 To, co najczęściej rządzi męską populacją, nazywa się przygodą i adrenaliną. Robimy wiele różnych rzeczy, aby którykolwiek z tych czynników był obecny w naszym życiu
Czesław Matracki
W nosie mamy to, co myślą o nas kobiety żartobliwie mówiące, że rozwijamy się do szóstego roku życia, a później już tylko rośniemy. Trudno płci pięknej zrozumieć naszą naturę. Jesteśmy rybami swobodnie pływającymi wśród nowych technologii i rozwiązań. Nie wspominając już o motoryzacji.
Inne spojrzenie na świat
Gdy kobieta siedzi w salonie i robi sobie manicure, my trzymamy ręce w smarze, uważając go za najlepszy krem. Po co nam solarium, skoro mamy ochotę taplać się w błocie, uczestnicząc w off-roadzie naszego życia. Zamiast odwiedzać po kolei butiki z odzieżą, wolimy siedzieć przed telewizorem i oglądać mecz piłki nożnej. Albo pakujemy plecak, bierzemy kompas, wskakujemy na quada i ruszamy błotnistymi szlakami po przygodę. Po prostu męska rzecz. Dla prawdziwych facetów, którzy kochają wyprawy trudnymi szlakami w nieznane, Suzuki przygotowało prawdziwą landrynkę - KingQuada 750. To nie tylko zabawka dla dużych chłopców, lecz także maszyna stworzona do trudnych zadań. Sercem czterokołowca jest 1-cylindrowy silnik czterosuwowy o pojemności 722 cm3 i mocy 50 KM oraz wyposażony w rozrząd DOHC. Zupełną nowością w modelu jest wspomaganie układu kierowniczego. I chociaż sceptycy twierdzą, że owo udogodnienie może okazać się fiaskiem z uwagi na możliwe uszkodzenie podczas jazdy, to producent przekonuje o dobrych zabezpieczeniach w tym względzie. Jeśli chodzi o samo działanie wspomagania, jest ono kontrolowane przy pomocy komputerowo sterowanego mechanizmu, dostosowującego jego czas reakcji do prędkości i warunków drogowych.
Mieć ochotę na...
Za kondycję KingQuada - oprócz silnika - odpowiada automatyczna przekładnia QuadMatic, która poprzez pasek klinowy i sprzęgło odśrodkowe przekazuje napęd z odpowiednią ilością momentu na wszystkie koła. Oczywiście, nie musimy stale korzystać z napędzania obu osi. Jeździec może sobie przełączać między napędami na: 2 koła (2WD), 4 koła (4H), 4 koła z możliwością redukcji przełożeń (4L) oraz na 4 koła z możliwością blokady mechanizmu różnicowego. Znając tyle danych, ile zostało już wymienionych, chyba każdy facet, a czasami płeć piękna z męskimi upodobaniami, będzie miał wielką ochotą posadzić swoje cztery litery na wygodnym siedzisku KingQuada i ruszyć przed siebie. Sama stylistyka "wszędołaza" ze stajni Suzuki inspiruje do jazdy w najbardziej wymagającym terenie. Dlatego najlepiej od razu wskoczyć w odpowiednią odzież, najlepiej nieprzemakalną, i udać się na bagniste szlaki. Nie zapominając o zabraniu termosu z ciepłą kawą oraz pakietu kanapek, bo jazda na ATV należy do wymagających. Możemy być pewni, że pierwszy głód poczujemy, przejeżdżając około 50 km. Mniej wytrwali osiągną go w połowie odcinka, ale tylko dlatego, że ilość włożonej siły w mocowanie się z quadem zawsze zależy od ukształtowania terenu, po którym jeździmy.
Złapać bakcyla
Czterokołowiec ze stajni Suzuki jest niczym narkotyk. Kiedy już na niego wsiądziemy, trudno z niego zejść. Nie ze względu na utrudnione przy tym manewry, lecz tylko dlatego, że ten pojazd wciąga. Z każdym kilometrem zachęca do kontynuowania jazdy. Można zrozumieć niektóre osoby, że pukają się w czoło, widząc człowieka pędzącego czterokołowcem po wertepach. Ale one najprawdopodobniej nigdy nie dotykały, nie czuły, nie wąchały tego pojazdu i nim nie jeździły. Żeby w jakikolwiek sposób złapać bakcyla przygody, trzeba choć raz się w nią wybrać, choć raz spróbować. Inżynierowie Suzuki musieli więc naprężać mięśnie i umysły, ażeby stworzyć quada, który będzie mógł dostarczyć swojemu właścicielowi cały bagaż niesamowitych wrażeń.
KingQuada, jak sama nazwa wskazuje, można okrzyknąć królem. Może nie świata, ale na pewno terenu. Już same kształty japońskiego ATV robią wrażenie. Interesująco poprowadzone linie wręcz podpowiadają, że z tym pojazdem nie ma żartów. Nie ma pieszczot. Trzeba go chwytać twardą ręką, bez odrobiny delikatności. Postępować niczym w klasycznym sadomacho. To my trzymamy za bat, a on ma się nas słuchać. Każde odkręcenie gazu powoduje, ze KQ wyrywa do przodu niczym rozjuszony zwierz, jakby chciał dogonić i pogryźć swoją ofiarę.
Chodzi o wiedzę
Laikom zawsze wydawało się, że 50 KM w quadzie nie przyniesie zbyt wiele satysfakcji. Będzie zbyt mułowaty i wyjątkowo odporny na nasze komendy wydawane cynglem gazu. Nic bardziej mylnego. Zarówno w motocyklach, jak i pojazdach ATV wykorzystywana jest tak zaawansowana technologia, że jeszcze 15-20 lat temu trudno było wyobrazić sobie współczesnego jednoślada osiągającego setkę w niespełna 3 sekundy. Nie mówiąc już o prędkościach maksymalnych przekraczających 300 km/h. Dziś to codzienność, jednakże robiąca ciągłe wrażenie na fanach motocykli. Oczywiście KingQuad takowych osiągów nie ma, ponieważ należy do pojazdów ocenianych bardziej pod kątem możliwości terenowych i praktyczności. A przecież inżynierowie Suzuki są fachowcami w dziedzinie konstruowania motocykli i ich pochodnych. Dlatego nikogo nie dziwi fakt, że KQ pływa po bezdrożach, dostarczając jeźdźcowi komfortu i przyjemności z prowadzenia. Jest jak potrawa zaserwowana w najlepszej restauracji, którą aż chce się delektować, aż jeść się chce... 

|