 Być oryginalnym, to chyba domena większości z nas. Chcemy posiadać rzeczy niepowtarzalne. Takim swoistym indywiduum jest SsangYong Rodius, którego jako pierwsi w 2004 roku ujrzeli Azjaci. Rok później samochód gościł na salonie samochodowym we Frankfurcie. Stylistyką nie zaskoczył nikogo. Bardziej urzekł wszystkich przestronnym wnętrzem i możliwością przewożenia w komfortowych warunkach siedmiu osób
Arkadiusz Michlewicz
Podobno brzydkie samochody nie istnieją. Są tylko niepoprawne gusta. My, Europejczycy, jesteśmy przyzwyczajeni do pięknych projektów, bo wciąż jesteśmy nimi karmieni przez Włochów. Dlatego nie zawsze potrafimy być tolerancyjni wobec aut ze Stanów czy Azji. Nasze gusta i upodobania kształtujemy od dzieciństwa. A więc jeśli wychowanoby nas na sąsiadującym kontynencie, zapewne uważalibyśmy Rodiusa za nowoczesnego i pełnego dynamiki vana. Kto wie, zy nie okrzyknęlibyśmy go Asia car of the year? Fakt, faktem, samochód trafił na Stary Kontynent i musimy tolerować go takim, jaki jest.
O urodzie Rodiusa nie można dyskutować. Należy użyć sformułowania "oryginalny". Co ciekawe, ku zdziwieniu innych auto znajduje rzesze amatorów. Każdy z nich to raczej wyrachowany racjonalista. Pewny nabycia dużego auta w rozsądnej cenie, ale też przekonany, że raczej nikt go nie ukradnie. Bez obrazy. Rodius jest rzadkim i charakterystycznym widokiem na polskich drogach, więc policyjni tropiciele w ekspresowym tempie namierzyliby złodzieja. Jeszcze kilkanaście lat temu identycznie było z samochodami Jaguara. Było ich tak mało, że namierzenie amatora pojazdów z "drapieżnikiem" na masce należało do rutynowych działań. Spójrzmy teraz na ulice. Jest ich na pęczki za każdym rogiem większych aglomeracji. Jednakże nie można być pewnym aż takiej popularności dla Rodiusa.
Za X-Trailem
Ale sukces może nastąpić. Gdyby tak do zespołu projektującego koreańskiego vana dopuścić kliku europejskich inżynierów, zapewne trafiłby w gusta mieszkańców Starego Kontynentu. Jednak przestańmy się pastwić nad urodą pojazdu. Kiedy wsiądziemy do vana SsangYonga, zrozumiemy, że w jego stworzenie włożono mnóstwo pracy. I tak naprawdę zdecydowana większość polubiłaby Rodiusa właśnie za praktyczną i przestronną kabinę.
Tablicę przyrządów wskazujących, czyli licznik i obrotomierz, umieszczono w centralnej części deski rozdzielczej, co powoli zaczyna być już przeszłością. Weźmy przykładowo Nissana, który po fali krytyki wycofał takie rozwiązania w modelu X-Trail i zegary przeniósł w tradycyjne miejsce. Być może wkrótce inżynierowie SsangYonga pójdą za przykładem i wezmą poprawkę na projektowanie deski rozdzielczej. Czym zachęca koreański van? Wystarczy się jemu dokładnie przyjrzeć. Ma ponad 5 metrów długości, dzięki czemu swobodnie mieści w swoim wnętrzu 7 podróżników. Mało tego, okazuje się być rekordzistą pod względem przestrzeni bagażowej. Po odpowiednim wyregulowaniu kanapy w 3. rzędzie siedzeń uzyskujemy aż 875 litrów pojemności. Czyli o 300 litrów więcej, aniżeli u króla gatunku, Chryslera Voyagera, dysponującego 580 litrami przestrzeni bagażowej. Pojazdowi z Korei nie brakuje też rozwiązań charakterystycznych dla segmentu MPV. Fotele środkowego rzędu można obrócić o 180 stopni i każde z siedzeń poskładać dodatkowo na różne sposoby.
Przemyśleć i kupić
Co jest szczególną zaletą Rodiusa? Napęd 4x4, który SsangYong oferuje w każdym swoim modelu. Jeśli tylko zapragniemy zabrać rodzinę swoją oraz sąsiada na wycieczkę, w tym aucie na pewno wszyscy się zmieszczą. Ba! Nawet z rowerami. I poradzi sobie z nieco trudnym terenem. Pod tym względem model koreańskiej marki jak najbardziej pretenduje do tytułu króla vanów. Auto jest oferowane na naszym rynku jedynie z silnikiem wysokoprężnym o pojemności 2.7 litra oraz mocy 165 KM. Tę samą jednostkę odnajdziemy również w Rextonie. Jej wytwarzanie odbywa się na licencji starszej generacji silnika Mercedesa. W tym przypadku współpracuje on z 5-stopniową automatyczną skrzynią biegów, która daje nam możliwość manualnej zmiany przełożeń. Z tym, że w praktyce ręczna zmiana biegów jest co najwyżej wirtualną opcją. Bo nawet jeśli się na nią zdecydujemy, to będzie i tak pracowała jak tylko jej się podoba. Nie warto, jeśli to wymagałoby dopłaty. Fakt faktem, warto pewne rzeczy dokładnie przeanalizować, jeszcze zanim zapłacimy za Rodiusa 139,9 tys. zł. |