 Cała Polska roztańczona
Cały kraj ogarnął tańca szał. Od morza do Tatr, jak grzyby po deszczu powstają kolejne szkoły tańca, a kto nie tańczy - ten się nie liczy w towarzystwie. Nagle każdy chce tańczyć, potrafi tańczyć, a nawet przekonuje, że taniec to jego życie. Wszystko za sprawą telewizji, która wykreowała modę, jakiej Polska nie widziała
Andrzej Kwaśniewski
Bez wątpienia wszystko zaczęło się od programu rozrywkowego "Taniec z gwiazdami". Już tylko za pomysł ściągnięcia do Polski tego zachodniego formatu stacji TVN należy się jakaś poważna nagroda. Finał "Tańca z gwiazdami" przyciągnął przed telewizory blisko 8 mln Polaków. Dla porównania - informacyjne "Fakty" ogląda codziennie niespełna 3 mln widzów. Nawet szósta edycja miała ogromną oglądalność, pomimo, iż zgodnie ze wszelkimi dostępnymi badaniami, takie programy po pewnym czasie zwyczajnie się nudzą.
To prawdziwy fenomen, na którym każdy próbuje ugrać, ile się tylko da. Za ciosem poszła telewizja publiczna, wprowadzając - było nie było - podobny show: "Gwiazdy tańczą na lodzie". TVN zapunktował drugim już programem tanecznym, jakim jest "You Can Dance - Po prostu tańcz!". Tym razem postawił na "zwykłych ludzi", którym udział w programie naprawdę może pomóc w karierze (uczestnicy walczą o stypendium taneczne na Broadwayu). Występujący w tanecznych show wykorzystują swoje pięć minut sławy, z hukiem wchodząc w świat show-biznesu (np. grając w serialach), a nawet całkiem poważnego biznesu (np. otwierając kolejne szkoły tańca). Nic w tym dziwnego. Po emisji pierwszych kilku odcinków "Tańca z gwiazdami" szkoły tańca w całej Polsce zaczęły przeżywać prawdziwe oblężenie. Nie było ograniczeń wieku - emeryci, młodzież, dzieci - wszyscy chcieli tańczyć tak pięknie, jak ich idole na ekranie. Skąd nagle taka popularność tańca? - Udowodniliśmy, że każdy może zostać królem parkietu - mówi Beata Tyszkiewicz, aktorka i jurorka programu. I to chyba jest najprostsze wyjaśnienie. Przeciętny Polak uświadomił sobie nagle, że on też tak potrafi, że on też może być gwiazdą ekranu i parkietu.
Telewizja kreuje gwiazdy?
...oraz uczestników programów. To telewizja wykreowała na idoli tłumów grupkę tancerzy, znanych co najwyżej w wąskim, branżowym kręgu. Dziś Iwona Pavlović, ochrzczona mianem "Czarnej Mamby", bryluje na salonach i okładkach kolorówek, Edyta Herbuś, nauczycielka tańca Marcina Mroczka, występuje w serialach i programach rozrywkowych, a perypetiami miłosno-finansowymi Rafała Maseraka żyje pół Polski. Stefano Terrazzino, za radą swojej tanecznej partnerki - Justyny Steczkowskiej - postanowił nagrać płytę. Wielki świat mody chce zawojować kolejna tancerka, Ewa Szabatin. Taneczne show okazało się także zbawienne dla różnych zapomnianych gwiazd, które na potrzeby programu powyciągano zza kulis prawdziwej sceny. Komu mówi coś nazwisko Peter J. Lucas? Nieważne, ważne, że to taki polsko-amerykański podobno aktor, który przyjechał do Polski, dokończyć film "Inland Empire" Davida Lyncha, a przy okazji wpadł do telewizji zatańczyć.
Kinga Rusin dzięki tańcom wyszła z cienia wielkiego męża i stała się twarzą rozpoznawalną do tego stopnia, że okrzyknięto ją "jedną z najbardziej pożądanych kobiet w Polsce". No i wróciła po latach na wizję. Nieważne też, czy ktoś wygrywa, czy przegrywa. Żora Korolyov odpadł z programu i to właśnie wtedy posypały się dla niego propozycje wystąpień w filmie, modzie, innych programach. Łaska widzów na pstrym koniu jeździ.
Taniec to radość, taniec to kasa
Córka byłego prezydenta - Maria Wiktoria Wałęsa - mówi, że o udziale w programie zdecydował - (...) sam taniec. I treningi. I przygoda. I chęć spojrzenia na to zza kulis. Jej jedynym celem było"nauczyć się tańczyć i móc tańczyć jak najwięcej". Joanna Liszowska "już od czasów liceum uwielbiała taniec". Robert Janowski twierdzi, że nie bierze udziału w "Tańcu z gwiazdami" dla pieniędzy. Jak powiedział, robi to "dla żony, która chce, by nauczył się w końcu tańczyć".
Nie oszukujmy się jednak - na tańcu można sporo zarobić. Producentom "Tańca z gwiazdami" podobno tak bardzo zależało na udziale w programie Kasi Figury, że zaproponowali jej ok. 50 tys. zł za jeden odcinek. Łatwo obliczyć, że jeśli aktorka doszłaby do finału, na jej konto wpłynęłoby pół miliona złotych. Na fali popularności uczestnicy programu zakładają własne szkoły tańca, albo też tylko firmują je swoim - słynnym już - nazwiskiem. Można się też zatrudnić do pokazów na eventach firmowych albo w telewizji. Można udzielać prywatnych lekcji, po kilkaset złotych za godzinę.
Najlepiej chyba na tym wszystkim wyszła Kasia Cichopek, która z aktorki jednego serialu przeistoczyła się w businesswoman z prawdziwego zdarzenia. Wraz ze swoim partnerem tanecznym i życiowym, Marcinem Hakielem, założyła przynoszącą kokosy szkołę tańca. Wspólnie występują - oczywiście nie za darmo - gdzie się da i ile się da. Wspólnie wydali "Taniec. Krok po kroku" na DVD i książkę "Szkoła tańca". Nie zapomina o niej telewizja, która do granic możliwości próbuje wykorzystać chwilową sławę Cichopek. Jest gospodynią polsatowskiego show "Jak Oni śpiewają", dwa razy prowadziła festiwal TOP-trendy, reprezentowała nasz kraj na tanecznym konkursie Eurowizji, pozuje do sesji modowych, pozuje podczas kupowania rezydencji i naprawdę niewiele już brakuje, by Cichopek wyskakiwała znienacka z każdej lodówki w tym kraju.
Każdy może tańczyć
Wpływ mediów dostrzegają sami zainteresowani. - To telewizja nakręciła koniunkturę, nie ma co do tego wątpliwości - mówi Marcin, instruktor tańca w jednej z warszawskich szkół. - Przecież najlepiej to widać po tym, że ludzie najpierw dzwonią i pytają, czy uczymy tego tańca z telewizji, a dopiero potem zapisują się na kurs - dodaje. Najpopularniejsze są zatem tango, samba, cza-cza, walc angielski, czyli te tańce, które były w programie. Modne są także gorące rytmy, zwłaszcza jeśli instruktorem jest prawdziwy Latynos lub piękna Brazylijka.
Swoją szkołę prowadzi m.in. znany i z innych programów kubański muzyk Jose Torres. Kiedyś sam uczył salsy, później musiał już zatrudnić kilkunastu nauczycieli. Oczywiście, największą popularnością cieszą się szkoły prowadzone przez gwiazdy z telewizji, do których zapisać się równie ciężko, jak do przedszkola, ale i inni nieźle przy tej okazji prosperują. - Zapanowała moda na taniec towarzyski, wśród młodych, zwłaszcza z dużych miast, jest to po prostu, jak to oni mówią, "lans" - przyznaje Edyta, która uczy tańca we Wrocławiu. Dodajmy, że nie tylko wśród młodzieży, i nie tylko w dużych miastach. Tendencje te potwierdzają bowiem instruktorzy z całej Polski, którzy na brak chętnych nie narzekają. Przychodzą emeryci, którym brakuje popularnych w PRL-u dancingów i wieczorków zapoznawczych, panowie, którzy szukają partnerki i panie, by oderwać się choć na chwilę od biurowo-domowej codzienności. Zainteresowanie jest na tyle duże, że niektóre szkoły organizują nawet połączone z wypoczynkiem kursy wyjazdowe, w innych zaś sale taneczne czynne są... całą dobą. To ukłon głównie w kierunku zapracowanych biznesmenów, którzy też chcieliby potańczyć, jak gwiazdy. Mniejsze miejscowości "zabezpiecza" z kolei... Mandaryna. Była tancerka w zespole Michała Wiśniewskiego planuje bowiem (już zaczęła) stworzyć sieć szkół tańca w raczej niewielkich, prowincjonalnych miejscowościach.
Co ciekawe, nawet w branży nie wszystkich ten szał cieszy. - Denerwuje mnie ta cała moda na taniec, bo jest sztuczna i nieprawdziwa - denerwuje się Jarek, instruktor ze sporymi osiągnięciami w tańcu towarzyskim. - Te same osoby, które kiedyś dość niewybrednie wyrażały się o mnie z tego powodu, że tańczę, teraz są nagle wielkimi pasjonatami tej sztuki - tłumaczy swoje oburzenie.
Czar orientu
Coś w tym musi być, gdyż najwyraźniej sam taniec znudził się społeczeństwu szybciej, niż związane z nim programy. Tradycyjne tango czy walc nie są już w modzie, hitem ostatnich dni jest orientalny i egzotyczny "belly dance", lepiej znany jako taniec brzucha. Co prawda dla europejskiej kultury tę sztukę odkryła w latach 20.. XX wieku Isadora Duncan - legenda tańca nowoczesnego, ale Polacy odkryli ją dopiero teraz, na fali popularności sisha barów i kultowego kina z Bollywood, którego w modnym towarzystwie nie wypada nie wielbić bez granic. Oczywiście, rynek zareagował błyskawicznie pojawieniem się specjalistek od orientalnej sztuki tańca, które na dodatek przekonują znudzone businesswoman i pryszczate studentki, że taniec brzucha nie ma nic wspólnego z tanią rozrywką, a jest raczej formą "medytacji harmonizującej ciało, umysł i ducha", a także idealną formą ćwiczeń, która pozwala odnaleźć kobiecie jej prawdziwe "ja". Do wszystkiego da się dorobić odpowiednią ideologię, faktem jednak jest, że taniec brzucha przyciąga. Bogato zdobionymi strojami, kobiecą zmysłowością i... dostępnością. W tym wypadku nie trzeba bowiem mieć figury Miss Universe, a wręcz przeciwnie - wskazana jest odrobina tłuszczyku, zwłaszcza na biodrach. W końcu czymś trzeba trząść w tańcu.
Panie są tym zachwycone! - Dzięki tym zajęciom pokochałam swoją kobiecą stronę. Cudnie jest teraz nią się cieszyć i swobodnie kołysać pupą, nawet do taktu drukarki w biurze! - piszą na forach internetowych poświęconych orientalnym tańcom. Taniec brzucha jest - (...) jednym z najpiękniejszych sposobów, w jaki można wykorzystać kobiece ciało - pisze inna. W obliczu takich argumentów człowiek pozostaje bezsilny. Wypada jedynie dodać, że na tym nie koniec. Specjaliści od marketingu wymyślili bowiem jeszcze dance aerobik, który "pozwala schudnąć, uwolnić emocje i pokonać stres". Podobno połączenie figur tanecznych i aerobiku, to idealne rozwiązanie dla zmęczonych lub znudzonych siłownią czy "tradycyjnym" fitnessem. Na pewno jest bowiem ciekawszy, niż zwykłe ćwiczenia gimnastyczne, a przy tym mniej skomplikowany niż taniec (nie trzeba liczyć kroków!).
Jakby komuś było mało, to może wybierać spośród dance aerobic, latino aerobic (z elementami tańców latynoamerykańskich), funky aerobic (taniec w stylu modernu współczesnego) lub urban aerobic (ćwiczenia do muzyki hip-hopowej). Co będzie dalej, kiedy już moda na taniec, w każdej jego formie i odmianie przeminie? Może czeka nas moda na łyżwy? Albo na cyrk? Z tym będzie gorzej, bo słaby w naszym kraju jakoś urodzaj na słonie, foki, wielbłądy i inne tygrysy. 


|