jej środkowej części znajdują się odchylane do góry drzwi zapewniające swobodną komunikację na całym pokładzie. Dopływ świeżego powietrza do salonu zapewnia elektronicznie rozsuwany dach, a odpowiednią temperaturę klimatyzacja, dzięki czemu na łodzi można spędzać przyjemnie czas nawet w chłodne jesienne wieczory.
Cieszy mnie, że w końcu także u nas pojawił się ktoś oferujący ten nowy u nas rodzaj łodzi. W dobie wszechogarniającej psychozy światowego kryzysu, to jak światełko w tunelu, świadczące o tym, że chyba nie jest aż tak źle, jak się mówi. Skoro pojawia się przedstawiciel stoczni, oznacza to, że musi też być i klient. Jest jeszcze jeden pozytywny aspekt wprowadzania na nasz rynek coraz większych jednostek: będą musiały powstać porty z prawdziwego zdarzenia, z pełnym zapleczem medialnym i hotelowym. Rękawica została rzucona. Czy pojawi się kolejny przedstawiciel, oferujący równie luksusowe jednostki? Pożyjemy, zobaczymy.
Fot: www.baiayacht.it




|