Ekskluzywny magazyn - Ważne wydarzenia

Strona głównaO VIPieRedakcjaReklamaMapa stronyWydawnictwo

  

Rozmowy VIPa
Ambasadorzy
Podróże VIPa
Styl VIPa
Gadżety VIPa
Auto dla VIPa
Okiem VIPa

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter Magazynu VIP, wpisz swój adres e-mail:
  

Zobacz, jak wygląda VIP

GRZEGORZ TURNAU - Co się ostaje, ustanawiają poeci


Choć jest kojarzony z poezją śpiewaną, Grzegorz Turnau wątpi, czy ona istnieje. Uważa, że każda dobra piosenka sama w sobie jest poezją. Bez względu na to, czy jest to utwór rockowy, czy liryczna ballada. Bo każda winna zawierać pierwiastek poezji i dostarczać emocji. Twierdzi, że nie interesuje go śpiewanie o niczym, bez formy literackiej

Jaka jest obecna kondycja poezji śpiewanej?
- Poezja śpiewana zawsze miała się dobrze. Należy raczej zadać sobie pytanie: ilu ludzi ma w ogóle potrzebę kontaktu z poezją? Gdy stawiałem pierwsze kroki na estradzie, pytano mnie dokładnie o to samo. Jak sobie poradzę? A było to 25 lat temu. "Co się ostaje, ustanawiają poeci" - jak pięknie napisał pan Hoelderlin.

Kiedyś promowano poezję śpiewaną jako krainę łagodności...
- Za często używamy wspólnych haseł dla rzeczy, które nie mają ze sobą wiele wspólnego. Czym innym jest pisanie muzyki do poezji Stachury, czym innym fenomen Wojciecha Młynarskiego, czy też autorska twórczość Edyty Bartosiewicz. To wszystko mieści się w kategorii piosenki poetyckiej, podobnie jak Kabaret Starszych Panów. Ale piosenka poetycka nie jest tylko krainą łagodności, kojącą i nostalgiczną jak herbata z sokiem malinowym. Nie mylmy łagodności z nijakością. Najbardziej przejmujące, szalone utwory Grechuty, trudno byłoby zmieścić w krainie łagodności. Łagodność oznacza też brak kontrastów - a tych w dziedzinie piosenki poetyckiej z pewnością nie brakuje.

Podobna sytuacja miała miejsce przed laty z Muzyką Młodej Generacji, kiedy do jednego worka wrzucono różnych wykonawców. Mieszano pop z rockiem, jazz-rock z rockiem symfonicznym. Kombi, Exodus, Krzak...
- No właśnie. Ja często jako przykład poezji śpiewanej, zresztą bardzo wyrafinowanej, podaję Beatlesów. Ich twórczość balansowała na granicy poezji absurdu. W połączeniu z genialną muzyką stworzyli nową jakość. Dobra piosenka musi mieć oparcie w warsztacie poetyckim, w ciekawym pomyśle literackim.

Czy wobec tego nie rodzi się w Panu sprzeciw, że płyty są nagradzane właśnie w kategorii piosenki poetyckiej?
- Stworzono taką kategorię i tyle. Jeśli już się irytuję, to wtedy, gdy słyszę określenie "piosenka literacka". Przecież jest nią każdy utwór słowno-muzyczny. Kwestia polega na jakości tej literatury. Nie wszystko, co słyszymy w radiu, musi pretendować do miana produktu artystycznego. Nie każdy, kto tworzy piosenki, musi się uważać od razu za kompozytora czy poetę. Pan Jeremi Przybora nazywał siebie "lirycystą". W języku angielskim istnieje słowo "songwriter", które od biedy można by przełożyć jako "piosenkopisarz". To rozróżnienie pozwala w odpowiednich proporcjach pisać o przedstawicielach różnych dziedzin muzycznych.
Dla mnie nie ma znaczenia, jak usiłuje się określić moje utwory - poetyckimi czy popowymi.
Znam setki poetyckich przebojów pop, więc śmieszy mnie taki podział.... A Dylan? A wspomniany Młynarski? A duet Przybora-Wasowski? Kto nie nucił takich szlagierów, jak "Piosenka jest dobra na wszystko" czy "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę?".

Niedawno usłyszałem "Bombonierkę", która, jak się okazuje, ma jużłtora roku. Kolejna perełka w Pana kolekcji?
- To nie jest moje dzieło, bo nie napisałem ani muzyki, ani słów, a jedynie towarzyszę autorce - Basi Stępniak-Wilk. W tym przypadku to o niej powinno się mówić. Ten sukces spadł na nas trochę nieoczekiwanie, trochę jak w przypadku "Jożina z Bażin". Faktem jest jednak, że jakiś udział w "Bombonierce" mam i słuchacze, którzy mnie znają, być może podeszli do niej z większym zainteresowaniem. To bardzo miłe.

Czy w takim razie w Pana przypadku zdarzały się utwory, których popularności się Pan nie spodziewał?
- Tak było ze wszystkimi po kolei, poczynając od "Cichoszy". Kto mógł przewidzieć, że taka dziwna piosenka będzie miała wzięcie? Albo "Bracka", bardzo ponura kompozycja, czy też "Naprawdę nie dzieje się nic". Podobno są już programy muzyczne, które mogą przewidzieć, czy dany utwór może stać się przebojem. Trudno będzie żyć w takim świecie.
Czy zawsze miał Pan sporo propozycji koncertowych, czy może zdarzały się też trudne momenty w karierze?
- Z tymi koncertami to różnie bywało. Gdy było ich mniej, po jakimś czasie pojawiły się propozycje komponowania muzyki do teatru i filmu. Teraz to wszystko już się ze sobą spójnie łączy. Ale oczywiście bywały okresy, gdy już myślałem, że będę musiał się przesiąść do taksówki.

Chyba nie mówi Pan tego teraz poważnie1
- Nie (śmiech). Aż tak źle to nie było. To jest zawód...

Chimeryczny?
- Hm... Zajęcie, w którym nikt mi niczego nie gwarantuje, bo zatrudniam się sam. Tylko i wyłącznie życzliwości publiczności, która kupuje bilety i płyty, zawdzięczam to, że gram i mogę z tego żyć. Do tej pory nie jest źle, ale na występy z sukcesami nie ma żadnej żelaznej recepty.

Przewiduje Pan, że kiedyś przestanie śpiewać i zacznie komponować wyłącznie duże formy muzyczne?
- Tego, że zerwę całkowicie ze śpiewaniem, nie mogę wykluczyć. To takie samo zajęcie fizyczne, jak skoki narciarskie. Nie każdego stać, by robić to długo i dobrze. Źle się dzieje, gdy ktoś przestaje wykonywać to dobrze, ale nadal śpiewa, bo nie ma z czego żyć. Mogę obiecać, że będę się bardzo starać, by coś takiego mi się nie przytrafiło.
Myślę też, że w dalszym ciągu będę zajmował się pisaniem muzyki na potrzeby filmu i teatru. Na ile to zdominuje mój czas? Nie wiem. W niedalekiej przeszłości było tego sporo: "Chłopiec z gwiazd" w Będzinie, "Zemsta"w Teatrze Polskim w Warszawie, a wcześniej muzyka do "Tryptyku Rzymskiego" w wykonaniu Danuty Michałowskiej. Wkrótce swoją premierę będzie miał film "Niezawodny system" w reżyserii Izy Szylko, z moją muzyczką w tle. Jakoś godzę wszystkie zajęcia z występami i nie sądzę, abym w najbliższym czasie miał z tym kłopot.

Ma Pan marzenie, by skomponować muzykę do filmu konkretnego reżysera? Chodzi coś Panu po głowie?
- Świetne kino robią pan Kolski, pan Krauze, pani Holland i jej "klan" rodzinny. Ale wszyscy mają już swoich stałych, świetnych kompozytorów - Koniecznego, Łazarkiewicza... Wiem natomiast, że bardzo odpowiadałoby mi skomponowanie muzyki do nowoczesnej, filmowej śpiewogry.

Coś a'la Zeffirelli?
- Może. Niedawno żartowałem z Jarkiem Kilianem, reżyserem, że "Zemsta", gdyby rozpisać dialogi na arie, jest dobrym materiałem. Bez żadnych naleciałości hollywoodzkich czy bollywoodzkich.

Co sądzi Pan o artystach, którzy decydują się na występy w programach typu "Taniec z Gwiazdami"?
- Każdy robi to, co uważa za stosowne. Jeśli ktoś lubi taniec i sprawia mu to przyjemność, niech tańczy. Tak się akurat składa, że bardzo dobrze znam Justynę Steczkowską. Bardzo ją podziwiałem. Tańczyła świetnie. Jeśli ktoś ma do tego warsztatowe, rzetelne podejście, tak jak ona, i tańczy z wdziękiem - ma to swój urok. Nie oglądam tego typu show, ale sądzę, że nikomu to nie zepsuje życiorysu. Ja się do tego nie nadaję. Tańczę tylko towarzysko i prywatnie.

W takim razie, czy taniec w ogóle sprawia Panu przyjemność?
- W pewnych sytuacjach tak. Ale nie czuję powołania, by publicznie prezentować swoje umiejętności, czy też raczej ich brak.

Jakie ma Pan najbliższe plany?
- Jestem na razie na etapie zbierania sił, jadę na kilka dni na narty. W lipcu planuję rozpocząć nagrywanie płyty. Zamierzam też wziąć udział w Roku Herbertowskim z kompozycjami stworzonymi na podstawie wierszy Herberta o dziełach sztuki. Ponadto kalendarz mam wypełniony koncertami w Polsce i nie tylko. Jestem dość zajęty, ale to dobrze. Jak napisał Stefan Kisielewski: "w pewnym wieku praca już nie męczy, za to wypoczynek - baaaardzo...".

Przemysław Kurszewski

Grzegorz Turnau urodził się w 1967 r. Pierwszy sukces na arenie ogólnopolskiej odniósł w 1984
r., wygrywając XX Festiwal Piosenki Studenckiej w Krakowie. Debiutancki krążek "Naprawdę nie dzieje się nic" wydał siedem lat później za pożyczone pieniądze, dystrybuując go samodzielnie po księgarniach. Druga płyta - "Pod światło" - przyniosła przebój "Cichosza", zwycięzcę Muzycznej Jedynki. Potem posypał się grad wyróżnień, m.in.: Fryderyki 94, 95 i 97 i 02, 04, 07 za najlepsze albumy piosenki poetyckiej (w 1995 r. uznany został też za najlepszego polskiego wokalistę), Wiktory 95 i 98, Mateusz 96, Grand Prix festiwalu w Opolu 96 i Super Jedynka FPP w Opolu 04 i 06, Złote i Platynowe Płyty.
Grzegorz Turnau komponuje też muzykę do filmów i przedstawień teatralnych, m.in.: "Zmierzch", "Iwona, księżniczka Burgunda", "Zielona Gęś, "Dwoje na huśtawce", "Marat/Sade", "Balladyna". W piosenkach wykorzystuje utwory własne, ale też czerpie garściami z poezji Leszka Moczulskiego, Michała Zabłockiego, Ewy Lipskiej, Wiesława Dymnego. W swoim dorobku, licząc gościnny udział, artysta ma przeszło 20 płyt. Ostatnia, wydana pod koniec 2006 r., "Historia pewnej podróży", stanowi hołd złożony Markowi Grechucie.


Magazyn VIP to: Ekskluzywne czasopismo, kluby, marki, samochody | Elegancja | Ludzie biznesu | Luksusowy magazyn | Moda gwiazd Podróże artykuły |
Polskie gwiazdy | Profesjonalne salony urody | Relacje z podróży | Stylowe wyposażenie | Światowe sławy | Turystyka i rekreacja
Copyright by VIP Polityka, Biznes, Fakty (c) 2006 - Wszystkie prawa zastrzeżone. Projekt i wykonanie: Vega Internet Studio
Za pozycjonowanie tego serwisu odpowiada Sunrise System.