 Norwegia jest może pierwszym krajem świata, który osiągnął dobrobyt i który swoją majętność równo i sprawiedliwie podzielił na małą liczbę mieszkańców - mówi KNUTE HAUGE, ambasador Królestwa Norwegii
Mamy rok 2006 i prawie dwa lata członkostwa Polski w Unii Europejskiej za sobą. Jakie są pana obserwacje po przyjeździe jesienią do Warszawy?
- Pierwszy raz byłem w Polsce w 1977 roku i od tego czasu mogę zaobserwować ogromny rozwój waszego kraju. Widać to zwłaszcza w Warszawie i dużych miastach. Polska to kraj, który szybko zmierza do integracji europejskiej, a reformy idą we właściwym kierunku. Istnieją oczywiście pewne problemy, które Polska musi rozwiązać, aby wyrównać istniejące dysproporcje pomiędzy "starą" a "nową" Unią. I tutaj w grę wchodzą m.in. środki z mechanizmu finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Jesteśmy zadowoleni, że poprzez norweski mechanizm finansowy EOG możemy pokazać naszą solidarność z Polską w okresie jej przemian. W ramach tej pomocy Polska otrzymywać będzie od Norwegii 118 milionów euro rocznie przez pięć lat - na projekty, które przyczynią się do zmniejszenia różnic społecznych i gospodarczych w obrębie EOG.
Duża liczba Polaków, którzy podjęli pracę w Norwegii po pierwszym maja 2004 roku sprawia, że w norweskich mediach mówi się o nich w kontekście niskich zarobków Norwegów i... presji wywieranej na wysokość ich pensji.
- W niektórych przypadkach przepisy prawa pracy nie są przestrzegane i Polacy bywają wykorzystywani. Jest to absolutnie nie do zaakceptowania, lecz przyczyna leży w dużej różnicy zarobków w naszych krajach. W tej sytuacji zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał tę różnicę wykorzystać. Wyzwaniem jest, aby temu zapobiec, ponieważ nasza gospodarka potrzebuje Polaków. W dalszym ciągu ważne są mechanizmy kontrolujące, aby wyeliminować nieuczciwych pracodawców z rynku i tym samym uchronić naszych pracowników przed presją obniżania ich zarobków.
Czy Norwegia otworzy całkowicie swój rynek pracy dla Polaków?
- Nasz rynek, pomimo okresu przejściowego, w rzeczywistości jest już otwarty. W okresie od rozszerzenia UE tysiące Polaków otrzymało pracę w Norwegii i jest to więcej niż we wszystkich pozostałych krajach skandynawskich razem. Wydaliśmy już 25 000 pozwoleń na pracę, 6000 polskich marynarzy pracuje na norweskich statkach, a na krótkich kontraktach bardzo duża liczba pracowników polskich firm w ramach wolnego przepływu usług. Ci nie są jednak rejestrowani.
Dla Norwegii, która liczy zaledwie 4,6 miliona mieszkańców, wyżej wymienione liczby są duże i dlatego potrzebujemy czasu na dostosowanie się do nowej sytuacji. Z drugiej strony okres przejściowy wprowadzony przez Norwegię nie jest ograniczeniem, a wymóg pozwolenia na pracę właściwie działa na korzyść Polaków, ponieważ wymaga od pracodawcy kontraktu z taryfową stawką minimalną i zapewnienia zakwaterowania. Ten wymóg ma za zadanie zapewnić Polakom nie gorsze warunki pracy od Norwegów.
Jak Norwegowie widzą Polskę i Polaków jako obywateli UE?
- Tradycyjnie przez lata Norwegowie nie wiedzieli zbyt dużo o Polsce i Polakach i dopiero teraz, po rozszerzeniu UE, Polacy przyjeżdżający do Norwegii zmienili tę sytuację w pozytywny sposób. Dla Norwegów Polacy to ciężko pracujący, uczciwi i sumienni ludzie. Wzajemne poznanie działa też w drugą stronę, ponieważ coraz więcej norweskich turystów jest zainteresowanych Polską. Przykładem są samoloty linii Norwegian, które latają do Polski codziennie pełne, a udział narodowościowy pasażerów jest równy. To nowe i pozytywne zainteresowanie Polską można moim zdaniem wytłumaczyć tym, że większość Polaków pracujących w Norwegii jest jednocześnie świetnymi ambasadorami Polski.
Norwegia kojarzy się z bogactwem, lecz czym ono jest dla Norwegów?
- Oljefondet, czyli fundusz, na który odkładane są nadwyżki ze sprzedaży ropy naftowej przekroczył już w ubiegłym roku 1500 miliardów koron (1 NOK = 0,50 zł). To ogromna i fantastyczna suma, lecz jest odkładana na przyszłość. Gdyby środki te wpłynęły dzisiaj na rynek, zniszczyłyby ekonomię, która rozwija się bardzo dobrze i zdrowo, ponieważ nie jest uzależniona od ropy naftowej. Rybołówstwo, zaawansowana technologicznie produkcja przemysłowa, branża informatyczna... Te sektory gospodarki nie są bezpośrednio zależne od dochodów z ropy. Nie możemy dopuścić, aby tak się stało. Dlatego Norwegowie nie są aż tak bogaci, jakby można myśleć z punktu widzenia przeciętnego człowieka, liczącego pieniądze w oljefondet.
Norwegia jest może pierwszym krajem świata, który osiągnął dobrobyt i który swoją majętność równo i sprawiedliwie podzielił na małą liczbę mieszkańców. Norwegom jest dzisiaj dobrze i czują się bezpiecznie. I to jest właśnie dla nich bogactwem.
Jesteśmy świeżo po igrzyskach zimowych w Turynie. Jakie znaczenie ma dla Norwegów sport?
- Sport znaczy dla Norwegów bardzo dużo, we wszystkich dyscyplinach, od piłki nożnej do nart. W Turynie zdobyliśmy 18 medali, lecz media ogłosiły narodowy kryzys, bo wśród nich były tylko dwa złote. Myślałem o tym, jak widziałem radość w Polsce z brązowego medalu Justyny Kowalczyk i srebrnego Tomasza Sikory i całe strony gazet im poświęcone. Wtedy stwierdziłem, że chyba jesteśmy rozpuszczeni, jeżeli chodzi o sportowe sukcesy.
Norwegowie lubią spędzać dużo czasu na powietrzu, na spacerach, zajmują się sportem na co dzień. Mówi się, że Norwegowie rodzą się z nartami na nogach, lecz dzisiaj młoda generacja trochę się zmieniła i spędza więcej czasu przed komputerami. Norweska wystawa w Centrum Olimpijskim w Warszawie w grudniu ubiegłego roku miała na celu zwrócenie uwagi na historię sportów narciarskich w Norwegii, lecz również pokazać Norwegię jako atrakcyjny cel turystyczny. Nie mam wątpliwości, że Polacy będą jeździć do Norwegii jako turyści, ponieważ ogromne tereny, z nieskażoną, niezniszczoną przyrodą są naturalnym miejscem wypoczynku i alternatywą dla zagęszczonej, przemysłowej Europy. Nie mamy wielkich starych katedr, ale wspaniałą przyrodę, a ludzie potrzebują dzisiaj "powietrza".
Norwegia nie jest członkiem UE. Co to oznacza dla Norwegów?
- Pomimo, że nie jesteśmy członkiem UE, to należymy do EOG, czyli wspólnego rynku, lecz z ważnymi dla nas wyjątkami, jak rybołówstwo i rolnictwo. Norwegia stosuje ten sam system przepisów, co UE i ekonomicznie ten układ funkcjonuje dobrze. Dla wielu Norwegów szczególnie ważne jest to, że o części spraw mogą decydować sami, podczas gdy państwa UE musza się podporządkować Brukseli. Z drugiej strony, w dłuższej perspektywie, może być trudny status członka B tej organizacji - bez możliwości siedzenia przy stole, za którym zapadają decyzje. To są różne punkty widzenia i w dalszym ciągu norweska opinia publiczna podzielona jest z grubsza na pół. Już dwa razy Norwegowie powiedzieli nie członkostwu w UE, lecz zobaczymy, jaka będzie przyszłość. |